4 kroki do zrozumienia dziecięcych emocji

4 kroki do zrozumienia dziecięcych emocji

O emocjach rozmawiamy często na blogu, w podkaście Nie Tylko Dla Mam i podczas konsultacji online. Nawet bardzo często. Nie dziwię się, bo przecież maluchy przychodzą na świat bez instrukcji obsługi. Sami czasem nie rozumiemy własnych emocjonalnych reakcji. Dzieci też uczą się rozmienia emocji i opisywania emocji. 

Może nawet częściej niż „nie rozumiemy” naszych dorosłych emocjonalnych reakcji, po prostu nie potrafimy zapanować nad nerwami. Z jednej strony słyszmy, że to świetnie, po co się hamować? Z drugiej pada hasło: Ty musisz nad sobą panować, bo jesteś dorosły. 

Prawda jak zawsze leży gdzieś po środku. Skłaniam się do przyznania, że to po naszej (dorosłej) stronie jest odpowiedzialność związana z panowaniem nad emocjami. Czy nam się to podoba, czy nie, dzieci obserwują nasze reakcje i je naśladują.

Niezależnie od tego co powiemy i ile reguł wymyślimy, dzieci i tak powielą nasze działania, nie słowa. 

Jednak najbardziej pasuje mi stwierdzenie, że przy emocjach pomaga rozumienie tego, co dzieje się z nami. Naszym ciałem, naszą głową, naszymi myślami, a nawet głosem. Zamiast skupiać energię na panowaniu, lepiej ją przekierować na słuchanie siebie i zrozumienie w konkretnej chwili. 

Oczywście, że łatwo się mówi, a trudniej to wykonać. Jeszcze trudniej wyjaśnić dziecku panowanie nad emocjami i wybuchami. Dlatego przygotowałam cztery proste podpowiedzi, które pomogą naprowadzić konkretną sytuację emocjonalną na dobre tory. 

1. Pokaż emocje, nie trzeba się wstydzić okazywania uczuć

Im bardziej winne przeżywania danej emocji czuje się dziecko, tym trudniej będzie mu skupić się na jej zrozumieniu i poznaniu. Poczucie winy generuje często jeszcze większe wzburzenie, złość, rozczarowanie, wstyd itd. Między innymi dlatego dziecko wybucha kolejny raz albo jeszcze bardziej. 

Warto jak najcześciej uświadamiać dzieciom, że każda emocja jest w porządku. I nie trzeba do tego żadnych wielkich słów, wystarczy prosty komunikat: Złościsz się, w porządku. Rozumiem. Tu warto sprecyzować daną sytuację np. Rozumiem, że nie chcesz teraz przerywać zabawy/iść spać/jeść makaronu. Tylko tyle. Żadne dodatkowe: „Ale musisz!”, nie poprawi sytuacji. 

Nie skupiałabym się na jakiejś enigmatycznej emocji: Och, cóż to za nerwy? O co ci chodzi? To nie jest rozmawianie o emocjach. Przynajmniej nie z dwulatkiem, trzylatkiem czy czterolatkiem

Zamiast rzucać ogólnikami, które prawdopodobnie doprowadzą do eskalacji nieciekawych zachowań, lepiej skupić się na informowaniu, że przeżywanie gniewu, lęku, miłości, smutkuradości itd. okazywanie tego, wyrzucanie z siebie, jest w porządku. 

Bardzo często taki sposób reagowania na dziecięce emocje (zwłaszcza te trudniejsze) odbierany jest przez otoczenie (i komentowany oczywiście), jako uległość ze strony rodzica: Każ mu przestać krzyczeć! Jak możesz tak po prostu na to pozwalać? Jeden klaps załatwiłby sprawę. Za moich czasów nie było mowy o takim zachowaniu. Nagle wszyscy wiedzą lepiej, jak powinno to wyglądać. 

Wiem, że takie prośby idą często w pustkę, ale i tak powiem. Jeśli masz ochotę w ten sposób skomentować zachowanie cudzego dziecka, przemyśl to dwa razy. Daruj sobie. Niczego, dosłownie niczego nie wnosi to do sytuacji. No, może więcej nerwów, a jak rozumiem, nie takie były twoje intencje. 

Trochę więcej o tym jak reagować kiedy ktoś z boku krytykuje metody wychowawcze, opowiedziałam w tym w artykule:

Co mówić, kiedy inni krytykują twoje metody wychowawcze?

Nie wyciszamy emocji 

Sami rodzice często też robią wiele, żeby wyciszyć emocję zamiast za nią podążać za potrzebami dziecka. W sumie to rozumiem, bo podążanie (a może bardziej towarzyszenie) w scenie złości, nie jest jakoś szczególnie przyjemnym doświadczeniem. Jednak czym innym jest bycie uległym rodzicem, a zupełnie czym innym jest pomaganie dziecku w przejściu przez trudne chwile i zrozumienie danej emocji. I tu ważna sprawa. 

Każda emocja jest potrzebna więc dobra i warto o tym głośno informować dziecko, ale już nie każde zachowanie powodowane daną emocją jest do zaakceptowania. Na tym polega różnica między uległością, a świadomym wspieraniem dziecka w najróżniejszych sytuacjach. 

Kiedy więc dziecko w złości uderza brata lub moje własne dziecko mnie bije, to oczywiście ta złość jest w porządku. Ale już bicie nie jest OK. Warto poinformować o tym malucha. Skąd ma wiedzieć, jak się zachować, gdy czuje złość? Nikt się nie rodzi z takimi danymi. Tego się trzeba nauczyć. Im więcej narzędzi do okazywania złości od nas dziecko dostanie, tym szybciej zrozumie, że bicie nie jest jedyną drogą. 

Nie ma tu niestety jednego prostego rozwiązania, bo wszystko zależy od wieku dziecka i ogólnie – charakteru. Bardzo dużo o najróżniejszych sposobach zrozumienia złości opowiedziałam w gościnnym podkaście Tato Na Wyspach. Mam nadzieję, że znajdziesz chwilę żeby posłuchac odcinka o dziecięcej złości i gniewie.

Dlaczego nie lubimy się złościć

2. Przejdziemy przez to razem

Niezależnie od rodzaju emocji, nic nie pomaga zrozumieć ich lepiej, a tym samym uspokoić się, niż wspólne ich przeżywanie.

Pewnie nikt nie ma wątpliwości, co do tego, że np. radość warto i fajnie dzielić z wieloma osobami. Kiedy jednak przychodzi do złości czy smutku, sprawy przestają być tak oczywiste. 

Zapewnienie ze strony dorosłego, że przez każdy emocjonalny czas przejdziemy razem, jest na wagę złota. Oczywiście za tym zapewnieniem powinny też iść działania.

Jednym z gorszych pomysłów jest odsyłanie małego dziecka do pokoju, żeby sobie przemyślało własne zachowanie. Odbieram to trochę jak zrzucenie na malucha rodzicielskich obowiązków. Skąd dziecko ma wiedzieć, co konkretnie ma przemyśleć? Czy to co zrobiło? Czy może czego nie powinno było robić? A może, jak inaczej zachować się w podobnej sytuacji? Czy chodzi o zadośćuczynienie, czy może jedno rzucone w eter „przepraszam” załatwi sprawę? 

Dziecko oczywiście może sobie o tym wszystkim porozmyślać, ale to niczego właściwie nie zmienia. Naszym rodzicielskim obowiązkiem jest przeprowadzenie malucha przez trudny czas i wyjaśnienie, jakie są normy społeczne, jakie są nasze rodzicielskie oczekiwania. 

Z tymi oczekiwaniami też bym jakoś nie przesadzała, bo często mijają się one z możliwościami dziecka, a skupiają na naszych (niekoniecznie realistycznych) wyobrażeniach o rodzinie.

Trochę więcej na ten temat znajdziesz w jednym z wielu artykułów na temat wychowania wspierającego na blogu: 

Złap dystans, rodzicu. Jasne, tylko jak to zrobić? I po co się wysilać?

3. Emocje to chwilowe stany

Nasze dzieci często czują, że trudna emocja (każda właściwie) zostanie z nimi na zawsze. Jeśli teraz jest mi smutno, to już tak zostanie do końca dnia/życia/świata. 

Warto dzieciom (i sobie) często powtarzać, że emocje to chwilowe stany. Dokładnie taka zresztą jest ich definicja. 

O wiele lepiej rozmawiać z dziećmi o emocjach, jak o „chwilowych stanach”, niż podbijać je w nieskończoność. 

Co ważne, maluchy łatwiej poradzą sobie z rozumieniem, że to tylko emocja, kiedy pozwoli się im przeżywać ją fizycznie. Wyobraź sobie sytuację radości, gdy dziecko skacze ze szczęścia, piszczy, krzyczy, śpiewa, no po prostu bardzo się cieszy. Nikt tego maluchom nie zabrania, bo to cudowne móc patrzeć na taką niepohamowaną dziecięcą radość. I wiemy, że dziecko za chwilę przestanie skakać, bo dokładnie tak się dzieje, kiedy mamy możliwość wyrzucenia z siebie emocji.  

Przekładając to niepohamowanie na inne emocje, czasem robimy wiele, żeby maluchy jednak ich fizycznie nie przeżywały np. płacz (często się mówi o wymuszaniu płaczem), histeria, pyskowanie, bicie itd. A przecież to wciąż emocja, dokładnie taki sam chwilowy stan, jak radość więc (na logikę rzecz biorąc), powinno nam zależeć na tym, żeby dziecko okazało ją fizycznie, zamiast tłumić. 

Wracam tu do punktu, w którym uczymy tego okazywania fizycznego. Bicie nie jest w porządku, ale inne formy złoszczenie się już jak najbardziej tak. Im więcej fizycznych okazji do przeżycia różnych emocji, tym spokojniejsze (tak ogólnie) będzie dziecko. Warto więc poświęcić czas na przemyślenie i przetestowanie, które fizyczne sposoby okazywania emocji mogą się sprawdzić w konkretnej rodzinie. 

4. Okazywanie emocji jest dobre i potrzebne

Bardzo często dzieci przeżywające trudne emocje czują się winne. Ma to związek głównie z naszymi (dorosłymi) reakcjami na różne zachowania. Kiedy dziecko słyszy, że tak nie wolno, za dużo płacze, wymusza itd. może zacząć myśleć, że jednak okazywanie emocji czyni z niego złego człowieka. 

A przecież to nie jest prawda i wcale (najczęściej) tak o własnych dzieciach nie myślimy. Okazanie emocji, nie jest równoznaczne z byciem słabeuszem, mazgajem czy niegrzecznym (niepotrzebne etykiety). Wręcz przeciwnie, niepokojące powinny być sytuacje, w których dziecko nie okazuje uczuć (fizycznie). Jeśli tego nie robi (bo np. się boi), warto zachęcić, nawet jeśli to nie jest nasza ulubiona forma spędzania czasu.

To ważne, żeby maluch czuł, że okazując emocje nie robi właściwie niczego nadzwyczajnego, to przecież naturalny element życia. Nawet jeśli robi to… nieumiejętnie (nie wiem czy to odpowiednie słowo). Nawet jeśli przesadza czasami, np. chcąc przyciągnąć naszą rodzicielską uwagę, świadomie przegina w tych przeżyciach, to wciąż nie czyni z niego manipulatora czy złego człowieka. 

Więcej na ten temat opowiedziałam w tym artykule o (pozornie) niegrzecznych zachowaniach dzieci:

Częste zachowania dzieci, za którymi kryje się więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Znasz któreś?

Jesteśmy w tym razem

Takie przegięcia to sygnał dla rodziców. Tak, bardzo irytujący sygnał. Trudność polega na tym, że tego rodzaju sygnały informują o najróżniejszych sprawach, nie ma jednego kodu do ich odczytania. 

Czasem jest to deficyt emocjonalny, gdy dziecko czuje, że rodzica jest za mało. Innym razem może to być nuda, poczucie krzywdy lub zwykła ciekawość, chęć sprawdzenia co się stanie jeśli… albo jakiś problem komunikacyjny czy z rówieśnikami. 

Czy któryś z tych powodów czyni z naszego dziecka złego człowieka? Mam nadzieję, że czujesz podobnie i odpowiesz, że nie. Może to być momentami irytujące, ale też bardzo potrzebne. Dlatego warto dzieciom powtarzać, że są dobre, w porządku, nawet jak się złoszczą, to  jest okej.

Przejdziemy przez to razem. To zdanie, które pomaga się uspokoić i sprawia, że czują naszą akceptację dla emocji, choć niekoniecznie dla wszelkich sposobów ich okazywania.

To zdanie informuje dziecko o tym, że nie mamy nic przeciwko okazywaniu emocji, jesteśmy gotowi na tę wspólną drogę. A jeśli czujesz, że na tej drodze mało jest drogowskazów, czasem się gubisz, powiedz o tym dziecku. Razem dacie radę. 

Wszystkie zamieszczone materiały są chronione prawami autorskimi. Wszelkie prawa autorskie do materiałów umieszczonych w kursach online, webinarach i na stronie www.tylkodlamam.pl należą do firmy B2B Mind Ltd.

Dziecko ma „pustkę w głowie”, nic nie wynosi z lekcji. Co zrobić?

Dziecko ma „pustkę w głowie”, nic nie wynosi z lekcji. Co zrobić?

Artykuł powstał w oparciu o rozmowę z Magdaleną Stankiewicz – pedagogiem, doradcą rodzinnym i trenerem warsztatu grupowego. Autorką jest nauczycielka, Anna Wodzińska.

Tak zwana pustka w głowie i co z nią zrobić

“Moje dziecko nic nie wynosi z lekcji.” “Uczniowie w mojej klasie siedzą, jak na tureckim kazaniu.” “Syn ma problemy z nauką, proszę zapisać go to poradni.” Brzmi znajomo? Jedną z przyczyn takich sytuacji może być bardzo wysoki poziom emocji u dziecka, co według specjalistów może skutecznie blokować przyswajanie wiedzy.

Coraz więcej dzieci ma problemy z nauką i koncentracją. Część z tych problemów jest do zdiagnozowania w poradniach. Nie zawsze wynika to jednak z różnych dysfunkcji. Współczesna neurobiologia mówi jasno, że w momentach silnego pobudzenia, nie mamy dostępu do wielu funkcji naszego mózgu: nie jesteśmy w stanie kojarzyć faktów, tworzyć związków przyczynowo – skutkowych, zapamiętywać. O ile u dorosłych część mózgu odpowiedzialna za kontrolę jest w pełni aktywna, o tyle dzieci i nastolatki często nie mają do niej pełnego dostępu.

Głowa zalana adrenaliną

Wygląda to tak: wzmożone napięcie emocjonalne (zwłaszcza silny lęk i gniew) powoduje wyłączenie się z pracy kory przed czołowej. Mózg zostaje zalany adrenaliną i kortyzolem. Działamy z poziomu tzw. mózgu gadziego, w którym aktywowane są odruchy odpowiedzialne za przetrwanie. Nie ma dostępu do funkcji poznawczych. Przyswajanie wiedzy staje się niemożliwe.

Dziecko, które ma np. trudną sytuację domową i znacznie wzmożony lęk, czy uczeń który przed chwilą pokłócił się z dziewczyną, lub wszedł w konflikt z nauczycielem, nie będzie się w stanie niczego nauczyć do póki emocje nie opadną. A jeśli to sytuacja przewlekła, możemy właściwie zapomnieć o dobrych wynikach szkolnych.

Mózgi rozjechane elektroniką

Tak niektórzy specjaliści nazywają skutki nadmiaru bodźców związanych z używaniem tzw. elektroniki, do czego nasz mózg nie jest ewolucyjnie przystosowany. Efektem są zaburzenia koncentracji uwagi i przetwarzania, oraz brak przestrzeni na funkcje poznawcze, czy regulację emocji. Układ nerwowy jest przeciążony, ciało odbiera taki stan jako zagrożenie, zaczyna wydzielać się adrenalina i kortyzol, co znów wyłącza z działania korę przed czołową i koło się zamyka. Używanie elektroniki jest więc kolejnym czynnikiem mającym silny wpływ na przyswajanie wiedzy.

I co dalej

Nie jesteśmy zupełnie bezsilni wobec tych faktów. Poprzez kilka nieskomplikowanych czynności, możemy pozytywnie wpływać na stan emocjonalny dziecka, a przez to, na jego możliwości przyswajania wiedzy.

  • Odpoczynek i regeneracja adekwatna do wysiłku. Najlepiej żeby był to odpoczynek analogowy. Kluczowy jest tutaj sen, z którym wiele nastolatków ma niestety problemy.
  • Nawadnianie. Wypicie szklanki wody przed rozpoczęciem odrabiania lekcji zwiększa koncentrację, możliwość zapamiętywania i logicznego myślenia.
  • Wysiłek fizyczny. Przebywanie w ruchu przez ponad trzydzieści minut “wypłukuje” z organizmu adrenalinę i kortyzol. Tym samym uczniowie aktywni sportowo naturalnie regulują sobie poziom tych hormonów i są mniej narażenia na skutki przewlekłego stresu.
  • Ćwiczenia oddechowe. Metoda która jest dla nas dostępna w każdych warunkach, nawet w ławce, tuż przed egzaminem i dobrze sprawdza się w sytuacjach stresowych i lękowych. Specjaliści polecają tzw. oddychanie do kwadratu – KLIK!, a także powtarzanie sobie następującego zdania: “To jest dla mnie nieprzyjemna sytuacja ale jestem bezpieczny”.
  • Nazywanie emocji. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nazywanie emocji integruje półkule mózgu i daje dziecku większy dostęp do części odpowiedzialnej za kontrolę. Chodzi nie tylko o przymiotniki typu “zły”, “wesoły”, ale bardziej szczegółowe określenia, jak np. “zasmucony, rozczarowany, zażenowany, radosny, przestraszony”. Integracji półkul służą też różne ćwiczenia, z czego najprostsze to popularna ósemka Dennisona.
  • Higiena analogowa. Z troski o zdrowie dzieci i ich możliwości uczenia się, rodzice powinni od początku wprowadzać limity na korzystanie z urządzeń elektronicznych. Ważne jest żeby tłumaczyć dlaczego się je stosuje. Argumentacja zależy od wieku dziecka. Nieraz metoda zdartej płyty może okazać się niezbędna. Gra jest jednak warta świeczki.

Mając w pamięci powyższe fakty, warto czasami odpuścić dziecku i sobie, bo to paradoksalnie, zmniejszy napięcie i zwiększy szansę na lepsze wyniki w nauce.

Dziecko ma problemy z pamięcią, emocjami, matematyką? Sprawdź, czy was to dotyczy

Dziecko ma problemy z pamięcią, emocjami, matematyką? Sprawdź, czy was to dotyczy

Współczesne dzieci mogą napotykać na różnorodne problemy zdrowotne i psychiczne, co stawia przed rodzicami dodatkowe wyzwania. Niektóre są widoczne na pierwszy rzut oka, podczas gdy inne wymagają wyczucia subtelnych zmian w zachowaniu i nastroju dziecka.

Przygotowałam listę, której nie trzeba znać na pamięć, warto jednak rzucić okiem, czy coś zwraca naszą szczególna uwagę.

Oto kilka najczęstszych problemów zdrowotnych i psychicznych, z jakimi mogą borykać się mogą współczesne dzieci. Sprawdź, czy dotyczą twojego dziecka.

Zaburzenia nastroju i niekonrtolowane wybuchy złości

Dzieci mogą zmagać się z zaburzeniami nastroju, takimi jak depresja i lęki. Często objawy te są trudne do zauważenia, ponieważ dzieci potrafią ukrywać swoje emocje.

Zwracaj uwagę na zmiany w zachowaniu, aktywnie słuchaj swojego dziecka i zareaguj, jeśli zauważysz jakiekolwiek znaki, które wskazują na trudności emocjonalne.

Niekontrolowane wybuchy złości. Moje dziecko jest nadpobudliwe?

Problemy z koncentracją i uwagą

Współczesne dzieci są narażone na wiele bodźców i rozpraszaczy, co może prowadzić do trudności z koncentracją i uwagą.

Stwórz odpowiednie warunki dla nauki i zabawy, ograniczając ilość bodźców zewnętrznych podczas wykonywania zadań.

Czy moje dziecko ma problemy z koncentracją?

Nadwaga i otyłość

Wpływ stylu życia i diety może prowadzić do problemów z nadwagą i otyłością wśród dzieci.

Wspieraj zdrowe nawyki żywieniowe i fizyczne aktywności, takie jak regularne ćwiczenia, aby zapewnić dziecku zdrowy rozwój fizyczny.

Zaburzenia snu

Zbyt duża ekspozycja na ekrany i rosnące wymagania szkolne mogą wpływać na jakość i ilość snu u dzieci. O której godzinie kładziesz dziecko spać? 

Ustal spokojny wieczorny rytuał przed snem, ogranicz czas ekranów przed pójściem spać i stwórz komfortową atmosferę w sypialni.

O której godzinie kładziesz dziecko spać?

Problemy sensoryczne

Niektóre dzieci mogą mieć problemy z przetwarzaniem informacji sensorycznych, co może wpływać na ich codzienne funkcjonowanie.

Skonsultuj się z terapeutą zajęciowym lub specjalistą ds. terapii sensorycznej, aby zrozumieć i pomóc w radzeniu sobie z tymi wyzwaniami.

Zaburzenia zachowania

Niektóre dzieci mogą wykazywać trudności z regulacją emocji i idące za tym zachowania krzywdzące innych lub nieakceptowane społecznie. To wpływa na ich zdolność do funkcjonowania w społeczeństwie.

Szukaj pomocy u specjalisty, aby zrozumieć źródło tych zachowań i znaleźć odpowiednie techniki zarządzania zachowaniem dziecka. Chcesz porozmawiać? Konsultacja pedagogiczna >>

Konsultacja pedagogiczna rozmowa online

Problemy zdrowia psychicznego związane z cyberprzemocą

Wirtualny świat może przynieść wiele radości, ale także naraża dzieci na ryzyko cyberprzemocy, hejtu i wykluczenia.

Ucz dzieci o zagrożeniach związanych z internetem, ucz je korzystać z mediów społecznościowych odpowiedzialnie i stwórz otwartą atmosferę do rozmów na temat ich doświadczeń online.

Problemy neurologiczne

Niektóre dzieci mogą zmagać się z różnymi schorzeniami neurologicznymi m.in poniższymi.

  • Spektrum autyzmu.Jest to złożony stan, który wpływa na zdolności społeczne, komunikację i zachowanie dziecka. Osoby z autyzmem mogą wykazywać ograniczone zainteresowania, trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi oraz powtarzalne wzorce zachowania.
  • Zespół nadpobudliwości psychoruchowej. Charakteryzuje się trudnościami z koncentracją, nadmiernym ruchem i impulsywnością. Dzieci z ADHD mogą mieć trudności w przestrzeganiu zasad i organizacji swojego czasu.
  • Zespół Aspergera. Jest to część spektrum autyzmu, charakteryzująca się trudnościami w nawiązywaniu kontaktów społecznych i zrozumieniu niektórych zachowań społecznych. Osoby z zespołem Aspergera często wykazują wysoki poziom zainteresowania określonymi obszarami, przy jednoczesnym ograniczonym zrozumieniu sytuacji społecznych.
  • Dysleksja. Jest to specyficzne trudności w odczytywaniu i rozumieniu tekstu pisanego, pomimo zachowanego zdolności intelektualnego rozwoju. Dzieci z dysleksją mogą mieć trudności w nauce czytania i pisania.

Podkreslam, że każde dziecko z danym zaburzeniem może przejawiać inne objawy, a diagnoza oraz odpowiednie wsparcie terapeutyczne są kluczowe w zapewnieniu jak najlepszego rozwoju i funkcjonowania dziecka z problemem neurologicznym.

Skonsultuj się z odpowiednim specjalistą, aby uzyskać diagnozę i plan leczenia, a następnie dostosuj swoje podejście wychowawcze do indywidualnych potrzeb dziecka.

Uzależnienie od internetu i mediów społecznościowych

Współczesne dzieci mogą stać się uzależnione od ekranów, co może wpływać na ich zdrowie psychiczne i społeczne.

Wprowadź ograniczenia czasowe dotyczące korzystania z urządzeń elektronicznych i zachęcaj dziecko do aktywności społecznych i fizycznych poza światem wirtualnym.

Pamiętaj, że jako rodzic, nie musisz radzić sobie z tymi problemami sam. Szukaj wsparcia i spokojnie rozmawiaj z dzieckiem, choć wiadomo, że człowiek się stresuje. Wczesne wykrywanie i odpowiednie wsparcie mogą pomóc pokonać wiele wyzwań zdrowotnych i psychicznych.

Twój spokój da dziecku poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i miłości, co jest nieocenionym fundamentem w radzeniu sobie z trudnościami, z jakimi mogą się spotkać w życiu. Nie tylko na tym etapie.

10 największych współczesnych wyzwań rodzica, których kiedyś nie znano i nie badano 

10 największych współczesnych wyzwań rodzica, których kiedyś nie znano i nie badano 

10 największych współczesnych wyzwań rodzica, których kiedyś nie znano i nie badano.

Współczesne rodzicielstwo to fascynujący, ale jednocześnie wymagający etap życia, który stawia przed rodzicami i opiekunami nieco inne wyzwania. Na niektóre jesteśmy przygotowani, jednak często pozostaje improwizacja. Dlatego zależy mi na tym, żebyśmy rozmawiali jak najwięcej o tym, co może być problemem.

W świecie, który stale się zmienia i rozwija, rodzice muszą stawić czoła wielu trudnościom, aby zapewnić swoim dzieciom zdrowy i szczęśliwy rozwój. W poniższym artykule przedstawiamy 10 największych wyzwań współczesnych rodziców oraz sposoby, jak można im sprostać.

Kompletnie nie chodzi o to, żeby zaskoczyć cię jakimś odkryciem. Bardziej o otwarcie rozmowy i może też pokazanie, że z tym tematem mierzymy się wszyscy, bo dotyczy każdego rodzica. Dlatego powinniśmy się wspierać.

Zbyt dużo ekranów

Technologia jest obecna w naszym codziennym życiu, a dzieci od najmłodszych lat mają dostęp do różnorodnych urządzeń elektronicznych.

Wyzwaniem dla rodziców jest kontrola ekspozycji dzieci na ekrany oraz zapewnienie równowagi między czasem spędzanym przed nimi, a aktywnościami fizycznymi i interakcjami społecznymi.

Warto uczyć się wprowadzać świadome zasady korzystania z technologii, ustalając ograniczenia czasowe i zachęcając do wspólnego spędzania czasu bez urządzeń.

Wpływ mediów społecznościowych, a nie rodzica?

Dla nastolatków (i młodszych dzieci) świat mediów społecznościowych może być trudnym miejscem, gdzie presja społeczna i idealizowane wizerunki wpływają na ich samoocenę i zdrowie psychiczne.

Bądźmy otwarci na rozmowę z dzieckiem, troski i wątpliwości. Pomóżmy budować zdrową samoocenę i zachęcajmy do uczestniczenia we wspólnych aktywnościach. To nie musi być nic wielkiego np. wspólne jedzenie kolacji.

Wymagania edukacyjne

Edukacja jest kluczowa dla przyszłości dzieci, ale presja wynikająca z wymagań szkolnych, może być przytłaczająca.

Twórzmy środowisko wspierające, w którym nie tylko sukcesy, ale i wysiłki są doceniane. Zachęcajmy do nauki przez zabawę i rozwijanie ciekawości.

Zrównoważone tempo życia

Współczesne życie może być niezwykle zabiegane i stresujące, co może utrudniać budowanie zdrowych relacji nie tylko rodzicielskich, ale na każdym poziomie.

Szukajmy równowagi między pracą, a czasem spędzanym z dziećmi. Twórzmy wspólne chwile, które pozwalają na odprężenie i wzmacniają więzi dziecka i rodzica. Choćby wspólne relaksowanie się przy planszówce. Oglądanie razem filmu czy serialu też jest dobrym pomysłem, choć rozumiem, że niekoniecznie każdego dnia, bo przecież chodzi też o oderwanie od ekranów i interakcję.

Poczucie izolacji

Współczesne rodzicielstwo często może sprawiać wrażenie samotnej podróży, zwłaszcza jeśli rodzina mieszka z dala od bliskich.

Warto wyszukać lokalne grupy wsparcia dla rodziców, gdzie możesz dzielić się doświadczeniami i pomagać sobie nawzajem. Albo kluby tematyczne, jeśli mamy spracowane zainteresowania.

Różnorodność kulturowa

W globalnym społeczeństwie, rodzice często muszą radzić sobie z różnicami kulturowymi i wartościowymi wychodzącymi poza ich własne doświadczenia. Co dla jednego rodzica ledwie zaskakujące, dla innego może być szokujące. 

Wspieraj swoje dziecko w odkrywaniu tożsamości i korzeni własnej rodziny oraz szacunek dla innych.

Nacisk na sukces

W obliczu wyzwań świata, rodzice często pragną, aby ich dzieci odegrały aktywną rolę w tworzeniu lepszego jutra. I w sumie nie jest to problem, jeśli nie idzie za tym presja, a przykład własnych działań.

Angażujmy się w działania społeczne i rozwijanie empatii. Pokażmy im, jak z perspektywy rodzica i dziecka, małe czyny mogą mieć duży wpływ na innych i otaczający nas świat.

Problemy zdrowotne i psychiczne dziecka i rodzica

Współczesne dzieci mogą zmagać się z różnorodnymi problemami zdrowotnymi i psychicznymi. Zaczynając od porównywania się z innymi (zwłaszcza przez media społecznościowe), po brak ruchu, nadmierne spożywanie cukru itd.

Zawsze szukaj wsparcia profesjonalnego, jeśli zaobserwujesz jakiekolwiek trudności w zdrowiu dziecka.

Chcesz porozmawiać? Konsultacja pedagogiczna >>

Konsultacja pedagogiczna rozmowa online

Presja na „doskonałego rodzica”

Społeczne oczekiwania często sugerują, że rodzic powinien być doskonały i poświęcać się wyłącznie dziecku.

Przypomnij sobie, że nikt nie jest idealnym rodzicem. Akceptuj swoje błędy i ucz się razem z dzieckiem.

Prawidłowe wspieranie rozwoju dziecka

Współczesne społeczeństwo stawia przed dziećmi różnorodne możliwości rozwoju, co może sprawić, że rodzice czują się zagubieni, jak najlepiej pomóc dziecku znaleźć swoją drogę.

Obserwuj zainteresowania i talenty dziecka, wspieraj je i daj możliwość eksploracji różnych ścieżek rozwoju.

Ciekawa jestem, jakie jeszcze problemy dodasz do tej listy. Jednak najważniejsze, co chcę powiedzieć, pamiętaj, że nie jesteś sama/sam. Wspierajmy się nawzajem, bądźmy elastyczni i kochajmy dziecko bezwarunkowo.

Co potrafi Chatbot? Sztuczna inteligencja nie tylko w szkole

Co potrafi Chatbot? Sztuczna inteligencja nie tylko w szkole

#chatbot #sztucznainteligencja #szkoła

Ostatnio wiele mówi się o sztucznej inteligenci, jeszcze więcej o Chatbot, czyli programie komputerowym, który w przyszłości prawdopodobnie zrewolucjonizuje wiele dziedzin życia.

Z Chatbot można porozmawiać, niemal jak z człowiekiem. Zadajemy pytania, a on odpowiada, wykorzystując wiedzę zdobywaną każdego dnia. Uczy się. Podaje rozwiązania problemów biznesowy, wychowawczych (tak, sprawdzałam), szkolnych (edukacyjnych) jak najbardziej też. 

Sam Chatbot to tylko jeden z programów, ostatnio bardzo popularny, są tez inne. Niektóre wspierane są sztuczną inteligencją, co otwiera tak wiele możliwości i inspiracji.  

Niesiona falą zaciekawienia nowością i tematem powiem, że pobawiłam się rozmową sztuczną inteligencją i jestem zafascynowana. Mam mieszane uczucia, ale to normalne przy poznawaniu nowości.

Sztuczna inteligencja w szkole

Zerkając na artykuły o Chatbot takie „z mojej bańki”, co chwilę wyświetla mi się informacja o tym, jak sztuczna inteligencja wykorzystywana jest przez uczniów do odrabiania zadań domowych i nauki. I teraz rodzi się pytanie: cieszyć się z tego, czy smucić?

Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, w jakim systemie szkolnym jesteśmy osadzeni. W Polsce mam wrażenie, że myślenie o AI, idzie w kierunku wroga nauczycieli, bo „zwalania uczniów z myślenia”. Głównym problemem staje się więc dla szkoły odróżnienie, które zadanie zrobił uczeń samodzielnie, a kiedy dostał pomoc od Chatbot czy innego programu. Na tym skupiona jest nauczycielska energia.

Mam córkę w szkole w UK, od kilku lat obserwuję, jak totalnie różne jest tu podejście do samego nauczania, ale też uczniów. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do tego, że dzieci nie są przeładowane zadaniami domowymi, a czas po szkole należy do nich. Rozwijają pasje, spotykają się ze znajomymi, nudzą się i uwaga (!) niektórzy wykorzystują go, by ODPOCZYWAĆ.

Nie ma tu zadań domowych, a przynajmniej nie było ich zbyt wielu do 9 klasy. Teraz Karolina dostaje zadania na weekend (niewiele, ale są) i w tygodniu poświęca na szkolne sprawy jakieś pół godziny dziennie. Najczęściej to projekty do wykonania online z wykorzystaniem wiedzy zdobytej w szkole, zasobów z sieci, książek i tzw. reaserch. Bardzo duży nacisk położony jest na samodzielne wyszukiwanie informacji i sprawdzanie ich, zanim poda się dalej.

I tu wkracza zrozumienie, jak dzisiaj działa sztuczna inteligencja. 

Chatbot jako narzędzie

Jeśli ktoś ma ochotę popracować przy zadaniu domowym ze sztuczną inteligencją, proszę bardzo. Nauczyciele w szkole Karoliny nie są nastawieni na ściganie oszusta, ale na wyjaśnienie uczniom, że samodzielne myślenie się opłaca.

Konsekwencją niezdobycia wiedzy nie jest jedynka czy zostanie na kolejny rok w tej samej klasie, ale po prostu NIEPOSIADANIE WIEDZY. Jeśli więc ktoś tu komuś wymierza karę za „brak zadania”, to uczeń sam sobie i doskonale o tym wie.

Zauważcie, że to dość mocno ucina zabawę w kotka i myszkę, czyli ty oszukujesz, a ja cię łapię na gorącym uczynku. Energia idzie w zupełnie innym kierunku. Uczniowie mają świadomość, że w szkole uczą się dla siebie. Co zrobią z tą świadomością to ich sprawa.

Łatwiej takie podejście zaakceptować dzieciom, które nie mają pretensji do świata, że po szkole muszą siedzieć godzinami i wciąż wkuwać. Mam wrażenie, że to jest klucz do podejścia i chęci zdobywania wiedzy w ten szkolny sposób.

Przeczytaj też artykuł pt. Nie chce odrabiać lekcji >>

Chatbot, z którym odrabiałam lekcje jest totalnie niedoskonałym narzędziem, bo też dopiero się uczy i warto o tym pamiętać. Jednak myślę, że już dosłownie za chwilę sztuczna inteligencja będzie elementem rzeczywistości tak powszechnym, jak dzisiaj telefon komórkowy czy internet, bez którego nie wyobrażamy sobie załatwiania codziennych spraw. A przecież sama pamiętam czasy, kiedy internetu nie było.

Zamiast więc tracić energię na kotka i myszkę, może lepiej pokazać nauczycielom, jak pracować z Chatboot czy innymi programami, żeby wszyscy mieli z tego korzyści i fun. Jeśli ktoś chce uważać sztuczną inteligencję za wroga szkoły, proszę bardzo, co nie zmienia faktu, że z takim przekonaniem również warto się wysilić i poznać programy, na które się narzeka.

Sztuczna inteligencja dopiero się uczy

Dzisiaj, kiedy Chatbot jest bardzo niedoskonałym narzędziem, warto testować, sprawdzać, uczyć go (i siebie), jak pracować z takim programem. Wykorzystać to, co dzisiaj ma – czyli też niedociągnięcia – w pokazywaniu uczniom: jak sprawdzać źródła, myśleć samodzielnie przy podanych na tacy informacjach. Podkreślam słowo informacje, bo to co innego niż fakty.

Inna sprawa to konspekty wypracowań, burze mózgów, wiersze, rozwiązania matematyczne czy ciekawe metafory, o które można zapytać sztuczną inteligencję. Nie ze wszystkim sobie radzi, ale ma swoje dobre momenty. Uczeń może korzystać z tego, jako pomocy w zdobywaniu wiedzy lub bezmyślnie kopiować. To jednak jego sprawa, którą drogę wybiera, bo tyle będzie warta jego wiedza. Wracam do tematu świadomości tego, co jest uczniom potrzebne, a co jest zwykłym przeładowaniem szkolnego programu. 

Przez chwilę sama miałam takie „ale”, że to przecież Chatbot podaje gotowe rozwiązania i odrobinę faktycznie zwalnia z myślenia. Jednak gdy naprawdę zaczęłam pracować z wyplutymi, często inspirującymi tekstami, okazało się, że każdy z nich przesiewam przez swoje potrzeby, możliwości i to, co mnie a danej chwili interesuje.

Nie do końca samowolka

Jeśli ktoś się obawia, że kopiowanie gotowych treści przygotowanych przez sztuczną inteligencję rozprzestrzeni się na masową skalę, to też nie do końca jest pewne, że tak się stanie. Choćby dlatego, że Google mocno pracuje przy tym, by wyłapywać takie sztampowe kopiuj-wklej i banować tego rodzaju treści żywcem przyklejone z Chatbota na strony internetowe.

Inna sprawa to zadania domowe, ale już wiemy, że to decyzja i odpowiedzialność uczniów. Jeśli się nie nauczą, nie będą mieli wiedzy i to jest ich wybór.

Dla mnie to, że AI podrzuca ciekawy zarys interesującego mnie tematu, gotowe obliczenie czy plan działania strategicznego, bywa wyręką. Jednak bez wiedzy, którą mam (w moim wypadku pedagogiczna) i wciąż poszerzam, nie wyszłoby z tego nic ciekawego. Z pewnością też byłoby w tym wiele przekłamań, bo jeśli chodzi o źródła, dzisiaj Chatbot jest beznadziejny. Na prośbę o podanie linków do tych źródeł dostajemy informację, że nie ma takiej możliwości. 🙂

Nie jest to więc na razie źródło wiedzy, ale już źródło inspiracji jak najbardziej. Podpowiedzi, jak pisać, tworzyć, składać zdania, podrzucać ciekawe anegdoty, porównania, wyliczenia, eksperymenty i… ogólniki. Dużo niewiele wartych, banalnych ogólników.

Dla mnie jednak to ciekawe narzędzie i widzę, że pracując w szkole też można je na różne sposoby wykorzystać. Choćby po to, by lekcje były dla uczniów bardziej atrakcyjne (i nadążające za współczesnością). Przecież sztuczna inteligencja nie jest zastrzeżona dla młodego pokolenia, z pewnością byłaby świeżym powiewem w wielu murach szkolnych.

Mając świadomość, że nie ma już w zasadzie drogi odwrotu, podobnie jak było z internetem, mamy dwie możliwości. Obrazić się i udawać, że pojawił się kolejny wróg na horyzoncie. Albo zaciekawić, wysilić i dowiedzieć się, jak wykorzystać to raczkujące jeszcze dzisiaj narzędzie.

Dziecko nie chce czytać lektur. Jak przekonać do nudnego obowiązku?

Dziecko nie chce czytać lektur. Jak przekonać do nudnego obowiązku?

Nie chcę zmuszać do czytania lektur, ale…

Pewne rzeczy nigdy się chyba nie zmienią. Kilka dni temu odwiedzałam rodzinę, w której jest 12-letnia dziewczynka. Właśnie przerabiają „Chłopców z placu broni” i Laura była zmuszona przeczytać tę konkretna lekturę. Ile to dziecko zrobiło, by dowiedzieć się, o czym jest książka, ale NIE przeczytać zbyt wiele… Powinna dostać medal choćby za samą kreatywność w unikaniu czytania. 🙂

I tak mi przyszło do głowy, żeby zastanowić się (kolejny raz), czy zmuszanie do czytania tego, co kompletnie nas nie interesuje jest najlepsza drogą do…? No właśnie, do czego ta droga prowadzi?

Nie zrozumcie mnie źle, nie optuję za tym, by dzieci nie miały żadnych obowiązków ani odpowiedzialności. Pisałam o tym więcej w artykule: Czy to jest sposób na wychowanie „emocjonalnej ciamajdy”?  

Czy to jest sposób na wychowanie „emocjonalnej ciamajdy”?

To trochę jak zmuszać dorosłych do oglądania seriali, które im się nie podobają, ale są ważne np. przyrodnicze. Ile osób czytających ten artykuł wybierze dzisiaj jakiś ważny dokument na Netflix na temat ocieplenia klimatu zamiast ulubionego serialu? A przecież to edukacyjne, rozwojowe i zdecydowanie ważne dla naszej przyszłości!

Dlaczego nie lubi lektur?

Chociaż może być kuszące, by tak po prostu kazać, warto pamiętać, że czytanie powinno być przyjemnym doświadczeniem. Na razie nie mówimy o lekturach, ale samym czytaniu.

Kiedy dziecko jest zmuszone, stres związany z próbą zadowolenia rodziców lub nauczycieli może sprawić, że poczuje się przytłoczone i zaniepokojone trudniejszym materiałem. Co więcej, presja może ostudzić entuzjazm dzieci do czytania, a nawet mogą one zacząć bać się sięgnąć po książkę.

Zmuszanie dziecka do czytania książek stawia je również w niekorzystnej sytuacji, jeśli chodzi o zrozumienie tego, co czyta. Bez swobody odkrywania interesujących książek dzieci są mniej skłonne do angażowania się w materiał i internalizacji tych lekcji.

Zamiast zmuszać dziecko do czytania, zachęcajmy do znalezienia materiałów, które je interesują i wspierajmy w tych wyborach. Pozwolenie dzieciom na samodzielny wybór książek i podążanie za własnymi zainteresowaniami stworzy znacznie bardziej pozytywne środowisko czytania, w którym mogą uczyć się i rozwijać we własnym tempie.

Dopiero wtedy (gdy wiemy, że dziecko lubi czytać wybrane książki) można rozmawiać o lekturach, czyli książkach narzuconych przez szkołę.

Zalety czytania lektur

Jasne, że część lektur zdecydowanie trąci myszką, nie przystaje do współczesnych problemów. Ale też warto znać różne gatunki literackie, dawny język, bo oczytany człowiek ma po prostu więcej możliwości. Więcej narzędzi językowych i punktów widzenia, z których potem w życiu można czerpać w konkretnych sytuacjach.

Może zabrzmi to odrobinę górnolotnie, ale znajomość podstawowego kanonu lektur pozwala lepiej rozumieć świat. Nie czyni z nas od razu ludzi renesansu, ale też łatwiej zrozumieć różne odniesienia kulturowe wykorzystywane np. w filmach, innych dziełach artystycznych.

Bywa, że znajomość danej lektury pozwala zrozumieć żart lub nim błysnąć w towarzystwie. Niby nic, ale przecież żyjemy w społeczeństwie, które wyrosło na pewnym kanonie i dobrze choć liznąć klasykę. Nie trzeba być od razu jej fanem.

Nie wspominając o zupełnie pragmatycznych korzyściach płynących z czytania lektur, to znaczy możliwość zdania matury, która dla wielu jest ważnym dokumentem. Czasem tak w życiu bywa, że trzeba zacisnąć zęby i zrobić coś, za czym nie przepadamy. Widząc na końcu tej drogi konkretny cel, łatwiej się zmotywować.

I też umówmy się, czytanie lektury to nie praca w kopalni, może nie jest największą przyjemnością na świecie, ale też nie jest to jakaś ogromna drama (nie mówię o dyslektykach i osobach z trudnościami w nauce). Nie róbmy więc z naszych dzieci męczenników z powodu konieczności przeczytania książki, która im się nie podoba.

Bo właśnie myk polega na tym, że dzisiaj to czytanie (właściwie rozumienie lektury, bo zakładam, że czytać dziecko potrafi) można wesprzeć na różne sposoby. Mamy różne możliwości, z których naprawdę warto czerpać garściami.

Jak usprawnić czytanie lektur?

Dla niektórych może zabrzmi to, jak herezja, ale czytanie cięższych lektur (stary język, bardzo gruba książka itd.) zaczęłabym od streszczenia. Sama zawsze zaczynam książkę od przeczytania tego, co jest na tylnej okładce. To pozwala mi przygotować się na treści i przygodę. W przypadku lektury warto wiedzieć, na co się przygotować. Zwłaszcza że wiele dzieci siada do czytania pierwszych stron już w stresie, a to jak wiadomo, nie sprzyja skupieniu i zapamiętywaniu.

Druga sprawa to notatki. Dla niektórych to będą karteczki samoprzylepne na poszczególnych stronach, dla innych brudnopis z zapisami tego, o co nauczyciel może pytać. W dobrze opracowanych streszczeniach znajdują się pytania, które prawdopodobnie padną ze strony nauczyciela, warto je przeczytać przed samą książką. Jest większa szansa, że zwrócimy uwagę na odpowiedzi wyczytane w lekturze.

Po przeczytaniu książki warto też sięgnąć do opracowania. Podkreślam – PO przeczytaniu lektury. Niektóre są dość zagmatwane, okropnie długie czy nudne, co również nie wspiera koncentracji. Dlatego opracowanie jest fajnym podsumowaniem. Ono nie daje wszystkich odpowiedzi, nie pokazuje sposobu opowiadania historii, języka, klimatu itd. Jednak pomaga zebrać wiedzę do kupy.

Warto też zaplanować czas na czytanie i tu nie ma zmiłuj. Tak, jak planujemy czas na sprzątanie domu, posiłki, ścielenie łóżka. Skoro zakładamy, że nie jest to przyjemność (a nie zawsze jest), po prostu trzeba to przetrwać i mieć z głowy. Podejdźmy do sprawy zadaniowo, to wiele ułatwia.

Bardzo ważne są komunikaty zapewniające, że dziecko nie musi kochać czytania lektur, co nie znaczy, że jest złym człowiekiem, kiepskim uczniem lub nie lubi książek. Nie lubi narzuconych lektur, a one przecież nie są wszystkimi książkami.

To planowanie czasu ma sens, bo łatwiej przetrwać 20 minut czytania dziennie, niż dwa dni przed sprawdzianem zabierać się za całość – grubaśną, nudną lekturę.

W końcu jesteśmy po… warto sprawdzić, ile faktycznie dziecko zrozumiało i zapamiętało. Do tego obejrzeć film na podstawie tej książki, jeśli jest taka możliwość. Wtedy też łatwiej pogadać o treści np. różnicach w lekturze i ekranizacji, bo zazwyczaj jest ich sporo.

Nie chodzi o przepytywanie, jak do sprawdzianu, ale na przykład wskazanie dziecku, jak dane treści są wykorzystywane w różnych miejscach kulturowych. Może powstał jakiś obraz związany z książką? Jakieś powiedzonko weszło do potocznego języka? Ktoś znajomy przeżył podobną sytuację i można historię bohatera odnieść do codzienności?

Cała rodzina wraca do lektur

Faktycznie można mieć takie poczucie, że choć już byliśmy w szkole, wracamy do konieczności czytania lektur i jeszcze do tego stresujemy się, że dziecko nie ogarnia. I znowu powiem, że nie bardzo jest jak to przeskoczyć, więc, zamiast walić głową w mur, lepiej poszukać rozwiązań szytych na miarę naszych możliwości.

Kiedy widziałam, że moje dziecko faktycznie nie potrafiło przebrnąć przez książkę, pozwalałam słuchać audiobooka, jeśli tylko była taka możliwość. Tak pokochała Plastusiowy pamiętnik, a na czytaniu utknęła. Kilka lat temu tych możliwości nie było aż tak wielu, dlatego cieszę się, że dziś jest ich coraz więcej.

Nasze zaangażowanie w to całe poznawanie lektur bywa męczące, ale moim zdaniem lepsze jest pokazywanie konkretnych rozwiązań, niż wieczna wojna o to, żeby zmusić do siedzenia przy znienawidzonej książce, powtarzając w kółko, że trzeba czytać. Zresztą taka taktyka (czyli szukanie rozwiązań w nieciekawej sytuacji) sprawdza się nie tylko przy lekturach.

Zmuszanie przyniesie odwrotny skutek, to więcej niż pewne. Możemy sobie wmawiać, że kiedyś dziecko przyjdzie i podziękuje nam za to, jednak marne są na to szanse. Podziękuje nam prędzej za konstruktywne wsparcie i nie wmawianie, że czytanie lektur to cudowna sprawa, bo wiadomo, że dla większości to przykry obowiązek. Wsparcie jest czasem ważniejsze niż nakaz, zdecydowanie pomoże zebrać się i wywiązać z przykrego obowiązku.

Nie wspominając o zaoszczędzonych nerwach.

Pokazanie korzyści z czytania książek

Zależy nam więc na przebrnięciu przez lektury bez zniechęcenia dziecka do wszystkich innych książek i takie (dosłownie) komunikaty dawałabym wszystkim znudzonym czytelnikom.

Czytanie pomaga rozwijać trwającą całe życie miłość do nauki, kreatywności i eksploracji. Wprowadzając dzieci do czytania w młodym wieku, zapewniamy niezbędne narzędzia, których potrzebują, aby odnieść sukces w życiu:

  • umiejętność rozwiązywania problemów,
  • empatię,
  • pewność siebie,
  • rozwój językowy.

Czytanie pozwala rozwijać wyobraźnię i sięgać poza własne granice, co czyni je jednym z najcenniejszych prezentów, jaki możemy dać dziecku.

Jest potężnym narzędziem wspierającym koncentrację. Kiedy czytamy, nasze mózgi są w stanie pozostać skupione i połączone z materiałem przez dłuższy czas. Ta zwiększona koncentracja uwagi może pomóc lepiej zrozumieć to, co czytamy, łatwiej zapamiętać fakty lub nowe koncepcje.

Dodatkowo, ponieważ czytanie jest tak absorbującą czynnością, może pomóc odciąć się od wszelkich niepowiązanych myśli, które mogą zakłócać koncentrację. Zrelaksować się.

Podrzucam jeszcze dla wszystkich zainteresowanych tematem skupienia odcinek podcastu Nie tylko dla mam pt. Zabawy ćwiczące koncentrację >>

Jak zachęcić dziecko do czytania?

  • Daj dobry przykład, czytając. Kiedy dzieci widzą dorosłych cieszących się książkami, są bardziej skłonne do pójścia w ich ślady. Upewnij się, że masz mnóstwo ciekawych książek w domu i poświęć czas każdego dnia, aby czytać razem jako rodzina.
  • Spraw, by było zabawnie, by czytanie było przyjemną czynnością, do której dziecko chce wracać.
  • Stwórz przytulny kącik do czytania z wygodnym legowiskiem, kolorowymi poduszkami.
  • Baw się w przebieranki w swoje ulubione postacie z bajek.
  • Pozwól dziecku wybrać książki dla rodziny do przeczytania lub wybierz gatunek lub temat na tydzień.
  • Nagradzaj postępy. Chwal dziecko za stopniowe osiągnięcia w podróży czytelniczej. Jeśli skończy jedną książkę, świętujcie wybierając kolejną.
  • Za każdym razem, gdy dziecko samodzielnie czyta, wskaż wszystkie rzeczy, które już osiągnęło. Np. płynnie, wyraźnie wymawia trudne wyrazy, przeczytało cały rozdział itd.
  • Spróbuj ograniczyć czas przy ekranie, zamiast tego poświęć go na czytanie.

Na ten temat napisałam wiele, po jeszcze więcej wskazówek, zainteresowanych odsyłam do artykułu: Zachęcanie do czytania >>

zachecanie-dziecka-do-czytania-ksiazek

SexEd.pl. Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców

SexEd.pl. Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców

Dorastanie wiąże się z dojrzewaniem seksualnym, tym samym ważnymi rozmowami w wielu domach. Edukacja seksualna to temat rzeka, a już zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Śmiało można powiedzieć, że to wzburzona rzeka, do której nie wszyscy chcą wchodzić, a nawet podchodzić. 😉

Na szczęście na rynku pojawia się coraz więcej książek, w których rozmawianie o dziecięcej seksualności jest czymś zupełnie naturalnym. Zaczynając od podstaw, czyli pożegnania podtekstów związanych z seksem, co niemal od razu kojarzy się dorosłym. Właśnie przez tego rodzaju skojarzenia, w połączeniu z brakiem wiedzy i przede wszystkim umiejętności rozmawiania o seksie czy seksualności, mnożą się problemy w komunikacji z dziećmi i młodzieżą.

Osobiście bardzo cieszę się, że Ania Rubik kontynuuje swoją działalność fundacji Sexed.pl i powstała kolejna książka jej projektu pt. „SexEd.pl dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców”.

Rozmowa z autorami

Długo czekałam na rozmowę z Anją Rubik i Michałem Pozdałem i (nie bez drobnych problemów technicznych) dzisiaj rano udało się nagrać.

Być może w niektórych domach już od jakiegoś czasu gości książka fundacji Sexed.pl dla nastolatków. Teraz jest też przewodnik dla rodziców. O nim właśnie i ogólnie o tym, co stoi za wielkim hasłem EDUKACJA SEKSUALNA, rozmawiamy z Anją i Michałem.

Powiem Wam, że im dłużej się o tym rozmawia, tym więcej pytań się rodzi, ale też mamy coraz więcej rozwianych wątpliwości. Przede wszystkim jednak mamy książkę narzędzie, które daje nie tylko wiedzę, ale też spokój.

To rozmowy prowadzone przez specjalistów (psychologów, seksuolożki) ze znanymi osobami. Luźne, szczere, bardzo prawdziwe rozmowy. Bez pozowania na tych, którzy wszystko już wiedzą i są tak bardzo oczytani, że w zasadzie mogliby edukować. Niesiemy przecież jako dorośli, których też niewiele edukowano całą masę wstydu, obaw, zażenowania, wycofania. I to jest w porządku.

Jeśli jednak mamy otwarte głowy i ochotę, by wiedzieć, jak rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat do dorosłości, to już jest krok naprzód. I totalnie zgadzam się z Michałem, który w powiedział, że edukacji seksualnej nie można sprowadzić do rozmawiania z nastolatkami o antykoncepcji, ale budować RELACJĘ przez lata. To wymaga wysiłku od dorosłych. I wtedy to ma sens.

Jeśli tuż przed Gwiazdką mówimy o prezencie dla całej rodziny, te rozmowy z książki są wartościowym pomysłem wspierającym właśnie budowanie relacji.

Nie wiem, czy kojarzycie część pierwszą (dla nastolatków), która odbiła się szerokim echem wśród młodzieży, ale chyba najbardziej dorosłych. Myślę, że właśnie to echo zainspirowało powstanie poradnik dla rodziców, który śmiało może czytać także młodzież.

Bo wiecie jak to jest, chcemy umieć rozmawiać z dziećmi, ale w przeciwną stronę też to działa. Super, jeśli młodzież zrozumie dorosłe obawy i pozna stanowisko rodziców. Nasze przemyślenia, często zresztą okraszone stereotypami z przeszłości.

sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1

Dorastanie do tych rozmów

Wychowywani byliśmy w (delikatnie mówiąc) o wiele mniej liberalnym środowisku niż współczesna młodzież. Im więcej wiedzy na ten temat mają ludzie (niezależnie od wieku), tym łatwiej komunikują się z innymi. Dotyczy to zwłaszcza budowania mostów między pokoleniami.

Jednak też nie zrzucajmy na barki dzieci wszystkiego, to my jesteśmy dorośli i czy nam się to podoba, czy nie, powinniśmy dźwignąć rozmowy na wszelkie tematy. Można się nauczyć, jak to zrobić umiejętnie.

Rozmawiamy tutaj o najczęstszych błędach w komunikacji związanej z edukację seksualną. Choćby wspomniane powielanie stereotypów, które znamy z własnego wychowania… albo milczenia, które również znamy z dzieciństwa. Kiedyś temat seksualności był po prostu tabu, co nie znaczy, że odpuszczamy.sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1

Dorastanie i rozmawianie

Dorośli dowiedzą się z tej książki czym jest edukacja seksualna i tak naprawdę, dlaczego się jej obawiamy. Co z głowami i emocjami naszych dzieci robi nadmierne skupienie na wyglądzie, zmuszanie do dawania buziaków bliskim, czy niby błahostki związane z narzekaniem na własny wygląd.

Zauważcie, jakie to proste – oczekujemy od naszych dzieci, że nie będą się skupiały wyłącznie na swoim ciele czy wyglądzie innych, a sami często stajemy przed lustrem i komentujemy wszystkie swoje wady. Albo po prostu zaczynamy dzień od westchnienia: Jak ja okropnie wyglądam. To wszystko słyszą nasze dzieci i to wszystko zostaje w ich głowach.

Nie dotyczy zresztą tylko dziewczynek, właśnie w tej książce rozmawiamy też o obrazie kobiet wynoszonym z domu przez chłopców. Oczywiście, że oni obserwując mamy narzekające na własny wygląd, wyrabiają sobie pewien sposób widzenia kobiet albo siebie przez ten pryzmat.

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksualności

Rozmawiamy też o częściach intymnych i to jeden z szerszych tematów, jeśli chodzi o rodziców młodszych dzieci. O seksualności czy wychowaniu seksualnym, warto myśleć już od pierwszych lat życia dziecka. Czasem ktoś nie potrafi przeskoczyć na poważniejsze tony przy nazywaniu części intymnych. Wtedy (zwłaszcza w internecie) zaczyna się obśmiewane, wyszydzanie, co wcale nie pomaga – ogólnie rzecz ujmując edukacji seksualnej – ani dzieciom, ani dorosłam.

Z wywiadów z ekspertami i gośćmi, których jest tutaj cała masa, dowiemy się, których argumentów używać, jakiego języka. Co pomaga, a co tak naprawdę zawstydza i tylko pogłębia problemy związane z komunikacją.

Jednym z ważniejszych tematów są sekrety. Kiedy przychodzić do rodziców i informować o niebezpiecznych sytuacjach? Jak w ogóle rozpoznać takie niebezpieczne sytuacje? To trudny temat, bo ogólnie dzisiaj w wychowaniu kładziemy nacisk na szanowanie prywatności o wiele bardziej niż kiedyś. Rodzi się więc pytanie, czy umawiać się z dzieckiem jakoś konkretnie na to, że nie mamy żadnych sekretów? Co zrobić, gdy dziecko słyszy: Nie mów o tym rodzicom. To właśnie z domu rodzinnego powinno wynieść takie informacje.

Dorastanie nie ma tematów tabu

Mam wrażenie, że nie omijamy żadnego tematu, łącznie z orientacją psychoseksualną, rozwojem seksualności. Jest też bardzo dużo o dojrzewaniu, o tym, jak może czuć się wtedy dziecko, jakie mogą być jego reakcje. Jak wspólnie przejść przez ten (nie oszukujmy się) dość trudny etap.

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, a dokładnie kilka rozmów ekspertów ze znanymi osobami. Spotkamy tu rodzinę Stuhrów, Żebrowskich oraz Martynę Wojciechowską, Marcina Prokopa i inne znane postacie.

Całość podzielona jest również na konkretne lata rozwoju człowieka – od urodzenia do dorosłości, bo przecież na każdym etapie te rozmowy są nieco inne. Są też dodatkowe rozdziały o seksualności dzieci z niepełnosprawnością oraz tożsamości i orientacji.

Wszystko okraszone zdjęciami rozmówców, które są jedynie dodatkiem. Moim zdaniem najważniejsza jest tutaj treść i to, co dorośli oraz młodzież dostają do przemyślenia i przetrawienia, po przeczytaniu całości.

Wydawnictwo WAB
Ekspertki i ekspert: Barbara Baran, Alicja Długołęcka, Małgorzata Iwanek, Iza Jęderek, Michał Pozdał, Agnieszka Stein
Rozmawiają: Magdalena i Piotr Jaconiowie, Anna Koczywara i Denis Suwała, Joanna Okuniewska, Marcin prokop, Katarzyna Błażejewska-Stuhr i Maciej Stuhr, Martyna Wojciechowska, Aleksandra i Michał Żebrowscy.

sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1 sexed-pl-dorastanie-w-milosci-bezpieczenstwie-i-zrozumieniu-przewodnik-dla-rodzicow1

6 kroków do lepszego samopoczucia i pozbycia się stresu

6 kroków do lepszego samopoczucia i pozbycia się stresu

 6 kroków do lepszego samopoczucia i pozbycia się stresu – dla wszystkich tych, którzy by chcieli, ale nie wiedzą, jak zacząć.

Pamiętacie moje wyzwanie, gdy przez rok nie kupowałam ubrań? Zależało mi przede wszystkim na wsparciu planety. O dziwo, spontanicznie przyłączyło się do mnie wiele osób. O jeszcze większe dziwo, bez problemu udało mi się wytrwać w postanowieniu.

Duma razy milion! Do tego poczucie, że mam realny wpływ na to, co dzieje się z klimatem. Maleńki w skali świata, ale jednak mam. I jeszcze coś ważnego: przez ten rok pozbyłam się nawyku rzucania się na nowości, kolory na jeden sezon itd. Dziś dwa razy pomyślę, zanim kupię coś nowego.

Za dużo stresu

Właśnie słowo nawyk jest tu kluczem, dlatego jak dostałam propozycję przetestowania aplikacji Welbi (a konkretnie programu MindSpace, który pomaga redukować stres i poprawiać samopoczucie), pomyślałam, że spróbuję. Tak, jak przy wyzwaniu z ubraniami. Nie założyłam, że muszę, ale że chcę spróbować. Tylko tyle.

Nie będę Was przeprowadzać przez funkcjonalności samej aplikacji. Jest zupełnie darmowa, więc możecie przetestować ją sami ?. Opowiem Wam za to o sposobach redukowania stresu, bo wiem, że do podjęcia jakiegokolwiek wyzwania, choćby tylko 6-tygodniowego, potrzebna jest świadomość, po co to robię? Wtedy łatwo pobudzić i utrzymać motywację.

Nie każdy potrzebuje aplikacji, by wyrobić w sobie nawyk, jednak wiem, że w wielu przypadkach jest to bardzo pomocne narzędzie, pomagające zachować systematyczność.

Na początek jednak wyjaśnijmy, jakie są skutki permanentnego stresu i jak z nim walczyć.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

Tylko po co się wysilać i go redukować?

Dobre pytanie, skoro wiemy, że stresu i tak nie da się uniknąć, prawda? Najprostsza odpowiedź brzmi: Dla zdrowia. Jednak dla mniej przekonanych do podejmowania jakichkolwiek działań – bo nie mam czasu, ochoty, nie potrzebuję tego aż tak bardzo – powiem też, że dla naszych bliskich.

Nasz stres ma wpływ na to, jak wyglądają relacje w rodzinie, w pracy, z przyjaciółmi i ze znajomymi. Tak, każdy jest zestresowany. Odpowiedzialność za dobre samopoczucie innych nie powinna spoczywać wyłącznie na naszych barkach. Jednak w przypadku nas samych – nie wolno odpuszczać! Chodzi o nasze dobre, spokojne życie.

plakaty-inspirowane-ksiazkami-dla-dzieci-aktywne-czytanie

Robię to dla siebie

Ostatnio miałam bardzo intensywny czas w pracy. Piszę ten artykuł w czerwcu, tuż po Dniu Dziecka, który w świecie rodziców, a także zabawek i książek dla dzieci jest bardzo gorący. Wydawcy – tym samym ja – mają pełne ręce roboty. Każdy chce pokazać swoje nowości jak najszybciej i najciekawiej. Presja jest ogromna, roboty „po kokardę” i nie ma opcji, żeby człowieka nie dopadł stres.

Jednak właśnie ostatnio, już po tym całym szaleństwie z Dniem Dziecka, po ćwiczeniach z redukowania stresu, któregoś dnia obudziłam się spokojna i… zdziwiona. Miałam poczucie, że czegoś mi brakuje, choć jednocześnie czułam się z tym spokojem wspaniale. To mój organizm domagał się dawki adrenaliny. W pewnym sensie domagał się stresu, bo się do niego przyzwyczaił. Właśnie w tym momencie zauważyłam, że dzień bez napięcia i nerwów jest wyjątkiem, a powinien być normą

Tak długo, jak nie będę umiała wesprzeć siebie w tej kwestii, będę ćwiczyć i uczyć organizm, jak szukać spokoju, a nie poddawać się kolejnej fali stresu.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

1. Ćwicz głęboki oddech

Wiele razy opowiadałam o oddychaniu, bo też coraz więcej książek dla dzieci i dorosłych uczy, jak robić to świadomie. Nie będę ukrywać, że zabieganym osobom dość trudno przestawić się na świadome oddychanie, które czasem idzie w parze z medytacją. Osobiście nie lubię robić z tego całej ceremonii, choć wiem, że dla wielu to ważny moment dnia.

Ja wolę ćwiczyć świadomy oddech w konkretnych sytuacjach, np. podczas podróży, słuchania muzyki, prasowania ubrań. Teraz już to potrafię, choć na początku (mimo tego nieprzekonania), sumiennie ćwiczyłam oddychanie w pełnym skupieniu, szukając spokoju.

Nie bez powodu jest to pierwszy krok w programie MindSpace. Bez świadomego oddechu, nie damy rady znaleźć połączenia ze sobą, nie wspominając o świecie.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

Świadomy oddech wymaga ćwiczeń

Dzisiaj już nawet dzieci w przedszkolu, jeśli mają ogarniętych nauczycieli, uczone są, jak świadomie oddychać. Mnie takie lekcje i zabawy ominęły w dzieciństwie. Uczę się tego dopiero teraz.

Za to jako dorosła już wiem, że rytm oddychania ma wpływ na myśli i emocje. Szybki oddech nie pomaga w uspokojeniu, choć oczywiście jest czasami potrzebny. Spokojny, przemyślany (choć na co dzień to czynność automatyczna), pozwala regulować stres.

Mówi się, że zamiast reagować emocjonalnie, warto najpierw wziąć trzy głębokie oddechy. Praktykuję to codziennie, bo przy rozmawianiu z tak dużą społecznością (jak np. grupa „Aktywne Czytanie” na FB, którą administruję i w której jest niemal 100 tysięcy użytkowników, a każdy ma swoją opinię), te trzy oddechy są moją żelazną zasadą. 

Nie podejmuję żadnej rozmowy, a już na pewno trudnej, na wydechu. Zawsze najpierw uspokajam myśli świadomym oddechem. To daje mi czas na ich zebranie i zauważenie, co się dzieje z emocjami.

Nie oznacza to od razu, że po tych trzech oddechach emocje opadają i jestem wzorem Zen. To jest tylko jeden z kroków na ścieżce do redukowania stresu, który teraz zresztą stosuję niemal w każdej trudnej rozmowie. I wiem, że komu jak komu, ale rodzicom świadome oddychanie jest bardziej niż potrzebne.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

2. Zwiększ aktywność fizyczną

To jest coś, co spędza sen z powiek wielu osób. Trzeba w końcu się do tego jakoś przygotować, nastawić, może kupić nowe buty sportowe, sprzęt, karnet na siłownię? Tyle roboty i to zanim człowiek zacznie.

A najnowsze wieści ze świata holistycznego podejścia do zdrowia mówią o tym, że najzwyklejsze w świecie chodzenie jest najbardziej efektywnym sposobem aktywności fizycznej.

Pewnie każdy kiedyś miał ochotę lub wręcz to zrobił – wyjść z domu i iść przed siebie choćby pół godziny, żeby się uspokoić, poukładać ze sobą. To w zasadzie najlepsze, co możemy dla siebie zrobić, by zmniejszyć stres. A jeśli jeszcze gdzieś w pobliżu jest trochę zielonego, tym bardziej warto właśnie tam pokierować kroki.

Aby było jasne, nie trzeba czekać na trudną sytuację, żeby zacząć chodzić. Chodzi (nomen omen) o to, żeby to po prostu robić przy każdej możliwej okazji.

To ważne przy redukowaniu stresu

Jednak wiem, że nie każdy codziennie ma czas na półgodzinny spacer. W kwestii redukowania stresu każda aktywność fizyczna jest na wagę złota. Dla mnie rutyną stało się poranne ćwiczenie przez kilka minut. Nic wyjątkowego, trochę rozciągania i przysiady, połączone ze świadomym oddychaniem.

Aktywność to także przecież codzienne obowiązki w domu. Policzcie kiedyś tak z ręką na sercu, ile czasu spędzacie, ruszając się, a ile siedząc czy leżąc. Co ciekawe, często osoby najwięcej ruszające się w ciągu dnia mają poczucie, że tego nie robią, bo nie wykonują „prawdziwych ćwiczeń”. Każda aktywność ma znaczenie, każda!

Zwiększenie aktywności fizycznej nie musi się wiązać z chodzeniem na siłownię, ale z połączeniem motywacji z wiedzą o tym, że bez tej aktywności nie udźwigniemy codziennych wyzwań. Nie oszukujmy się. Da się to robić jakiś czas, ale każdy ma swoje granice. Zwłaszcza zmęczony rodzic małego dziecka.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

3. Buduj pozytywne nastawienie

Wiecie, że można sobie zaprogramować mózg na to, by szukać dobrych rzeczy wokół nas? Ba, powiedziałabym, że nawet trzeba to ćwiczyć, bo ewolucyjnie jesteśmy nastawieni na dostrzeganie zagrożenia.

Łatwo sobie wyobrazić, gdzie dzisiaj byliby ludzie, gdyby nasi przodkowie całą energię skupiali na obserwacji motyli, szemrzących strumyków i obłoków płynących po niebie. Nie byłoby nas dzisiaj. Gatunek ludzki zostałby zjedzony dawno, dawno temu. Tak, nasz mózg jest z automatu stawiany w stan gotowości. Jednak my już nie żyjemy w czasach, gdy za każdym rogiem czai się śmiertelne zagrożenie.

Za to zagrożeń dla spokoju, takich jak chaos informacyjny czy właśnie stres, jest bardzo wiele. Z tego powodu zachęcam, spróbujmy nauczyć mózg szukania dobrych rzeczy każdego dnia. Oczywiście to mogą być drobiazgi, nasze małe sukcesy: pyszny obiad, zapach kawy, komplement od bliskich.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

Małe kroku w redukowaniu stresu

Wiem, że brzmi to banalnie, ale prawda jest taka, że jak zaczniemy świadomie ich szukać, okaże się to trudne. Samo skupienie się na tej czynności wymagać będzie odrobiny wysiłku, bo łatwiej po prostu odpuścić i dać się ponieść temu, co świat nam serwuje. Emocjom innych, plotkom internetowym, negatywnym wiadomościom i wysokiej cenie benzyny.

Obok ćwiczenia oddechu i codziennej aktywności, osobiście uważam, że trenowanie pozytywnego nastawienia jest najtrudniejsze, bo też niewiele się o tym mówi. Można usłyszeć, że nikt nie lubi narzekających osób, ale JAK ćwiczyć to, by taką osobą nie być? O tym cisza, dlatego super, że w MindSpace są proste podpowiedzi, jak to robić.

4. Uspokój swój umysł

To w zasadzie kluczowe, ponieważ codzienny natłok spraw, a przede wszystkim towarzyszące im emocje, mogą doprowadzić do czegoś na kształt przeładowania umysłu.

Długotrwały stres, ale też zmęczenie czy np. złość mogą osłabić kondycję fizyczną i psychiczną – w konsekwencji prowadząc nawet do depresji. Wiem, że ostatnio to słowo odmienia się przez wszystkie przypadki. Przyglądamy mu się bardzo uważnie, ale nie bez powodu. To ważne, żeby  świadomie obserwować swoje ciało i własną psychikę po to, żeby w odpowiednim momencie umieć zareagować.

Pewnie każdy kiedyś przeżył (lub dalej przeżywa) coś w rodzaju zapętlenia myśli i nieciekawych myśli. Chcielibyśmy się od nich oderwać, ale one ciągle wracają. Zamartwiamy się sprawami, na które nie mamy wpływu, rozpatrujemy czarne scenariusze, boimy się o to, co jeszcze się nie wydarzyło.

W pewnych sytuacjach jest to oczywiście użyteczne i bardzo potrzebne. Jednak jeśli to zapętlenie towarzyszy nam na co dzień, człowiek w końcu może poczuć się, że spada coraz głębiej i głębiej w dół, do jakiejś jamy, z której coraz trudniej się wydostać. Mówię tu nie tylko o dorosłych, ale też o dzieciach i młodzieży.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

Tylko jak tak po prostu oczyścić umysł?

Dobrym sposobem jest zatrzymanie się, wzięcie głębokiego oddechu, skoncentrowanie na chwili tu i teraz. Zrobienie tego, co sprawi, że uspokoimy organizm i przestaniemy na chwilę brać udział w tym szaleńczym biegu. Tak, bardzo zachęcam do tego, żeby wygospodarować w ciągu dnia, choć kilka minut na to, by przystanąć.

W module MindSpace znajdziemy nagrania z prostymi technikami medytacji, które pomogą nam się wyciszyć, skupić uwagę, uporządkować myśli. Jest to bardzo proste. Wystarczy podążać za wskazówkami lektora, który krok po kroku mówi nam, co mamy robić (np. zamknąć oczy, liczyć oddechy, skupić się na oddechu).

W oczyszczeniu mogą wesprzeć nas też takie być może pozornie nic nieznaczące kroki, jak zadbanie o odpowiednie nawodnienie organizmu lub sprawdzenie, czy to, co nas niepokoi, ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. 

Czasem niepokoją nas sprawy zdrowotne. Najzwyklejsze badanie krwi lub konsultacja z lekarzem mogą sprawić, że nasze obawy się rozwieją. Nawet jeśli okaże się, że trzeba nad czymś popracować, sama diagnoza, już i tak bardzo pomaga uspokoić umysł. Bo tak naprawdę najgorsza jest niemoc lub niepewność. One napędzają stres.

5. Przeformułuj swoje uczucia

Samo hasło przeformułowania uczuć brzmi dosyć enigmatycznie, może więc spróbuję wyjaśnić to na konkretnym przykładzie.

Przypomnijmy sobie sytuację, w której ktoś zrobił nam ogromną przykrość, może nawet krzywdę. Kłótnie, wyzywanie, obrażanie. W takich momentach czujemy się słabi, zdenerwowani, czasem pokrzywdzeni. Być może stało się to więcej niż jeden raz. Mamy do konkretnej osoby cały worek żalu, a nawet nienawiści. Często wracamy myślami do rozmów, rozważamy różne scenariusze.

Może to osoba z naszej rodziny, więc unikamy kontaktu. Nie jedziemy na rodzinne spotkanie, żeby uniknąć konfrontacji. Być może zamartwiamy się tym, co ona sobie na nasz temat teraz myśli i co w kontekście jej słów pomyślą inni. To zupełnie naturalne, że nie chcemy mieć w naszym otoczeniu nieżyczliwych ludzi.

Jednak, gdyby się nad tym zastanowić, zauważmy, jak wiele czasu i energii oddajemy tej osobie. Tej, o której najchętniej byśmy zapomnieli. Jak wiele emocji wzbudza w nas ktoś, kto jest kompletnie nieistotny dla naszego prawdziwego życia – tu i teraz.

Jasne, że czasem to członek rodziny lub szef i nie da się od niej po prostu odciąć. Jednak jest wiele przypadków, gdy się da. Tylko wymaga to wysiłku. Uświadomienie sobie i wypracowanie postawy: Nie masz już nade mną władzy, jest bardzo trudne.

To jest właśnie jeden ze sposobów przeformowania uczuć, czyli: Nie zgadzam się na to, by tak wielką rolę w moim życiu odgrywał ktoś, kto sprowadza na mnie tak duży stresNie oddaję już mu władzy nad moim życiem i zdrowiem psychicznym.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

Nie chcę tego stresu

Im częściej pozwalamy tej osobie gościć w naszych myślach, tym bardziej potwierdzamy, że ma nad nami władzę. Konkretnie złość, a czasem wręcz nienawiść i chęć zemsty mają nad nami władzę. Odcięcie od takich osób jest czasem jedyną drogą.

Oczywiście na co dzień nie muszą to być aż tak poważne sprawy. Dla wielu rodziców świadomość, że nie muszą współprzeżywać emocji własnego dziecka, już jest wielką ulgą.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której 3-latek wpada w histerię z jakiegoś (jemu tylko znanemu) powodu. Umiejętność bycia, wspierania, ale nie brania na siebie złości, rozgoryczenia, smutku dziecka, jest ogromnym krokiem na drodze do wewnętrznej równowagi.

A wspierają to jeszcze drobniejsze kroczki, m.in. właśnie dobre myśli, szukanie pozytywów, aktywność fizyczna, trzy oddechy. I w końcu częstsze mówienie: „Mogę”, zamiast zaczynanie zdania od: „Nie uda mi się, bo…” lub „Chciałabym, ale…”.

6-krokow-do-lepszego-samopoczucia-i-pozbycia-sie-stresu-welbi-mindspace

6. Odzyskaj skupienie

Wszystkie wymienione wyżej kroki mają jeden cel – świadome redukowanie stresu w codziennych sytuacjach. Skupienie się na swoim zdrowiu, umyśle, psychice, czyli ogólne dbanie o siebie, jest podstawą.

Wiem, że dzisiaj bardzo często powtarzane jest zdanie: Najpierw zadbaj o siebie. Być może dla niektórych wciąż brzmi to egoistycznie. Zapewniam jednak, że nie jest! Bez tego ważnego kroku nie ma szansy na poukładanie się ze światem i bliskimi.

Żeby jednak skupić się na tym, co ważne, trzeba najpierw zdefiniować, czym to „ważne” jest. Możliwe, że trzeba to będzie wyłuskać z całej masy spraw, którymi jesteśmy zawaleni każdego dnia.

Dla mnie ostatnio to była konieczność zrezygnowania z kilku zawodowych projektów na rzecz tego, co naprawdę przynosi mi radość w pracy (i pieniądze, bez których nie jesteśmy przecież w stanie funkcjonować). Czasem człowiek chciałby złapać kilka srok za ogon, bo wydaje się, że potrafi, jednak to działanie na krótką metę.

Rezygnuję ze stresu

Rezygnowanie z pewnych spraw wcale nie jest łatwe, bo mamy poczucie straty i to może budzić stres. Jednak jeśli wybierzemy to, co ważne i potrzebne, często też użyteczne, szybko poczujemy się lepiej. Uświadomienie sobie, że odłożony cel nie jest stratą, a jedynie odroczeniem, także może pomóc.

Wiem, że odzyskiwanie skupienia w świecie, gdzie wszystko właściwie zorganizowane jest tak, by jak najbardziej przyciągnąć naszą uwagę (szum informacyjny, polityka, reklama na każdym kroku itd.) jest trudne. Warto więc szukać wsparcia, nawet jeśli to będzie codziennie jeden mały kroczek. On w zupełności wystarczy.

Tym bardziej dziękuję Welbi za zaproszenie do współpracy. Z chęcią wzięłam udział w programie MindSpace. 6 tygodni, ciekawe ćwiczenia relaksacyjne, codzienne wyzwania, dużo merytorycznej wiedzy. To świetna motywacja dla wszystkich, którzy chcieliby, ale nie wiedzą, w którą stronę ten pierwszy krok wykonać.

Sami zerknijcie, czy to coś dla Was! ?