Cienka granica między żartem a przemocą

Cienka granica między żartem a przemocą

Gdzie leży cienka granica między żartem a przemocą? Sztandarowym przykładem jest dla mnie określenie „końskie zaloty”.

Kiedy skarżyłam się rodzicom, że chłopcy zaczepiają dziewczynki w naszej klasie, od razu zauważyłam (niezrozumiały dla mnie wtedy) uśmiech na twarzy mamy i wyjaśnienie. Pewnie słyszało je wiele dziewczyn w moim wieku: Chłopcy tak pokazują, że cię lubią.

Kilka lat temu moja córka przyszła z przedszkola z taką samą informacją i pierwsze, co mi się nasunęło, to wyjaśnienie, że pewnie się podoba temu Antkowi, skoro ją tak zaczepia. Raz mi się wyrwało i nigdy więcej, bo od razu zobaczyłam jej zdezorientowaną minę.

Jak to mnie lubi?

Moja reakcja (raczej zakodowana niż przemyślana) była absurdalna, bo przecież od początku uczymy dzieci, jak nazywać i rozumieć emocje, dzisiaj to oczywistość. A potem jednak, w konkretnej sytuacji, wrzucamy na minę. Skoro tłumaczymy, że lubienie okazuje się np. miłym słowem, a nie szarpaniem za włosy, to jak zrozumieć, że te końskie zaloty są OK? Co za mylący komunikat dla dziecka!

Przyzwolenie na przemoc

Wiem, że te końskie zaloty to z jednej strony przyzwolenie społeczne, z drugiej wręcz tradycja. Napisałam kiedyś książkę o polskich zwyczajach wielkanocnych i pamiętam, że niektóre mnie szokowały brutalnością wobec kobiet.

Jednym z nich było smaganie dziewczyn wychodzących z kościoła wierzbowymi gałązkami. Im bardziej obita dziewczyna, tym większe powodzenie wśród chłopaków. Nie zgodzić się na takie bicie? Nooo nie, przecież wtedy będzie jasne, że z nią coś nie tak. Dlatego zgadzały się wszystkie panienki, piszcząc z udawanego zachwytu.

Podobnie zresztą z bardziej popularnym śmigusem-dyngusem. Im bardziej oblana wodą dziewczyna, tym lepiej dla jej powodzenia i urody. Jak o tym myślę, to mi się nóż w kieszeni otwiera na te wszystkie tradycje, z których strzępami do dziś się musimy mierzyć w różnych (czasem chuligańskich) odsłonach.

Końskie zaloty to przemoc

Jednak nie do końca tradycji chcę się czepiać, a raczej współczesnych dorosłych, którzy dzisiaj na końskie zaloty pozwalają. Na to ciche przyzwolenie, bo jej się to przecież podoba.

Swoją drogą, wmawianie komuś emocji, które tak naprawdę nie są jego, ma swoją odrębną nazwę i warto wiedzieć, że nie jest to niewinne „przecież widzę, że ci się podoba”.

Przemoc psychiczna „dla dobra dziecka”. Znasz gaslighting?

Nie musimy jednak grzebać się w dawnych tradycjach, dzisiaj przecież też na tak wiele się pozwala w ramach żartów. Pamiętam sytuację z liceum, w której w paczce zakumplowanych nastolatków chłopcy postanowili sprawdzić, czy jedna z dziewczyn ma ogolone nogi. Oczywiście już samo pytanie było dla takiego podlotka niezwykle krępujące.

Kiedy nie chciała odpowiedzieć, postanowili, że sami sprawdzą. Jeden ją zapał, drugi podciągnął nogawkę spodni i się dowiedzieli. Wszystko na oczach całej paczki, w ramach żartu i popisu. Chłopcy wiedzieli, że to przemoc, nie uznawali jej jednak za coś więcej niż dobrą zabawę.

To nie przemoc, ona jest przewrażliwiona!

Dobrze znałam tę dziewczynę, wiem, jak to przeżyła, choć w trakcie zdarzenia śmiała się. Nie powiedziała, że poczuła się upokorzona i  bezradna, gdy chłopaki po prostu dotykali ją, bo taki mieli pomysł na żarcik. Powiedziała o tym tylko bliskim osobom.

I tu właśnie do akcji powinni kroczyć dorośli, choć zdaję sobie sprawę z tego, że część powie: Jejku, jakie te współczesne dzieci przewrażliwione. Nie można nawet pożartować.

Osobiście zgadzam się z tym, że wiele jest dzisiaj sytuacji, w których wszyscy za wszystko czują się urażeni. Jednak akurat końskie zaloty do nich nie należą. To, co kiedyś było przemilczane, powiedzmy, że dopuszczalne, dzisiaj nie ma racji bytu. I nic się nie zmieni, jeśli będziemy używać argumentów: Ja tak miałam, przeżyłam i w porządku.

Postaw się na moim miejscu

Wystarczy przez chwilę pomyśleć logicznie, poobserwować zachowanie własnych dzieci, żeby dojść do kilku prostych wniosków.

Wmawianie dziewczynom, że końskie zaloty są czymś miłym, zabawnym czy dla niej ważnym, jest zwyczajnym krzywdzeniem i też przemocą. Nie zależnie od wieku dziecka, nie powinien taki komunikat padać z ust dorosłych. Zresztą chodzi o dziewczyny i chłopców, im też się nieźle obrywa w ramach żartów.

Automatycznie wtedy dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Komu mam powiedzieć, że jest mi przykro, jak nie mamie, tacie, nauczycielowi?

Powinnaś się wstydzić

Wbijanie kogokolwiek w poczucie, że naruszanie osobistych granic ma ścisły związek z tym, że się komuś podoba, jest prostą drogą do ugruntowania go pozycji ofiary. Musisz się zgadzać na przemoc, inaczej nie będziesz lubiany/lubiana.

Wykluczenie jest dla dzieci i młodzieży argumentem do przepracowania. Stawiając na szali wykluczenie (nie lubimy cię, bo się nie zgadzasz na nasze żarty) i komfort psychiczny, odpowiedź powinna być prosta. Jednak w przypadku dzieci nigdy nie jest.

Nawet nie wie, że to przemoc

Chłopcy i dziewczyny, którym wmówiono, że końskie zaloty są czymś zabawnym, naturalnym, stają się dorosłymi, którzy nie zauważają przemocy i godzą się na nią. Nie wiedząc nawet, że są ofiarą lub agresorem, bo przecież sprawa dotyczy obu stron.

Chłopcy (choć bywa i odwrotnie), których głaska się po głowach, zamiast karcić za końskie zaloty, mogą nie mieć świadomości, że robią coś złego. Oczywiście, im starsze dzieci, tym więcej rozumieją, ale przecież te sprawy zaczynają się już w przedszkolu.

Czy wtrącać się w kłótnie dzieci?

Wychowanie przez zawstydzanie​

Sama byłam wychowywana w środowisku, gdzie dziewczynka „powinna się z tego cieszyć”, a jak nie, to nie masz poczucia humoru. Docinki, wyśmiewanie, kompletnie nieprzemyślane żarty były na porządku dziennym. To była forma komunikacji, z którą mierzyłam się latami, żeby potem przez wiele kolejnych lat docierać do miejsca, w którym poczucie wartości zostało odbudowane.

Wychowanie przez wyśmiewanie, którego zresztą spora część dorosłych nie zauważa w swoim zachowaniu, jest okropnym sposobem komunikacji ze światem. Więcej opowiedziałam o tym w jednym z odcinków podcastu Nie tylko dla mam >>

Wesprzyj w odczytywaniu przemocy

Co możemy zrobić, żeby wesprzeć dzieci w rozumieniu, że przekraczanie granic nie jest w porządku, bo to przemoc?

Myśleć i stawiać się w sytuacji drugiego człowieka. Do rozmów z przedszkolakami polecam książkę „Słowa mogą ranić”. Pokazuję w niej, czego nie mówić, ale też jak się bronić przed napastliwością i złośliwością innych. 

Jeśli chodzi o nieco starsze dzieci (7+), jest taka świetna książka w formie komiksu pt. „Zgadzam się albo i nie!”, w której rewelacyjnie wyjaśniono, czym jest niezrozumienie, że się przekracza granice.

W jednym z rozdziałów mamy na obrazku dziewczynkę w stroju kąpielowym stojącą przy basenie i dwójkę innych dzieci, ubranych zwyczajnie. Biegną wepchnąć ją do basenu, bo ma na sobie strój kąpielowy, więc chce się wykąpać.

I tu właśnie jest moment, kiedy warto włączyć myślenie. Założenie stroju kąpielowego, nie jest jednoznaczne z chęcią kąpieli. Nie ty o tym decydujesz.

Zakładanie przez obcych ludzi, co ja chcę zrobić, co mi sprawi przyjemność, co jest dla mnie dobre, jest naruszaniem granic. To sytuacja, w której zamiast „wiedzieć lepiej” wystarczyło zapytać, czy osoba w stroju ma ochotę na kąpiel.

Sama tego chciała

Dzieci pewnie tego nie zrozumieją, ale dorośli mogą skojarzyć, że od takiej (absurdalnej) pewności, że dziecko w stroju chciało się wykąpać, prosta droga do założenia, że kobieta w krótkiej spódnicy prosi się o gwałt.

Nie ma w tym ani cenią przesady, bo właśnie po to tworzone są książki pokazujące, jak szanować cudze granice, żeby można to było ćwiczyć (i rozumieć) od najmłodszych lat.

Zgadzam się albo i nie! Jak szanować granice – swoje i cudze

Poczuj, co jest „za bardzo”

Bardzo niewiele uczymy dzieci słuchania własnej intuicji, bo sami też często mamy ją po prostu zagłuszoną. Wmawiamy, że „on się tylko chce pobawić” w przypadku młodszego rodzeństwa. Nie pozwalając dzieciom samodzielnie zdecydować, wsłuchać się w siebie i stwierdzić, co czuję, gdy on mnie popycha, gryzie, szczypie. I co nie jest już zabawą.

Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule: Młodsze dokucza starszemu >>

Stój murem za dzieckiem

Umiejętność stawiania granic nie jest najczęściej wrodzona, to trzeba ćwiczyć i wcale nie jest to bułka z masłem. Sami nie byliśmy tego najczęściej uczeni, dlatego tak łatwo przychodzi nam powiedzieć: Pocałuj ciocię, bo będzie jej przykro.

Zdanie reszty świata, w tym obrażonej cioci, nie jest ważniejsze niż poczucie bezpieczeństwa dziecka. Zmuszanie do uległości, kiedy dziecko jasno komunikuje, że to przekroczenie granicy, nie jest w porządku.

Nie jestem ci winna buziaka!

Mów jasno

Niby proste, a jednak bardzo trudne w praktyce. Czasem wolimy się obrazić, nie odzywać do koleżanki czy partnera, zamiast jasno powiedzieć, o co nam chodzi. Skąd te skrupuły? W dużej mierze z poczucia, że on powinien wiedzieć, o co mi chodzi. To jest absurdalne w zderzeniu z przekonaniem, że nikt nie ma prawa nam mówić, co powinniśmy czuć i myśleć. Niech mi nie mówi, co myślę, ale niech wie co myślę.

Warto uczyć dzieci od początku, żeby mówiły jasno, co im się nie podoba. Nie ze wszystkim trzeba się od razu zgadzać, ani obrażać, warto zacząć od wyjaśnień. Chodzi też o stworzenie takiego miejsca (dom), gdzie w bezpiecznych warunkach dziecko będzie mogło powiedzieć, co naprawdę czuje. Przecież to trzeba ćwiczyć latami.

Świadomość emocji

Jeśli tylko jest okazja, warto sięgać z dziećmi po książki lub gry związane z rozmawianiem o emocjach. Chodzi o rozumienie siebie i innych, choć w tym konkretnym przypadku skupiamy się bardziej na sobie. Co czuję? Jak się zachowuje mój organizm w takiej czy innej sytuacji?

Czasem znajdujemy się pod ogromną presją np. te końskie zaloty i trudno do końca stwierdzić, czy to jeszcze żart, czy już przekroczenie granicy. Umiejętność czytania sygnałów własnego ciała jest w tym wypadku kluczowa. Czasem wstyd maskujemy histerycznym śmiechem, złość wygłupami itd. Wtedy zamiast asertywnie reagować na przemoc, dajemy przyzwolenie.

Przewodnik po emocjach. Najlepsze książki dla dzieci o emocjach

Równowaga

W tym wypadku przypuszczam, że wiele dzieci będzie potrzebowało pomocy wspierającego dorosłego. Chodzi o uświadomienie dziecku, czy w jego kontaktach ze światem zachowana jest równowaga, w sensie dawania i brania. Czy dziecko nie bierze na siebie zbyt wielkich ilości zmartwień rodziców? Czy ma z kim szczerze porozmawiać o problemach? Czy to robi? Czy może jest tym, które więcej bierze niż daje światu. Egoista? Nie zważa na przekraczanie granic innych ludzi?

Równowaga w tych proporcjach jest bardzo ważna, w przeciwnym razie będziemy mieli w domu dziecko nieszczęśliwe z powodu napastników z zewnątrz albo agresora, który nawet nie zdaje sobie sprawy, jak niemiło przebywać w jego towarzystwie innym ludziom.

Jak rozmawiać o granicach

Moim zdaniem warto zacząć od uświadomienia, czym jest dystans fizyczny, bo to można po prostu pokazać i wytłumaczyć.

  • Publiczny (około 3,5 metra i więcej) – w stosunku do osób obcych i publicznych.
  • Społeczny (około 1,2-3,5 metra) – dalsi znajomi lub obcy, z którymi rozmaimy np. urzędnik, nauczyciel.
  • Indywidualny (około 45-120 cm) – to strefa, w której dobrze się czujemy z bliskimi przyjaciółmi, dalszą i bliższą rodziną.
  • Intymny (do ok. 45 cm) – na taką odległość mają wstęp tylko nasze najbliższe osoby: rodzice, dzieci, partnerzy.
Granice psychiczne

Tu trudniej wyjaśnić coś dziecku, bo nie da się ich zmierzyć na centymetry. To też ważne, że one się zmieniają wraz z dojrzałością i wiekiem. Najlepiej rozmawiać z dziećmi używając plastycznych przykładów, podając konkretne sytuacje z ich życia.

  • Czy jest w twoim otoczeniu inne dziecko, które sprawia, że czujesz się źle? Jest ci przykro? Adaś żartuje tak, że chce ci się płakać? Czujesz się niekomfortowo, bo opowiada wulgarne dowcipy?
  • Marta zabrania ci mówić szczerze, co myślisz? Wśród rówieśników może to być obracanie w żart lub wyśmiewanie, gdy ktoś mówi, że nie podoba mu się np. przeklinanie czy ciągnięcie za włosy dla zabawy.
  • Masz prawo zmienić zwoje nastawienie do ludzi, z którymi kiedyś było ci po drodze. Jeśli ktoś z paczki zaczyna przekraczać granice, nie obowiązuje wobec niego lojalność. Nie trzeba na siłę się z nim spotykać, bo kiedyś się kumplowaliście. To samo dotyczy towarzystwa wpędzające w poczucie winy lub inny rodzaj agresji psychicznej.
  • Ufaj intuicji, jeśli czujesz, że w czyimś towarzystwie nie wszystko jest w porządku, to jest OK. Wsłuchaj się w siebie, obserwuj. Czasem sygnały niewerbalne dają nam znać, że ktoś nie jest szczery, zanim jeszcze widać to w bezpośredni sposób.
  • Oczywiście, że każdy ma prawo wyrażać uczucia, ale nie może to być robione w sposób destrukcyjny. Nie musisz więc zgadzać się na to, żeby koleżanka wyżywała się na twoim plecaku, bo ma problemy z nauczycielami. Reaguj stanowczo, zanim zabrnie zbyt daleko.

Słowa mają moc

Kilka konkretnych przykładów na koniec, jak zacząć zdanie, żeby miało szansę dotrzeć jako jasny komunikat. Pewnie w wielu sytuacjach zdarzy się, że dziecko spotka się z kontrą lub oczekiwaniem, że zacznie argumentować swoje (niewygodne dla agresora) stanowisko.

Za wyrażeniem zdania, niezadowolenia, asertywnym zwróceniem uwagi, wcale nie musi iść tyrada i tłumaczenie, dlaczego czuję to co czuję. Stawiam granicę i od ciebie zależy, czy je uszanujesz. Nie możesz jednak powiedzieć, że nie wiedziałeś, nie rozumiałeś.

  • Nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz.
  • Nie podoba mi się twój żart.
  • Nie życzę sobie, żebyś mnie dotykał.
  • Nie mam teraz ochoty na wygłupy.
  • Proszę, szanuj, że włożyłam w to masę pracy.

Często też w takich sytuacjach znajduje się jednak przestrzeń do wyjaśnień i dyskusji, to zależy od obu stron. Warto żeby dziecko miało świadomość, że asertywność nie ma związku z tłumaczeniem. Nie ono zawiniło w tej sytuacji.

Zachęcanie do czytania książek… czy może zniechęcanie?

Zachęcanie do czytania książek… czy może zniechęcanie?

Zachęcanie do czytania książek bywa trudnym zadaniem. Zanim na dobre zaczniemy rozkręcać się z oczekiwaniami (tak, to cudownie, jak dziecko chętnie sięga po książki), zerknijmy na to, co zniechęca. Czasami dorośli robią to niechcący.

Do trafnej diagnozy wystarczy kilka pytań i szczerych odpowiedzi na temat naszego (dorośli) stosunku do książek i czytania.

Nauka czytania to proces

Czy da się to jakoś bezboleśnie załatwić? To zależy… Powiedziałabym, że nauka czytania to proces, który może (choć wcale nie musi) się rozpocząć już w pierwszych miesiącach życia. Pisałam o tym choćby w artykule o zabawie w czytanie globalne >>

Jak zachęcić do czytania?

Najczęściej, z tym pytaniem męczą się rodzice starszych dzieci. Tych, od których nauczyciele (i świat)  w y m a g a j ą  czytania. Albo tacy, którzy lubią czytać, a z jakiegoś powodu ich dzieci unikają książek. Nie każdy lubi i to jest jasne. Niestety, spora liczba dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie lubi czytać i nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

To drugie z kolei bardzo utrudnia naukę. Ogólnie przyswajanie wiedzy zawartej w książkach. Jasne, że jeśli nie rozumie się czytanego tekstu, trudno go zapamietać lub osadzić w skojarzeniach, wykorzystać do zdobywania wiedzy. I tu się zaczynają schody.

Dlaczego dzieci nie lubią czytać?

Jest naprawdę bardzo wiele przyczyn. Piszę o nich ponieważ mogą dać do myślenia rodzicom, którzy jeszcze nie stoją przed tym problemem, choć niedługo może się okazać, że jednak czytanie to wyzwanie.

Ciekawie

Nieciekawe książki to jest spory problem. Zwłaszcza kiedy do gry wchodzą lektury szkolne, a dziecko wcześniej nie miało z książką po drodze. Wtedy zaczynają się kłopoty, bo mały człowiek nieprzyzwyczajony do czytania, szybko się męczy na myśl o lekturze.

Nie ten temat

Lektury bywają nieciekawe – to inna sprawa. Nie mam nic do kanonu, jednak nie każdy musi szaleć za Plastusiem (przepraszam, Plastusiu, bo ja cię kocham bardzo), tak samo jak nie każdemu podobają się przygody Dzieci z Bullerbyn. O gustach się nie dyskutuje, tylko akceptuje.

Wzrok

Kłopoty ze wzrokiem, tak po prostu. Znam przypadki kiedy dzieci nie mogły skupić się na czytaniu dłużej niż kilka minut. Wszystko zrzucano na karb ADHD i niecierpliwości, a tak naprawdę po prostu nie widziały liter. Jak litery skaczą, to dziecko nie zawsze potrafi powiedzieć, że ma kłopoty ze wzrokiem. Po prostu nie lubi czytać i już.

Zniechęcenie na starcie

Zniechęcenie do czytania po wcześniejszych naciskach. To problem zbyt ambitnych rodziców, którzy z kolei bardzo chcieli mieć wcześnie czytające dziecko. O takich ambicjach pisałam już kiedyś w artykule na temat wczesnego czytania >>

Faktycznie, wygórowanymi oczekiwaniami można dziecku zrobić krzywdę. Brak gotowości maluch komunikuje na wiele sposobów. Tylko trzeba chcieć słuchać.

Uzależnienie od ekranów

Może nawet nie uzależnienie, ale komputer/telefon na wyciągnięcie ręki i dowolną ilość czasu. Jeśli komputer (telefon, iPad itd.) są w rękach dziecka częściej niż książka, nie ma raczej mowy o tym, żeby czytanie wygrało z graniem.

Bywają wyjątki od reguły, ale to naprawdę rzadkie okazy. Więcej o zarządzaniu ekranami przeczytasz w artykule Jak oderwać dziecko od ekranów i nowoczesnych technologii >>

Słowo-klucz w tym wypadku (bo generalnie nie jestem przeciwniczką korzystania z nowoczesnych technologii) to równowaga.

Kara lub szantażyk

Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, czytanie to bardzo powszechny rodzaj kary. Właśnie za karę dzieci dostają do czytania książki.

Jakie ma być nastawienie człowieka do lektury, jeśli to czynność, którą należy wykonać za karę? I to jeszcze czasem za to, że np. zbyt długo grało na komputerze. Komputer kontra książka to złe zestawienie. Złe, ze względu na zachęcanie do czytania.

Tak samo jak „motywacja” w stylu: Jak nie przeczytasz jednego rozdziału lektury, to nie ma grania. Rozumiem zamysł, ale warto go wcielić w życie innymi słowami. Piszę o tym przy ustalaniu reguły 10 minut dziennie, w artykule o zachęcaniu do nauki czytania i ogólnie do czytania (link na dole).

Przykład

Nie ma przykładu z góry, to nie ma rekacji na dole. Jeśli jesteś rodzicem, który mówi, że czytanie jest ważne, a sam tego nie robi, nie wymagaj za wiele od dziecka. Kiedy dziecko nigdy nie widzi cię z książką w ręku (brak czasu i zmęczenie to wymówka, jak każda inna), nie oczekuj żeby za tą czynnością szalało.

To nie jest towar pierwszej potrzeby

Jasne, że i tu trafiają się wyjątki. Jednak ogólnie, lepiej przyjąć, że przykład idzie z góry. Tak samo jak mówienie o książkach. Jeśli w domu kupowanie książek i czytanie jest uważane za rozrywkę dla kujonów i bogaczy, nie dziw się, że dziecko nie che czytać.

Ta wymówka jest zresztą prawdziwą porażką komunikacyjną, bo przecież w niemal każdym mieście (a często i na wsiach) dostępne są biblioteki publiczne, gdzie książek na wyciągnięcie ręki, jest pod dostatkiem.

Dysfunkcje

Trudności innej natury np. dysleksja. To już sprawy do zdiagnozowania. Najczęściej dysleksja idzie w parze z różnymi innymi zaburzeniami, które da się wykryć już nawet w przedszkolu. Na pewno od początku szkoły. A nawet we wczesnym dzieciństwie, bywają zauważalne jej oznaki. Pisałam o tym nieco więcej w artykule o objawach dysleksji (nie mylić z diagnozą).

Wprawdzie (na papierze z poradni) do końca czwartej klasy jest to podejrzenie dysleksji, ale nauczyciele już powinni interweniować. Dyslektycy nie lubią czytać książek, ale tylko dlatego, że jest to bardzo trudna do wykonania dla nich czynność. Nie ma to nic wspólnego z lenistwem, niechęcią czy stosunkiem do książek. I w tym wypadku często ratunkiem są audiobooki dla dzieci.

Zachęcanie do czytania

Nie zostawię oczywiście tematu bez podpowiedzi związanych z zachęcaniem do czytania, zwłaszcza dzieci stojących na początku czytelniczej drogi. Napisałam na ten temat osobny artykuł na blogu Aktywne Czytanie. Zostawiam 15 konkretnych podpunktów, które mogą pomóc odczarować niechęć do czytania.

15 sposobów na zachęcanie dziecka do nauki czytania >>

Dlaczego dziecko powinno się nudzić?

Dlaczego dziecko powinno się nudzić?

Każde dziecko powinno się nudzić, choć oczywiście w odpowiednich dawkach. Ostatnio rozmawiałam z pewną zaniepokojoną mamą o tym, że jej dziecko jest wycofane. Zapytałam, dlaczego tak uważa? Jej odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła. Uznała, że dziecko jest wycofane, bo powiedziało, że nie chce nigdzie wyjeżdżać na wakacje. (więcej…)

Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

Relacje rodzinne to temat, który zawsze budzi emocje. Jak dobrze je budować? Czy nasze codzienne wybory mają znaczenie dla przyszłości naszych dzieci?

W najnowszym odcinku naszego podcastu zajęłam się wpływem bliskiej więzi z dzieckiem na jego rozwój i konsekwencjami jej braku. 

Dlaczego bliska relacja z dzieckiem jest kluczowa?

Rodzina to pierwsza szkoła życia, bo tutaj dzieci uczą się, czym jest miłość, akceptacja, bezpieczeństwo i zaufanie. Bliska, pozytywna więź z rodzicami to nie tylko ciepłe wspomnienia, ale przede wszystkim fundament zdrowej samooceny i umiejętności społecznych.

Dzieci, które czują się kochane, akceptowane i ważne, lepiej radzą sobie z wyzwaniami emocjonalnymi i społecznymi. Budują pewność siebie i uczą się rozumieć swoje emocje, co przekłada się na zdolność budowania zdrowych relacji z innymi.

A co, jeśli tej bliskiej więzi zabraknie?

Brak bliskiej relacji z rodzicem lub opiekunem może mieć poważne konsekwencje dla dziecka.

  • Niska samoocena. Dzieci, które nie czują się ważne dla swoich rodziców, mogą dorastać z poczuciem, że muszą zasłużyć na miłość lub że nie są wystarczająco dobre.
  • Problemy w relacjach z rówieśnikami. Bez doświadczenia bliskości w domu dzieci mogą mieć trudności w budowaniu zdrowych relacji z innymi. Mogą być nieśmiałe, zamknięte lub, przeciwnie, reagować agresją.
  • Zaburzenia emocjonalne. Lęk, depresja czy trudności z radzeniem sobie ze złością mogą wynikać z braku emocjonalnego wsparcia.
  • Problemy w nauce. Brak poczucia bezpieczeństwa wpływa na koncentrację i motywację do nauki.
  • Trudności w dorosłych związkach. Dorosłe dzieci mogą unikać bliskości lub stać się nadmiernie zależne od innych, nie umiejąc zbudować równowagi w relacjach.

Nie zawsze jest łatwo być rodzicem. Życie w ciągłym biegu, stres związany z pracą czy obowiązkami domowymi, a także brak wzorców z dzieciństwa mogą utrudniać budowanie głębokiej relacji z dzieckiem.

Jeśli sami nie doświadczyliśmy w dzieciństwie bliskości, możemy czuć się zagubieni w tej roli. Ale dobra wiadomość jest taka – wszystkiego można się nauczyć!

Jak budować bliską relację z dzieckiem?

  • Codzienny czas z dzieckiem. To nie muszą być wielkie gesty – wystarczy wspólne czytanie, rozmowa czy zabawa. Regularność jest kluczem.
  • Uważne słuchanie. Dzieci chcą czuć, że ich słowa są ważne. Słuchajmy ich z uwagą, bez oceniania.
  • Fizyczna bliskość. Przytulanie, trzymanie za rękę, a nawet zwykła obecność w tym samym pokoju buduje poczucie bezpieczeństwa.
  • Rozmowy o emocjach. Uczmy dzieci nazywać i wyrażać swoje uczucia, pytajmy: „Jak się czujesz?” i pokazujmy, że wszystkie emocje są w porządku.
  • Wspólne aktywności. Spędzajmy czas na świeżym powietrzu, gotując, grając w gry – te chwile zostają z dziećmi na całe życie.

Warto próbować

Nie ma idealnych rodziców ani idealnych relacji. Ale nawet małe kroki, które podejmujemy każdego dnia, mogą mieć ogromne znaczenie dla naszych dzieci. Bliskość, uwaga i ciepło to inwestycja, która przynosi owoce przez całe życie.

Z radością daję znać, że sponsorem tego odcinka podcastu jest firma Persempra. Koniecznie zerknijcie, jak ułatwiają życie tworząc tkaniny na meble.

Nudzę się, mamo! Znasz ten świetny sposób na nudę?

Nudzę się, mamo! Znasz ten świetny sposób na nudę?

Nudzę się! To tekst, który dobrze znają rodzice, bo dzieci często go powtarzają. Wydaje się, że nuda nie jest zjawiskiem pożądanym, bo generuje tzw. marudzenie. Samemu marudzeniu poświęciłam jeden cały rozdział w ksiązce pt. Trudne tematy dla mamy i taty.

Dziecku nuda nie musi się kojarzyć z czymś przyjemnym, choć może. Dorośli jednak mogą też pokazać, jak można nudzić się w sposób twórczy. (więcej…)

Sylwester z dziećmi w domu. Masz już kilka pomysłów na zabawy? Gadżety, książki i zabawki

Sylwester z dziećmi w domu. Masz już kilka pomysłów na zabawy? Gadżety, książki i zabawki

Sylwester to wyjątkowy czas podsumowań, radości i wspólnego świętowania. Jednak dla rodziców z małymi dziećmi często oznacza zmianę tradycyjnych planów. Zamiast hucznej imprezy w gronie znajomych, spędzamy ten wieczór w domowym zaciszu. Ale czy to oznacza, że będzie mniej zabawnie? Absolutnie nie!

Sylwester z dziećmi to świetna okazja, by stworzyć magiczne wspomnienia i spędzić czas w kreatywny sposób. Dzieci uwielbiają zabawy pełne śmiechu, niespodzianek i błyszczących akcentów, a my możemy im to zapewnić. Dlatego dzielę się kilkoma pomysłami na proste i angażujące zabawy sylwestrowe, które sprawią, że wasz dom zamieni się w prawdziwe centrum noworocznych atrakcji.

Gotowi na świetną zabawę? Zaczynamy! 

Domowe fajerwerki z balonów

Co będzie potrzebne? Balony, konfetti, flamastry.
Przebieg: Dzieci ozdabiają balony flamastrem i wypełniają je konfetti. O północy lub o wyznaczonej godzinie możecie wspólnie przebijać balony, co będzie imitować fajerwerki. To bezpieczna i efektowna atrakcja!

Sylwestrowy pokaz mody

Co będzie potrzebne? Ubrania, akcesoria, kapelusze, korale.
Przebieg: Urządźcie wybieg w salonie! Dzieci mogą przebierać się w zabawne stroje, a reszta rodziny ocenia pokazy mody. Można zrobić zdjęcia i wspólnie wybrać najlepszy kostium wieczoru.

DIY zegar do odliczania

Co będzie potrzebne? Papier, flamastry, klej, kolorowe kartki.
Przebieg: Razem z dziećmi stwórzcie duży zegar na papierze. Każda godzina może zawierać drobne zadanie lub wyzwanie, np. taniec, zabawa w kalambury, malowanie. Kiedy wybije północ, możecie wspólnie świętować, np. przy dźwiękach waszej ulubionej muzyki.

Domowe karaoke i taneczna impreza

Co będzie potrzebne? Mikrofon (może być zabawkowy), głośnik, ulubione piosenki.
Przebieg: Stwórzcie playlistę z ulubionymi dziecięcymi hitami i zorganizujcie konkurs karaoke. Po śpiewaniu można przekształcić zabawę w taneczną imprezę z lampkami LED lub latarkami do stworzenia efektów świetlnych.

Poszukiwanie „skarbów sylwestrowych”

Co będzie potrzebne? Małe zabawki, słodycze, wskazówki.
Przebieg: Schowajcie w domu drobne upominki lub słodycze, a następnie przygotujcie wskazówki lub mapę skarbów. Dzieci wyruszą na poszukiwanie „sylwestrowych skarbów” – świetna zabawa i ruch w jednym!

Maski karnawałowe

Zaczyna się karnawał, a to oznacza, że przydadzą się przebrania. Dzieci uwielbiają przebieranki, na Sylwestra w domu można przygotować maski. Oczywiście najlepiej zrobić to własnoręcznie, podczas zabaw plastycznych z dziećmi.

Kiedy jednak nie masz czasu, ochoty, talentu, zawsze można pobuszować w dostępnych propozycjach. Najlepiej sprawdzą się maski papierowe. Tak, są właściwie jednorazowe, ale mam przynajmniej pewność, że dziecko oddycha prawidłowo, nie męcząc się pod warstwą gumy czy innego plastiku.

Oczywiście, kiedy macie już maski, pobawcie się w różne zwierzątka. Wydawajcie odgłosy, ruszajcie się jak one. Im więcej zwierząt podczas Sylwestra, tym więcej zabawy. Jeśli macie w domu całą zgraję zwierząt, możecie się pobawić w ustawianie od największego do najmniejszego. Od najcięższego na najlżejszego. W liczenie, wyklaskiwanie nazw itd. Warto wykorzystać zapał maluchów „zamienionych” w zwierzaki. Dużo zapamiętają podczas takiej zabawy.

Możecie się też pobawić w zastyganie. Gra polega na tym, że dzieci tańczą w rytm muzyki. W pewnym momencie dorosły wypowiada nazwę zwierzaka i wtedy to zwierzę musi zastygnąć w bezruchu na 5 sekund. Zabawa ćwiczy nie tylko koordynację ciała, ale też wysłuchiwanie konkretnego dźwięku podczas hałasu. Wydobywanie go spośród innych dźwięków.

Oczywiście dzieci zamienią się w takie zwierzęta, jakie lubią najbardziej. Znalazła kilka masek, które bardzo mi się podobają.

Muzyka

Żaden karnawał nie może się obyć bez szalonych tańców i ulubionych piosenek. Często zerkam na filmy z zabaw przedszkolnych i z lekkim dreszczem grozy słyszę, jak dzieci bawią się godzinami wyłącznie przy dźwiękach muzyki disco polo. Bo ona taka skoczna i wpada w ucho. Nie mam nic przeciwko disco polo, ale słowa większości piosenek niekoniecznie przeznaczone są dla dzieci. Lepiej sięgnąć po piosenki dedykowane najmłodszym.

One przy okazji mogą być zabawą logopedyczną, bo przy śpiewaniu, „łapaniu rytmu” i wypowiadaniu rymów, maluchy po prostu ćwiczą oddech i mowę. Dlatego, jeśli już impreza sylwestrowa, to może z konkursem na zaśpiewanie ulubionej piosenki? Oczywiście nie chodzi o konkurs z jednym wygranym, ale o zabawę przy muzyce, występ przed publicznością, ruch, taniec i jednocześnie (zupełnie dodatkowo) ćwiczenia logopedyczne.

Łamańce językowe

Jedną z zabaw sylwestrowych może być też powtarzanie łamańców językowych. Nie chodzi oczywiście o to, żeby dzieci wszystko powtórzyły idealnie. Nawet będzie śmieszniej, kiedy języki się poplączą. Jednak można spróbować zachęcić do takich wygłupów. I samemu też się z nimi pobawić.

Starszym dzieciom można przygotować zabawę w odczytywanie trudnych wierszy na głos. Może to być dosłownie kilka linijek. Te wiersze są zazwyczaj śmieszne, będzie kolejna okazja do wygłupów. Młodsze mogą po prostu próbować powtórzyć za dorosłym.

Im więcej interpretacji jednego wiersza/zdania/słowa, tym więcej śmiechu. Można więc prosić małych recytatorów o powtarzanie tego samego słowa: wesoło, smutno, dziwnie, śmiesznie, z podskokami, stojąc na jednej nodze, przeciągając je, ziewając, kichając itd.

Gry aktywizujące

Gry planszowe i towarzyskie świetnie sprawdzają się podczas takich zabaw rodzinnych. W karnawale powinno być dużo śmiechu, dużo ruchu więc może odłóżmy na bok karcianki i typowe planszówki, a zerknijmy na kalambury i im podobne.

Gotowanie

I tu jest ogromne pole do popisu, bo przecież w Sylwestra potrawy powinny być zupełnie wyjątkowe. Jeszcze przed Sylwestrem można zaprosić dzieci do kuchni i zabrać się za wspólne pieczenie. To też jest zabawa edukacyjna. Jedna z bardziej brudzących, ale przecież takie zapamiętuje się najdłuższej.

Nie trzeba chyba nikomu jakoś szczególnie tłumaczyć, że podczas pracy w kuchni np. ugniatania ciasta, ćwiczą ręce. Do tego dochodzą dokładność i precyzja w odmierzaniu, sypaniu, nalewaniu itd. Starsze dzieci można zachęcić do odczytywania przepisów na głos i podążania za wskazówkami. To nic innego jak bardzo przydatne ćwiczenie, choćby do lepszego rozumienia zadań pisanych w podręcznikach.

Dekorowanie z kolei pozwala wyżyć się artystycznie. Warto na to pozwolić, choć nie zawsze efekt końcowy jest taki jak w książce czy w naszej głowie. Duma z samodzielnie udekorowanej potrawy zostaje z dzieckiem o wiele dłużej niż radość z tego, że wyszło idealnie jak na obrazku. Znalazłam kilka książek, które mogą się przydać podczas karnawałowego szaleństwa w kuchni. Klikając w tytuł sprawdzisz cenę i dostępność.

nowy Instagram Anna Jankowska

Nie lubię tego! Zrobię po swojemu! Podążam za potrzebami dziecka czy spełniam zachcianki?

Nie lubię tego! Zrobię po swojemu! Podążam za potrzebami dziecka czy spełniam zachcianki?

Zachcianki czy podążanie za potrzebami dziecka? Jak je rozróżnić? Dużo mówię w podkaście Nie tylko dla mampodążaniu za potrzebami dziecka. Tak często poruszam ten temat, że przestałam się zastanawiać nad jego podstawowymi aspektami.

Obserwując jednak obawy rodziców, chociażby podczas konsultacji on-line, które prowadzę od lat, doszłam do wniosku, że warto wrócić do podstaw i przypomnieć, na czym to faktycznie polega.

Podążanie za potrzebami dziecka jest często mylone z bezstresowym wychowaniem lub spełnianiem każdej zachcianki malucha tu i teraz. Jednak prawdziwe podążanie za potrzebami dziecka to świadome rodzicielstwo, oparte na wsłuchiwaniu się w rozwój dziecka oraz rozumieniu, jak komunikuje swoje potrzeby.

Podcast Nie tylko dla mam

Jak odróżnić potrzeby od zachcianek?

Nie jest łatwo rozróżnić, co jest potrzebą, a co zachcianką. Niemowlęta, dla których podstawowe potrzeby biologiczne, takie jak jedzenie, sen, czy ciepło, są najważniejsze, nie pozostawiają nam wyboru. Gdy dziecko płacze, daje sygnał, że potrzebuje zaspokojenia tych podstawowych potrzeb.

Z biegiem czasu dzieci zaczynają wyrażać potrzeby bardziej złożone, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Młody układ nerwowy dopiero się rozwija, a dzieci często nie wiedzą, jak radzić sobie z emocjami. Dlatego, tak jak dbamy o ich zdrowie fizyczne, warto również pochylić się nad ich potrzebami emocjonalnymi.

Podążanie za potrzebami dziecka w praktyce

Rodzice często zadają sobie pytanie, jak rozpoznać, czy to, czego chce dziecko, jest rzeczywiście jego potrzebą, czy tylko chwilową zachcianką. Przykładowo, małe dziecko płacze, gdy nie dostaje czegoś od razu. O ile niemowlęta płaczą z potrzeby, starsze dzieci mogą to robić, by zwrócić na siebie uwagę. Ale każdorazowy płacz to również forma komunikacji i informacja, że dziecko czegoś potrzebuje – niekoniecznie fizycznej rzeczy, ale np. wsparcia emocjonalnego.

Znasz książki z serii ”Porozmawiaj ze mną”?

Co zrobić, gdy podążanie za potrzebami jest krytykowane?

Często rodzice, którzy świadomie podążają za potrzebami swojego dziecka, spotykają się z krytyką otoczenia. Słyszą, że ich dziecko jest „rozpieszczone” lub że „wchodzi im na głowę”. To może być frustrujące, ale warto pamiętać, że to rodzice najlepiej znają swoje dziecko i jego potrzeby.

Przykład: Załóżmy, że dziecko w sklepie prosi o zabawkę. Kiedy odmawiamy, wybucha płaczem. Możemy odebrać to jako zachciankę, ale może to być sygnał, że dziecko czuje się przemęczone lub przytłoczone sytuacją. W takim momencie zamiast reagować złością, warto spokojnie porozmawiać z dzieckiem, zrozumieć, co go naprawdę frustruje, i wyjaśnić swoje stanowisko.

Dlaczego warto podążać za potrzebami?

Podążanie za potrzebami dziecka buduje zaufanie. Dziecko uczy się, że może komunikować swoje potrzeby, a rodzic go wysłucha. Takie podejście wspiera rozwój emocjonalny dziecka, ucząc je, że ma prawo do swoich uczuć i potrzeb.

Jednak podążanie za potrzebami nie oznacza braku granic. Granice są niezbędne w wychowaniu i często wynikają właśnie z zaspokajania nieuświadomionych potrzeb dziecka.

Podążanie za potrzebami a krytyka otoczenia

Często rodzice spotykają się z krytyką, gdy podążają za potrzebami dziecka. Słyszą, że są „zbyt łagodni” lub że „dziecko ich wykorzystuje”. Co w takiej sytuacji?

Przykład: Wyobraźmy sobie sytuację, w której dziecko odmawia założenia kurtki zimą. Wszyscy wokół zaczynają komentować, że rodzic „nie potrafi postawić granic”. Tymczasem dziecko może mieć zupełnie inną potrzebę – na przykład czuć dyskomfort związany z materiałem kurtki. Zamiast wymuszać posłuszeństwo, warto porozmawiać z dzieckiem, aby znaleźć rozwiązanie, które odpowiada zarówno jego potrzebom, jak i zapewnia bezpieczeństwo.

Podążanie za potrzebami dziecka to klucz do budowania silnej relacji rodzicielskiej opartej na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Choć nie zawsze jest to łatwe i często spotyka się z krytyką, warto podejmować ten wysiłek, aby dziecko czuło się akceptowane i kochane.

Czy podążać za wszystkimi potrzebami?

Wszystko zależy od twojej relacji z dzieckiem i uważnej obserwacji. Nie lubię tworzyć list w wychowaniu, ale mogę podać kilka sytuacji, w których mądre podążanie za potrzebą jest kluczowe:

Sen – Zmęczone dziecko trudniej zrozumieć, a nieprzespana noc to za mało regeneracji. Dziecko, które zasypia późno i wstaje wcześnie, nie ma dostatecznej ilości odpoczynku. Potrzeba zabawy do północy nie jest czymś, za czym powinniśmy podążać, szczególnie w przypadku przedszkolaków i uczniów, których czekają codzienne wyzwania edukacyjne.

Płacz – Pozostawianie dziecka do „wypłakania się” to błąd. Płacz to sygnał, że dziecko czegoś potrzebuje, więc ważne jest, by być przy nim. To nie oznacza, że musimy zawsze natychmiast eliminować płacz, ale nie można pozostawiać dziecka samego z jego trudnymi emocjami.

Miłość – Im bardziej „niegrzeczne” dziecko, tym więcej miłości potrzebuje. To tylko fasada, za którą kryje się coś głębszego. Łatwiej jest ukarać za złe zachowanie, trudniej zajrzeć, co jest przyczyną. Warto podążać za tą potrzebą, nawet gdy brakuje cierpliwości.

Jedzenie – W przypadku dzieci-niejadków to trudny temat, zwłaszcza dla mam. Każdy kęs ma znaczenie. Jednak dla wielu dzieci warto kształtować zdrowe nawyki żywieniowe i zachęcać do poznawania nowych smaków.

Ruch – Dzieci muszą się ruszać. To potrzeba, za którą warto podążać w każdej możliwej sytuacji. Dzieci uczą się lepiej, gdy mają możliwość ruchu. Zbyt długie siedzenie prowadzi często do wybuchów złości.

Odpoczynek – Dzisiejsze dzieci mają mało czasu na prawdziwy odpoczynek. Czasami rodzice mylą aktywności sportowe z odpoczynkiem. Prawdziwy odpoczynek to taki, w którym dziecko może samo decydować, co robi i jak długo. Nawet jeśli wybiera czas przed telewizorem, ten moment relaksu też jest potrzebny.

Akceptacja – Akceptacja dziecka to coś, co wydaje się oczywiste, ale nie zawsze dzieci to tak odbierają. Czasami warto się zastanowić, czy rzeczywiście w pełni akceptujemy nasze dziecko takim, jakie jest.

Potrzeb, które musimy zaspokoić, jest znacznie więcej, np. szacunek, samodzielność, bezpieczeństwo. Nie dzielę ich na ważne i mniej ważne – wszystkie są istotne. Obserwacja dziecka pozwala dostrzec, które z nich są aktualnie kluczowe.

Potrzeba nie jest usprawiedliwieniem

Jestem zwolenniczką podążania za potrzebami dziecka, ale nie można każdej potrzeby uzasadniać. Jeśli dziecko ma potrzebę krzyczeć, możemy to zrozumieć, ale gdy rzuca kamieniem, nie powinniśmy na to pozwalać. Podążanie za potrzebami nie oznacza akceptowania zachowań, które są niebezpieczne lub krzywdzące.

Żadna skrajność nie jest dobra w komunikacji, także podążanie za potrzebami dzieci. Oprócz naturalnych potrzeb, żyjemy w świecie kultury i norm społecznych. Musimy uczyć dzieci zasad, które są zgodne z naszym poczuciem bezpieczeństwa i ogólnospołecznymi normami.

Refleksja nad wychowaniem

Często powielamy schematy, które sami przeszliśmy jako dzieci. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy te schematy nam odpowiadają. Jak radzimy sobie jako dorośli? Czy potrafimy mówić o emocjach, wyrażać miłość, czy może zamiatamy problemy pod dywan?

Refleksja nad własnym dzieciństwem pomoże nam lepiej zrozumieć, czego chcemy dla naszych dzieci. To ciężka praca, ale warto ją podjąć, bo wpływ rodziców na przyszłość dzieci jest ogromny.

Zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami na temat różnicy między potrzebami a zachciankami – gdzie Twoim zdaniem przebiega ta granica?

Z radością daję znać, że sponsorem tego odcinka podcastu jest firma Persempra. Koniecznie zerknijcie, jak ułatwiają życie tworząc tkaniny na meble.