Moje dziecko szybko się podaje. Jak mu pomóc? Jest tyle rzeczy „do wyćwiczenia”, a dzieci to często małe nerwusy, które chcą tu, teraz, od razu. Albo nawet nie chcą spróbować, bo wiedzą, że im się nie uda. A ściślej rzecz biorąc, nie wiedzą, tylko się zamartwiają na zapas.
Zakładanie spodni. Niby prosta sprawa. Wyobraź sobie swoje dziecko, stojące przed tym (lub podobnym) wyzwaniem. Jedne dzieci uczą się ubierać bardzo szybko. Nie mają problemu z tym że podejdziesz, odrobinę pomożesz, że coś jest krzywo lub uwiera. Tym razem uwiera, następnym razem już nie.
Za szybko się poddaje
A może twoje dziecko w tej scenie, od początku jest nastawione negatywnie do koncepcji samodzielnego ubierania spodni? Bo to jest przecież trudne. Skoro do tej pory ty to robiłaś, dlaczego nagle każesz robić to samodzielnie? Jest to powód do awanturki i to zanim jeszcze się zacznie ubieranie. A potem? Pewnie słyszysz coś takiego: Nie udało się ubrać za pierwszym razem. Nigdy się nie uda!
Jeśli się zastanawiasz, które z tych dzieci rozwija się prawidłowo, to powiem od razu, że jedno i drugie. I nie odkryję Ameryki twierdzeniem, że każde rozwija się po swojemu, prawda? Może jednak uchylę rąbka mniej znanej tajemnicy o tym, że każdy człowiek rodzi się z pewnymi predyspozycjami do podejmowania wyzwań i wprowadzania zmian w swoim życiu. Żadne z tych predyspozycji nie są ani lepsze, ani gorsze, po prostu są inne.
Kluczem jest sposób myślenia
Obserwując swoje dziecko w różnych okolicznościach, pewnie dość szybko stwierdzisz, czy jest osobnikiem nastawionym na myślenie stałe, czy może rozwojowe. Te dwa sposoby postrzegania siebie w rzeczywistości zostały określone przez psychologów już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.
Dzieci patrzące na siebie przez pryzmat myślenia stałego uważają, że takie się po prostu urodziły. Nie mają zakodowanego dążenia do podejmowania kolejnych prób. Uważają, że taki jest stan rzeczy i koniec. Mają takie, a nie inne możliwości i już.
Bicie STOP! Książka dla dzieci, którym zdarza się bić innych i dla tych, które chcą się obronić
Są powody, że się poddaje
Z czasem, wzrastając w określonych warunkach, jedne zaczynają uważać się są ładne, inne, że są mądre, jeszcze inne za niegrzeczne itd. A skoro jestem niegrzeczna, to jak niby nagle mam stać się inna? Skoro jestem łamagą, to wiadomo, że nie nauczę się jeździć na rowerze! Mniej więcej tak siebie postrzegają maluchy z predyspozycjami do myślenia stałego.
Z kolei dzieci myślące rozwojowo to te, które jakoś instynktownie rozumieją, że im więcej człowiek ćwiczy, tym łatwiej mu coś (osiągnięcie celu) przychodzi i lepiej wychodzi. Nie postrzegają więc siebie przez pewne określenia: zdolny, mądry, łamaga. Nie poprzestają na wierze, że takie są i nic się z tym nie da zrobić np. Nie potrafię jeździć na rowerze i już.
Zamiast denerwować się (frustrować), że nie potrafią czegoś zrobić, wolą działać i sprawdzać, czy tak naprawdę jest. Nie przywiązują się tym samym do tych określeń i chętnie szukają różnych rozwiązań w trudnych sytuacjach.
Czy tak już im zostanie?
Jacy dorośli wyrosną z tych dwóch typów dzieci, to już zależy od nas – rodziców. To, że ktoś ma predyspozycje do takiego, a nie innego sposobu myślenia, wcale nie znaczy, że tak musi zostać na zawsze. Wszystko dzieje się w mózgu. A już najwięcej zależy od tego, co dziecko słyszy od dorosłych.
Tak jak idąc na dietę, zawsze usłyszysz, że zanim zaczniesz kupować mniej słodyczy lub głodzić się, powinnaś poukładać sobie (co nieco) w głowie. Zmienić sposób myślenia i sposób działania. W innym wypadku, całe odchudzanie – prędzej czy później – skończy się efektem jojo.
Zmienić perspektywę
Dokładnie tak samo jest ze zmianą sposobu myślenia (widzenia siebie) przez dzieci. Jeśli nauczymy je, pokażemy im, że kolejne podejmowane próby przynoszą coraz lepsze rezultaty, to z tych małych pesymistów patrzących w sposób stały, mogą wyrosnąć niestrudzeni badacze świata. Tak jak przy odchudzaniu ważna jest „zmiana nawyków żywieniowych” lub „stylu życia”, tak w wypadku dzieci – zmiana myślenia o sobie i swoich możliwościach. Nie na chwilę, ale na każdy dzień. Wtedy się uda.
Dorośli też to mają
Nie wiem, czy też tak masz, ale czasem trafia się na osobę, która od początku jakoś dołuje. Niby gadacie o mało ważnych sprawach np. pogodzie, ale właśnie podczas tej krótkiej gadki, po prostu czujesz, że dzisiaj to już słońce nie wyjdzie. Dobrze będzie, jeśli jeszcze kiedykolwiek wyjdzie. Pięknie to ujął Alexander Graham Bell:
Czasem tak długo wpatrujemy się w drzwi, które się zamykają,
że nie widzimy tych, które się otwierają.
Jak mogę pomóc?
Może odrobinę przesadzam w tym przykładzie, ale na pewno masz w swoim otoczeniu dorosłych przekonanych o tym, że potrafią przenosić góry. To ci, którzy słysząc o twoim problemie mówią: Jak ci pomóc? Ci, którzy zamiast roztrząsać problem i rozkładać na czynniki pierwsze, ewentualnie szukać winnych, skupiają się głównie na poszukiwaniu rozwiązania.
Są i tacy, którzy podczas tej samej rozmowy, mówią: No cóż, takie jest życie i trzeba się z tym pogodzić.
Jednych i drugich wychowali jacyś rodzice, jakieś społeczeństwo. I teraz znowu zerknij na swoje dziecko. Tym razem pamiętając, że ono od urodzenia obserwuje ciebie. Czy szybko się poddaje? Czy jedna, dwie nieudane próby oznaczają płacz, nerwy, stres i zdenerwowanie?
A moje dziecko?
Nie mówię o wygrywaniu i przegrywaniu w planszówki, nie mówię o rywalizacji z rówieśnikami. Mówię o codziennych czynnościach. Mniejszych i większych wyzwaniach, przed którymi – siłą rzeczy – dzieci stają każdego dnia.
Każdego dnia przecież czegoś się uczą. Jednym zdobywanie nowych umiejętności przychodzi łatwo. Dla innych każda rzecz jest problemem. A tobie już trochę ręce opadają, bo przecież wciąż się słyszy, że dzieci są takie ciekawe świata, tak chętnie doświadczają, takie chłonne te młode umysły. Patrzysz na swoje dziecko, które rzuca w kąt skarpetkę „bo trudno założyć” albo kopie rower, bo nie może utrzymać równowagi. I sama masz ochotę rzucić coś w kąt.
Już wiem, dlaczego się poddaje
Być może twoje dziecko urodziło z ukierunkowaniem do stałego myślenia, które nie pozwala mu cieszyć się z doświadczania nowych rzeczy. Możesz mu pomóc na kilka sposobów. To nie jest wyrok, to tylko pewna predyspozycja naturalna, którą można zmienić. Im wcześniej się zacznie, tym łatwiej o sukces. Oczywiście wszystko w formie rozmów i zabaw.
Znowu wracam do odchudzania się. Sam wiesz, że są ludzie (genetycznie) obciążeni tłuszczykiem tu i ówdzie. Jednak to, czy będą otyli, zależy w dużej mierze od nich. Od nawyków żywieniowych, pracy nad ciałem itd. Mogą wyćwiczyć swoje ciało. Najpierw jednak muszą wyćwiczyć mózg. On jest sterem i okrętem w każdym działaniu. W sposobie postrzegania siebie – również. Tak samo ćwiczy się go w kwestii zmiany myślenia ze stałego na rozwojowe.
Ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć
Oczywiście, jak z wieloma wrodzonymi cechami, natura tak to zorganizowała, że pewne rzeczy da się po prostu wypracować. Najpierw jednak warto je zrozumieć. Kiedy po kolejnej nieudanej próbie spływa na dziecko fala frustracji, to jasne jest, że się wkurza. Nie potrafi powiedzieć: To całe ubieranie spodni wydaje się być bardzo skomplikowane. Nie udaje mi się od razu więc czuję frustrację. Nie, dziecko tego nie powie (wielu dorosłych też nie potrafi). Dziecko wrzaśnie lub rzuci tymi spodniami o podłogę i się rozpłacze.
W tym odcinku podcastu opowiadam o technikach radzenia sobie z frustracją i zachęcania dziecka do podejmowania kolejnych wyzwań. Mimo wrodzonego nastawienia na „nie”.