Te krzyki mnie wykończą! Da się to uciszyć?

Te krzyki mnie wykończą! Da się to uciszyć?

Te krzyki mnie wykończą! Da się to uciszyć? Witam w podcaście Tylko dla Mam, dzisiaj przygotowałam taki temat, dosyć głośny (tak dosłownie!), bo o tym, że dzieci ciągle krzyczą.

Wiem, że już jeden odcinek, związany z krzykiem i  o tym, jak nie krzyczeć na własne dziecko, jak przestać krzyczeć na dziecko, już nagrałam i serdecznie zapraszam do posłuchania.

Co czujesz krzycząc na dziecko? A co ono czuje? >>

Dzisiaj zajmę się takim tematem, w którym krzyk, jest męczącym wydarzeniem, w życiu codziennym rodziców.

Co to za krzyki?!

Dzieci kłócą się o wszystko, ponieważ coś im się nie podoba. Krzyczą, bo np. dostały nie taką kanapkę, zabawkę, poszło coś nie po ich myśli i krzyczą, kiedy się kłócą. Nie chcą jechać tam, a chcą jechać gdzie indziej. Kiedy po prostu rozmawiają z nami poprzez krzyk.

Przetrwać krzyki

Tutaj nie mamy do czynienia z dorosłymi, którym trochę łatwiej wyjaśnić, pewne rzeczy związane, z komunikacją i krzykiem. Mamy do czynienia z dziećmi, które my czasami uznajemy za agresywne, właśnie dlatego, że krzyczą.

Powiem od razu, że nie podam złotej recepty, na to, żeby dzieci przestały krzyczeć.

Jak rozmawiać o emocjach? 

W pewnym wieku, właściwie, na pewnych etapach rozwoju, krzyki są potrzebne, pomocne. Krzyk jest po prostu narzędziem dziecka, którego używa, do komunikowania o swoich przeżyciach.

Wiem, że sto razy łatwiej byłoby, gdyby dziecko potrafiło powiedzieć:

  • Jestem zmęczona i chciałabym już jechać do domu, a nie jeszcze, stawać przy spożywczaku, żeby zrobić drobne zakupy.
  • Cały dzień za tobą tęskniłam, a Ty, teraz gadasz przez telefon, zamiast zwrócić na mnie uwagę.

Krzyki to też informacja

Zaczyna się krzyk albo po prostu kłócą się ze sobą, ponieważ po prostu tak rozmawiają i wszystko im przeszkadza.

Brat lub siostra, krzywo trzyma nogę, inaczej oddycha, niż ja bym sobie tego życzyła. Znasz to?

Co dobrego wynika z dziecięcych kłótni? >>

Ten krzyk, będzie Wam towarzyszył, więc po prostu trzeba się do niego przyzwyczaić, co wcale nie znaczy, że trzeba mu w jakiś sposób ulegać.

Ale krzyk!

Taka sytuacja

Dziecko do nas mówi: Ja chcę zjeść teraz lizaka.

Mówimy mu: Nie, teraz nie możesz zjeść tego lizaka.

Wiemy, że jest przed obiadem i wiemy, że jak teraz zje lizaka, to przez pół godziny, jakie mamy do spędzenia w samochodzie, jadąc do domu, będzie jakieś szaleństwo. Albo po prostu nie chcemy, żeby dziecko jadło słodycze, przed zjedzeniem obiadu, więc odmawiamy.

Co robi dziecko?

Dziecko: Ale ja bardzo chcę zjeść tego lizaka!

My:  Nie nie możesz zjeść tego lizaka!

Zaczynają się krzyki. To jest najprostsza z możliwych sytuacji, wiem, że znacie ich tysiące, z własnego doświadczenia.

Prosty powód do krzyku

To jest tak, że czasem uznajemy krzyki, za formę agresji, tzw. „niegrzecznego” zachowania. Oczywiście tutaj biorę to w cudzysłów, bo trudno powiedzieć, co jest niegrzecznym zachowaniem.

5 rzeczy, które uznaejmy za niegrzeczne zachowanie, choć nim nie są >>

Dziwimy się, dlaczego dziecko nie może zrozumieć, że ty nie chcesz dla niego niczego złego, po prostu są granice, których trzeba się trzymać? Chcemy pozbyć się przyczyny  krzyku, ustalić, o co chodzi z tym lizakiem, zamiast zaakceptować to, że dziecko w tym momencie potrzebuje się wykrzyczeć.

Miało jakieś pragnienie, poinformowało nas o nim, a my poinformowaliśmy dziecko o tym, że nie może tego teraz mieć i to jest powód do krzyku.

Wiem, że może dla dorosłego brzmieć to absurdalnie, natomiast dla dziecka to jest powód do krzyku.

To mnie wkurza! Stąd te krzyki!

Taki maluch zdaje sobie sprawę z tego, że istnieją jakieś granice, których trzeba się trzymać. Prawdopodobnie, zdaje sobie sprawę również z tego, że ty się nie ugniesz i nie zje teraz tego lizaka, a bardzo chce, tu i teraz.

Może być jeszcze inna przyczyna. Pewnie dziecko zauważyło, że boisz się trochę tego krzyku, że wolisz zgodzić się, na różne rzeczy niż wysłuchiwać wrzasków. To jest bardzo sprytne, mądre i w sumie logiczne wykorzystanie pewnego narzędzia, którym w tym przypadku jest krzyk.

To nie są złośliwe krzyki. Być może niechcący nauczyliśmy tego nasze dzieci.

Rośnie mi mały tyran?

Warto pokazać dziecku, że krzyki są w porządku, ale to nie jest narzędzie do manipulowania i wywierania nacisku. Krzyk, dziecko moje kochane, nie daje ci nade mną władzy.

Wiem, że jako rodzice mamy dosyć krzyku, że chcielibyśmy, żeby było cicho, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że krzyk jest formą komunikacji, wyrazu, która minie. Jeśli tej sprawy nie nakręcimy, to może warto z tym krzykiem, w pewien sposób współpracować.

Jak to zrobić?

Po pierwsze, nie buntować się przeciwko niemu, niech on sobie będzie. Naszym celem lub założeniem, nie jest to, żeby dziecko przestało krzyczeć tu i teraz, bo pewnie się ie da tego zrobić w tej chwili. Krzyki w tej chwili są po to, żeby wyrzuciło z siebie emocje, więc krzyk jest w porządku (co nie znaczy, że jest miłym doznaniem).

Ważne, żeby maluch zrozumiał, że krzykiem, oprócz tego, że wyrzuci z siebie to niezadowolenie, nic więcej nie załatwi. Nie sprawi tym, że ja się też wkurzę, zacznę krzyczeć i zrobi się niemiła sytuacja.

Krzyk dziecka mnie (rodzica) do niczego więcej nie sprowokuje, oprócz tego, że zauważę cię (dziecko) i twoje niezadowolenie. „Aha, widzę, że bardzo chcesz zjeść tego lizaka, aż krzyczysz ze złości. Zdenerwowałaś się, bo chciałaś zjeść tego lizaka. Nie podoba ci się, że się nie zgodziłam”.

Uczucia i emocje

Zorientujmy się, o co chodzi, jakie emocje chce dziecko wykrzyczeć i przyjmijmy to zupełnie spokojnie. Bez tego, z czym spotkałam się kilka razy, czyli:  Aha, to ja ciebie dziecko przechytrzę. Wiem, że krzyczysz, bo masz jakieś swoje powody, ale ja jestem ponad to, będę milczeć obrażona”.

Nie chodzi o to, że jesteśmy „ponad to”. Chodzi o to, że my rozumiemy, dlaczego dziecko krzyczy, więc nie strzelamy focha postawą: „Pokrzycz sobie, nic mi to nie robi”.

Emocje rodzica

Chodzi o to, żeby powiedzieć dziecku, jak się czujemy z tą krzykliwą, głośną sytuacją. Uważam, że to jest najbardziej szczere, stosunku do dziecka i wydaje mi się, że dziecko najlepiej to zrozumie.

Zastanawiając się, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, gdyby ktoś, czegoś mi zabraniał, to chciałabym zostać zrozumiana. Wiem, że nie mogę mieć tego tu i teraz, ale jest mi po prostu przykro i tyle. Z krzykiem dzieci jest tak samo.

Dorośli też to robią, na przykład, biegniemy na autobus i nie zdążymy lub minie nam ulubiony serial, bo staliśmy w korku. Czasami przeklniemy sobie pod nosem lub coś sobie pomyślimy.

Krzyk jako narzędzie

Jako dorośli, nie wrzeszczymy (raczej…). Dzieci w takich sytuacjach, które zdarzają im się bardzo często, po prostu krzyczą.

My ten krzyk, mamy oswojony i pokazujemy dziecku, że owszem, jest to jakieś narzędzie do wyrzucenia z siebie emocji, ale nie jest to narzędzie, którym się komunikujemy na co dzień i na pewno nie wytrąci nas z równowagi.

Wiem, że łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, ale warto spróbować pokazać dziecku, że wrzask, nie jest formą komunikacji, która nam odpowiada.

Szczerość w rodzinie

Wracam teraz, do tej szczerości wobec dziecka. Jako rodzice, próbujemy czasami zaradzić natychmiast danej sytuacji, zamiast po prostu powiedzieć: „Ten krzyk, sprawia, że boli mnie głowa, ten krzyk, działa mi na nerwy, sprawia, że trudno mi się skupić podczas jazdy”.

Jeżeli masz w samochodzie, dwójkę krzyczących dzieci, wrzeszczących, to zakładam, że to jest prawda. Działa ci to na nerwy, irytuje. Ich krzyki sprawiły, że boli cię głowa i trudno skupić się na jeździe. To ich odpowiedzialność. I co dalej? 

Odpowiedzialność za krzyki

Możesz dalej iść w szczerość, powiedzieć: „Dzieciaki, ja wiem, umówiliśmy się, żę teraz jedziemy do kina, ale tak krzyczycie z tyłu, że nie mam ochoty, iść z bolącą głową. Mamy więc dwie możliwości. Ja, szczerze mówiąc, mam ochotę zawrócić samochód, jechać do domu i się położyć z zimnym okładem na głowie.

Albo mogę Was prosić, żebyście się uspokoili, żeby ten wrzask i dyskusję przenieść na inny czas, a ja w tym momencie dojadę spokojnie i może przestanie boleć mnie głowa jeśli będzie cisza. To jest naprawdę Wasz wybór”.

Daj dziecku wybór

Nie jest to szantaż emocjonalny, jest to postawienie sytuacji szczerze, tak jak jest.

  • Dajesz dzieciom wybór.
  • Wyrzuciłaś też z siebie to, że Ci się to nie podoba.
  • Zrobiłaś to spokojnie.
  • Takie powiedzenie, jak jest, co mi się nie podoba i dlaczego, jest bardzo oczyszczające i daje siłę do przetrwania tego krzyku oraz „bycia w zgodzie ze sobą”.

Rodzic idealny?

Często jest tak, że jako rodzice, tak się spinamy, nad trzymaniem się pewnych reguł, na byciu konsekwentnym i na tym, żeby dziecko wiedziało, że w danej sytuacji działałam wychowawczo.

Tak bardzo staramy się być rodzicem, że zapominamy o tym, że jesteśmy też po prostu człowiekiem, któremu ma prawo coś się nie podobać, ma prawo być zmęczonym pewnymi rzeczami, który źle funkcjonuje w głośnym, krzykliwym środowisku.

Mam dosyć krzyków

Sama tego nie lubię, więc staram się pokazać dzieciom, z którymi pracuję i przebywam, że krzyk jest w porządku, rozumiem, dlaczego to robisz, ale to jest sytuacja drażniąca, więc jeżeli to jest cały czas, nie da się tak żyć.

To nie jest forma komunikacji, którą posługujemy się na co dzień i tyle, po prostu postaw na szczerość.

nowy Instagram Anna Jankowska ksiązki kobieta

Książki wiosenne i wielkanocne

Książki wiosenne i wielkanocne

Tym razem zebrałam w jednym miejscu książki wiosenne i wielkanocne. Niektóre mocno związane z obrzedami świątecznymi i religią. Inne zachcające do dekorowania, aktywności. Spora część to po prostu książki o wiośnie i radości jaką przynosi ta pora roku.

Kiedyś zdarzyło mi się napisać książkę o zwyczajach i obrzędach wielkanocnych. 

Opowiedz mi, mamo. Polskie zwyczaje i obrzędy wielkanocne

Nie ukrywam, że bardzo lubię tę porę roku i to konkretne święto, dlatego chętnie zabrałam się do tworzenia zestawienia. Zależało mi na opowiedzeniu najmłodszym o przeżywaniu Wielkanocy, ale też na aktywnym czytaniu. Dzięki temu w zestawieniu znalazły się m.in. książki z naklejkami, dekoracjami i te zachęcające do obserwowania przyrody, wyjścia z domu po długiej zimie, szukania tej wiosennej radości.

Myszonek wita wiosnę

Cieszę się, że My Myszonek wraca do nas w wiosennej odsłonie w książce pt. „Myszonek wita wiosnę”.

To książka wydawnictwa Fajda pod patronatem Aktywnego Czytania. Super dla wieku 3-5 lat. Seria ma już kilka tytułów. Opowiada o małej myszce, która mieszka tylko z mamą. To trochę bajka, ale także pokazanie prawdziwych urywków życia tej małej rodzinki.

Dla kogo będzie ta książka? Dla dzieci, które lubią proste historie, chcą zerknąć na życie innych i oczywiście dla wszystkich miłośników myszek. Nie pogardzą też dzieci stęsknione za wiosną i po prostu ciekawe świata.

To patronat Aktywne Czytanie dla wieku 2-5 lat. Recenzja już czeka na blogu.



Pan Miś szuka jajek

przychodzi do nas w bardzo zielonej, kolorowej odsłonie. Co tym razem robi? Szuka jajek.

Seria została stworzona przez Karmę Wilson, zilustrowana przez Jane Chapman, a z języka angielskiego przełożyła Barbara Supeł. To wierszowana historia o zwierzętach, w której Pan Miś wraz z przyjaciółmi pomagają mamie Skowronkowej odnaleźć zagubione jajka.

Przeczytaj recenzję na blogu Aktywne Czytanie. To świetna książka dla wieku 2-4 lata.

Pan Miś szuka jajaek >>

pan-mis-szuka-jajek-recenzja-ksiazki-dla-2-3-4-latkow-tekturka88 pan-mis-szuka-jajek-recenzja-ksiazki-dla-2-3-4-latkow-tekturka88 pan-mis-szuka-jajek-recenzja-ksiazki-dla-2-3-4-latkow-tekturka88 pan-mis-szuka-jajek-recenzja-ksiazki-dla-2-3-4-latkow-tekturka88



Wielkanoc

Kartonowa książka napisana wierszem. Zdecydowanie dla najmłodszych, z uwzględnieniem prostego języka i rymów, bo tak łatwiej zapamietać historię. Zaczyna się od wjazdu Jezusa do Jerozolimy, aż do Zmartwychwstania. Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata.
Wydawnictwo Jedność

Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

Wielkanocna pisanka

Kartonowa, kolorowa książka w kształcie jajka. Prosta, rymowana opowiastka o tym, że kurka zniosła jajko. Dumna pochwaliła się wszystkim dookoła i zaczęła się debata. Co się stanie z jajem? Czy wytrzyma do Wielkanocy? Czy będzie świeże? Sprawę załatwia Jaś, wkładając jajko do lodówki, żeby tuż przed Wielkanocą pomalować pisankę.

Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 1-2 lata.
Wydawnictwo Olesiejuk

Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Żubr Pompik i zapach wiosny

    To jedna z czterech opowiastek o przemiłym zwierzaku i jego siostrze. Trochę przypominają ciekawskie przedszkolaki, dla których wszystko jest interesujące i warte zbadania. Żubr, a właścicie jego przygody, przybliżają dzieciom informacje o przyrodzie i porach roku. Tym razem tropimy wiosnę, czyli coś co dzieci naprawdę lubią robić. Sama pamiętam z przedszkola „szukanie śladów wiosny”. To wspaniałe wspomnienia.

    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 3-6 lat.
    Wydawnictwo Media Rodzina

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.  

    Grajfka dla dzieci. Artystyczne zdobienie jaj

    W tej książce wszystko skupia się na jajku i jego zdobieniu. Kolejne rozdziały podpowiadają, jak stworzyć piękne pisanki, kraszanki i inne małe działa. Zaczynając od doboru jajka, przez różne sposoby barwienia (mnóstwo pomysłów na naturalne i sztuczne barwniki). Dochodzimy do kraszenia czyli wyskrobywania wzorów na zabarwionym jajku. Są też podpowiedzi związane z zabawami wielkanocnymi.
    Spodoba się dzieciom 5+ i dorosłym.
    Wydawnictwo Septem

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści

    W tej książce znajdziemy kilka rozdziałów dotyczących wiosny i Wielkanocy. Ogólnie cała książka opowiada o tradycjach i zwyczajach związanych z różnymi porami roku np. Andrzejki czy Mikołajki. Są tu też konkrety wiosenne:

    • Marzanna 
    • Śmigus-Dyngus
    • Prima Aprilis 
    • Pisanki

    Wszystkie opowiadania napisane zostały z perspektywy zaciekawionego światem dziecka, któremu dorośli wyjaśniają wiele spraw. Rozdział o pisankach przybliża mnóstwo mniej lub bardziej znanych informacji o jajku, jako symbolu wierzeń i narodzin. Bez wątpienia każdy rozdział pomoże odpowiedzieć na dziecięce pytania związane z najróżniejszymi tradycjami.
    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 5-8 lat.
    Wydawnictwo BIS 

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Radosna wiosna

    W tej książce poświęconej głównie wiośnie (choć jest też stół wielkanocny) znajdziemy ponad 100 naklejek i śliczne obrazki, które tymi naklejkami można wypełnić. Każda storna to osobny temat wiosenny np. 

    • Na wiejskim podwórku
    • W zagrodzie
    • Na straganie
    • Las budzi się po zimie
    • Na polu 
    • Na stole wielkanocnym 
    • Na łące

    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata.
    Wydawnictwo Wilga 

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Proste zabawy wielkanocne

    Proste zabawy wielkanocne. Rzuć do mnie jajem!

    Wiosna w Bullerbyn

    Cudownie zilustrowana opowieść o wiośnie w znanej na całym świecie wiosce – Bullerbyn. To jeden z rozdziałów Dzieci z Bullerbyn, wydany jako osobna książka. To świetny pomysł na oddanie klimatu sielskiej wiosny i radości po zakończeniu długiej zimy. Co się tu wydarzy? Można budować domek na łące, można się nieźle pomoczyć, bo jak przychodzi wiosna, wszędzie jest mokro. Na wiosnę rodzi się dużo zwierząt, a przytulenie jagniątka to cudowne przeżycie. Można też zapalić sobie małe wiosenne ognisko i cieszyć się, tą najprawdziwszą dziecięcą radością.

    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 5-7 lat.
    Wydawnictwo Zakamarki 

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

          

    Wielkanocna historia 

    Kieszonkowa książka, w której znajdziemy dość szczegółową (jak na opowieść dla najmłodszych) historię wielkanocną: Święto paschy. Jezus pożycza osiołka. Chwała Bogu. Zmowa kapłanów. Jezus wypędza handlarzy. Ostatnia Wieczerza. Chleb i wino. Jezus modli się w samotności. Pocałunek Judasza. Na krzyż! Samotne wzgórze. Pogrzeb Jezusa. Pusty grób. Poszukiwania Jezusa. . Maria poznaje Jezusa. W drodze do Emaus. Nieznajomy na wieczerzy. Jezus żyje. Jezus wstępuje do nieba. Jezus powróci.
    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata.
    Wydawnictwo Jedność

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Wiosna na Ulicy Czereśniowej 

    W tym zestawieniu nie może zabraknąć tego picture booka. To część większej serii, w której Czereśniowa tętni życiem zabieganych mieszkańców. Większość rodziców maluchów dobrze zna tę ulicę. W wiosennej odsłonie zaglądamy do sklepów, mieszkań, kawiarni, na łąkę… dosłownie wszędzie. Podążamy za Edwardem, Marią, Michałem i jego Pikusiem, Dorotą, Anią Łukaszem i całą masą wiosennie zakręconych mieszkańców.

    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata.
    Wydawnictwo Dwie Siostry

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    aktywne-czytanie-ksiazki-dla-dzieci-grupa-facebook

    Rok z Findusem

    Ten tytuł wylądował w zestawieniu, bo Findus wie, co znaczy aktywne czytanie. Przez cały rok ma jakiś pomysł na majsterkowanie, a wszelkie inspiracje wręcz wysypują się z tej książki. Ta książka ogarnia każdy miesiąc, oczywiście tym razem skupiamy się na wiosennych: hodujemy kiełki, obserwujemy dżdżownicę, robimy obrazki z fasoli, zakładamy domowy zielnik, tworzymy skarpetowych przyjaciół. Cała masa inspiracji, łącznie z domowym żabińcem.

    Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 6-10 lat.
    Wydawnictwo Media Rodzina

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Wielkanoc. Komiks i biblijne łamigłówki

    Jako miłośniczka komiksów nie mogłam pominąć tego tytułu. Naprawdę pomysłowo opowiedziana historia i w dodatku konkretnie. Jedna strona – jeden wielkanocny rozdział. A obok każdego rozdziału zadania i zagadki. Kolorowanie, zgadywanie, odliczanie, test pamięci, różnice itd. Jakie rozdziały zawiera ten komiks?

    • Jezus jest królem. 
    • Ostatnia wieczerza  
    • W Ogrodzie Oliwnym
    • Uwięzienie Jezusa
    • Ukrzyżowanie Jezusa
    • Jezus umiera na krzyżu
    • Jezus żyje!

    Najbardziej spodoba się dzieciom 7+.
    Wydawnictwo Jedność

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Każdego dnia mówię więcej. Wiosna 

    W zasadzie są to materiały edukacyjne dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, jednak w swojej zawodowej praktyce nie raz już się przekonałam, że tak opisane materiały idealnie zdają egzamin w najróżniejszych sytuacjach. I tu do akcji wkraczają wiosenne zabawy. Odrobina czytania globalnego, poznanie wiosennych wyrazów i do tego jeszcze pytania pomocnicze. To świetna książka do czytania z dziećmi w wieku 1-3, poszerzania słownictwa i ćwiczeń logopedycznych. Nie zabraknie tam też obrazków i wyrazów wielkanocnych.

    Wydawnictwo Harmonia

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Naturalne dekoracje

    Na koniec zostawiam pomysły do samodzielnego wykonania. Piękna książka pełna inspiracji wiosennych i wielkanocnych. Do ich wykonania przyda się pomoc dorosłego więc od razu jest to pomysł na wspólne spędzanie czasu. Co ważne, wszystkie te ozdoby inspirowane są naturą i jej skarbami, które można znaleźć na każdym spacerze: szyki, kawałek kory, kamienie, drewienko, piasek itd.

    Spodoba się dzieciom w każdym wieku o ile do zabawy zaangażują się też rodzice lub dziadkowie.
    Wydawnictwo Jedność

    Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki. 

    Zerkamy do wielkanocnych i wiosennych książek dla dzieci

    jak przygotować dziecko do przedszkola adaptacja webinar

    Książki dla dzieci – wiosna i Wielkanoc

    Czytanie książek o wiośnie i Wielkanocy z dziećmi ma wiele korzyści edukacyjnych.

    Po pierwsze, takie historie mogą pomóc dzieciom zrozumieć cykl przyrody i wprowadzić je w fascynujący świat zmian, jakie zachodzą w przyrodzie. Opowiadania o rozkwitających kwiatach, śpiewających ptakach i budzącej się do życia przyrodzie mogą rozbudzić ciekawość maluchów oraz rozwijać ich zmysły.

    Po drugie, książki o Wielkanocy mogą dostarczyć dzieciom wartościowych lekcji dotyczących przyjaźni, współpracy i akceptacji i tradycjach. Wielkanoc symbolizuje odradzanie się życia i radość z ponownego pojawienia się wiosny. 

    Po trzecie, czytanie takich historii wspiera rozwój językowy dziecka. Książki o wiośnie i Wielkanocy często zawierają kolorowe opisy, bogaty słownictwo oraz różnorodne sytuacje, co sprzyja rozwijaniu umiejętności komunikacyjnych u dzieci. Dodatkowo, dzięki czytaniu, maluchy uczą się koncentracji, rozwijają wyobraźnię i zdobywają nowe informacje o otaczającym świecie.

    To nie tylko sposób na dostarczenie rozrywki, ale również na rozwijanie różnorodnych umiejętności, kształtowanie wartości oraz budowanie silnych więzi emocjonalnych między dorosłym a dzieckiem.

    Cienka granica między żartem a przemocą

    Cienka granica między żartem a przemocą

    Gdzie leży cienka granica między żartem a przemocą? Sztandarowym przykładem jest dla mnie określenie „końskie zaloty”.

    Kiedy skarżyłam się rodzicom, że chłopcy zaczepiają dziewczynki w naszej klasie, od razu zauważyłam (niezrozumiały dla mnie wtedy) uśmiech na twarzy mamy i wyjaśnienie. Pewnie słyszało je wiele dziewczyn w moim wieku: Chłopcy tak pokazują, że cię lubią.

    Kilka lat temu moja córka przyszła z przedszkola z taką samą informacją i pierwsze, co mi się nasunęło, to wyjaśnienie, że pewnie się podoba temu Antkowi, skoro ją tak zaczepia. Raz mi się wyrwało i nigdy więcej, bo od razu zobaczyłam jej zdezorientowaną minę.

    Jak to mnie lubi?

    Moja reakcja (raczej zakodowana niż przemyślana) była absurdalna, bo przecież od początku uczymy dzieci, jak nazywać i rozumieć emocje, dzisiaj to oczywistość. A potem jednak, w konkretnej sytuacji, wrzucamy na minę. Skoro tłumaczymy, że lubienie okazuje się np. miłym słowem, a nie szarpaniem za włosy, to jak zrozumieć, że te końskie zaloty są OK? Co za mylący komunikat dla dziecka!

    Przyzwolenie na przemoc

    Wiem, że te końskie zaloty to z jednej strony przyzwolenie społeczne, z drugiej wręcz tradycja. Napisałam kiedyś książkę o polskich zwyczajach wielkanocnych i pamiętam, że niektóre mnie szokowały brutalnością wobec kobiet.

    Jednym z nich było smaganie dziewczyn wychodzących z kościoła wierzbowymi gałązkami. Im bardziej obita dziewczyna, tym większe powodzenie wśród chłopaków. Nie zgodzić się na takie bicie? Nooo nie, przecież wtedy będzie jasne, że z nią coś nie tak. Dlatego zgadzały się wszystkie panienki, piszcząc z udawanego zachwytu.

    Podobnie zresztą z bardziej popularnym śmigusem-dyngusem. Im bardziej oblana wodą dziewczyna, tym lepiej dla jej powodzenia i urody. Jak o tym myślę, to mi się nóż w kieszeni otwiera na te wszystkie tradycje, z których strzępami do dziś się musimy mierzyć w różnych (czasem chuligańskich) odsłonach.

    Końskie zaloty to przemoc

    Jednak nie do końca tradycji chcę się czepiać, a raczej współczesnych dorosłych, którzy dzisiaj na końskie zaloty pozwalają. Na to ciche przyzwolenie, bo jej się to przecież podoba.

    Swoją drogą, wmawianie komuś emocji, które tak naprawdę nie są jego, ma swoją odrębną nazwę i warto wiedzieć, że nie jest to niewinne „przecież widzę, że ci się podoba”.

    Przemoc psychiczna „dla dobra dziecka”. Znasz gaslighting?

    Nie musimy jednak grzebać się w dawnych tradycjach, dzisiaj przecież też na tak wiele się pozwala w ramach żartów. Pamiętam sytuację z liceum, w której w paczce zakumplowanych nastolatków chłopcy postanowili sprawdzić, czy jedna z dziewczyn ma ogolone nogi. Oczywiście już samo pytanie było dla takiego podlotka niezwykle krępujące.

    Kiedy nie chciała odpowiedzieć, postanowili, że sami sprawdzą. Jeden ją zapał, drugi podciągnął nogawkę spodni i się dowiedzieli. Wszystko na oczach całej paczki, w ramach żartu i popisu. Chłopcy wiedzieli, że to przemoc, nie uznawali jej jednak za coś więcej niż dobrą zabawę.

    To nie przemoc, ona jest przewrażliwiona!

    Dobrze znałam tę dziewczynę, wiem, jak to przeżyła, choć w trakcie zdarzenia śmiała się. Nie powiedziała, że poczuła się upokorzona i  bezradna, gdy chłopaki po prostu dotykali ją, bo taki mieli pomysł na żarcik. Powiedziała o tym tylko bliskim osobom.

    I tu właśnie do akcji powinni kroczyć dorośli, choć zdaję sobie sprawę z tego, że część powie: Jejku, jakie te współczesne dzieci przewrażliwione. Nie można nawet pożartować.

    Osobiście zgadzam się z tym, że wiele jest dzisiaj sytuacji, w których wszyscy za wszystko czują się urażeni. Jednak akurat końskie zaloty do nich nie należą. To, co kiedyś było przemilczane, powiedzmy, że dopuszczalne, dzisiaj nie ma racji bytu. I nic się nie zmieni, jeśli będziemy używać argumentów: Ja tak miałam, przeżyłam i w porządku.

    Postaw się na moim miejscu

    Wystarczy przez chwilę pomyśleć logicznie, poobserwować zachowanie własnych dzieci, żeby dojść do kilku prostych wniosków.

    Wmawianie dziewczynom, że końskie zaloty są czymś miłym, zabawnym czy dla niej ważnym, jest zwyczajnym krzywdzeniem i też przemocą. Nie zależnie od wieku dziecka, nie powinien taki komunikat padać z ust dorosłych. Zresztą chodzi o dziewczyny i chłopców, im też się nieźle obrywa w ramach żartów.

    Automatycznie wtedy dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Komu mam powiedzieć, że jest mi przykro, jak nie mamie, tacie, nauczycielowi?

    Powinnaś się wstydzić

    Wbijanie kogokolwiek w poczucie, że naruszanie osobistych granic ma ścisły związek z tym, że się komuś podoba, jest prostą drogą do ugruntowania go pozycji ofiary. Musisz się zgadzać na przemoc, inaczej nie będziesz lubiany/lubiana.

    Wykluczenie jest dla dzieci i młodzieży argumentem do przepracowania. Stawiając na szali wykluczenie (nie lubimy cię, bo się nie zgadzasz na nasze żarty) i komfort psychiczny, odpowiedź powinna być prosta. Jednak w przypadku dzieci nigdy nie jest.

    Nawet nie wie, że to przemoc

    Chłopcy i dziewczyny, którym wmówiono, że końskie zaloty są czymś zabawnym, naturalnym, stają się dorosłymi, którzy nie zauważają przemocy i godzą się na nią. Nie wiedząc nawet, że są ofiarą lub agresorem, bo przecież sprawa dotyczy obu stron.

    Chłopcy (choć bywa i odwrotnie), których głaska się po głowach, zamiast karcić za końskie zaloty, mogą nie mieć świadomości, że robią coś złego. Oczywiście, im starsze dzieci, tym więcej rozumieją, ale przecież te sprawy zaczynają się już w przedszkolu.

    Czy wtrącać się w kłótnie dzieci?

    Wychowanie przez zawstydzanie​

    Sama byłam wychowywana w środowisku, gdzie dziewczynka „powinna się z tego cieszyć”, a jak nie, to nie masz poczucia humoru. Docinki, wyśmiewanie, kompletnie nieprzemyślane żarty były na porządku dziennym. To była forma komunikacji, z którą mierzyłam się latami, żeby potem przez wiele kolejnych lat docierać do miejsca, w którym poczucie wartości zostało odbudowane.

    Wychowanie przez wyśmiewanie, którego zresztą spora część dorosłych nie zauważa w swoim zachowaniu, jest okropnym sposobem komunikacji ze światem. Więcej opowiedziałam o tym w jednym z odcinków podcastu Nie tylko dla mam >>

    Wesprzyj w odczytywaniu przemocy

    Co możemy zrobić, żeby wesprzeć dzieci w rozumieniu, że przekraczanie granic nie jest w porządku, bo to przemoc?

    Myśleć i stawiać się w sytuacji drugiego człowieka. Do rozmów z przedszkolakami polecam książkę „Słowa mogą ranić”. Pokazuję w niej, czego nie mówić, ale też jak się bronić przed napastliwością i złośliwością innych. 

    Jeśli chodzi o nieco starsze dzieci (7+), jest taka świetna książka w formie komiksu pt. „Zgadzam się albo i nie!”, w której rewelacyjnie wyjaśniono, czym jest niezrozumienie, że się przekracza granice.

    W jednym z rozdziałów mamy na obrazku dziewczynkę w stroju kąpielowym stojącą przy basenie i dwójkę innych dzieci, ubranych zwyczajnie. Biegną wepchnąć ją do basenu, bo ma na sobie strój kąpielowy, więc chce się wykąpać.

    I tu właśnie jest moment, kiedy warto włączyć myślenie. Założenie stroju kąpielowego, nie jest jednoznaczne z chęcią kąpieli. Nie ty o tym decydujesz.

    Zakładanie przez obcych ludzi, co ja chcę zrobić, co mi sprawi przyjemność, co jest dla mnie dobre, jest naruszaniem granic. To sytuacja, w której zamiast „wiedzieć lepiej” wystarczyło zapytać, czy osoba w stroju ma ochotę na kąpiel.

    Sama tego chciała

    Dzieci pewnie tego nie zrozumieją, ale dorośli mogą skojarzyć, że od takiej (absurdalnej) pewności, że dziecko w stroju chciało się wykąpać, prosta droga do założenia, że kobieta w krótkiej spódnicy prosi się o gwałt.

    Nie ma w tym ani cenią przesady, bo właśnie po to tworzone są książki pokazujące, jak szanować cudze granice, żeby można to było ćwiczyć (i rozumieć) od najmłodszych lat.

    Zgadzam się albo i nie! Jak szanować granice – swoje i cudze

    Poczuj, co jest „za bardzo”

    Bardzo niewiele uczymy dzieci słuchania własnej intuicji, bo sami też często mamy ją po prostu zagłuszoną. Wmawiamy, że „on się tylko chce pobawić” w przypadku młodszego rodzeństwa. Nie pozwalając dzieciom samodzielnie zdecydować, wsłuchać się w siebie i stwierdzić, co czuję, gdy on mnie popycha, gryzie, szczypie. I co nie jest już zabawą.

    Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule: Młodsze dokucza starszemu >>

    Stój murem za dzieckiem

    Umiejętność stawiania granic nie jest najczęściej wrodzona, to trzeba ćwiczyć i wcale nie jest to bułka z masłem. Sami nie byliśmy tego najczęściej uczeni, dlatego tak łatwo przychodzi nam powiedzieć: Pocałuj ciocię, bo będzie jej przykro.

    Zdanie reszty świata, w tym obrażonej cioci, nie jest ważniejsze niż poczucie bezpieczeństwa dziecka. Zmuszanie do uległości, kiedy dziecko jasno komunikuje, że to przekroczenie granicy, nie jest w porządku.

    Nie jestem ci winna buziaka!

    Mów jasno

    Niby proste, a jednak bardzo trudne w praktyce. Czasem wolimy się obrazić, nie odzywać do koleżanki czy partnera, zamiast jasno powiedzieć, o co nam chodzi. Skąd te skrupuły? W dużej mierze z poczucia, że on powinien wiedzieć, o co mi chodzi. To jest absurdalne w zderzeniu z przekonaniem, że nikt nie ma prawa nam mówić, co powinniśmy czuć i myśleć. Niech mi nie mówi, co myślę, ale niech wie co myślę.

    Warto uczyć dzieci od początku, żeby mówiły jasno, co im się nie podoba. Nie ze wszystkim trzeba się od razu zgadzać, ani obrażać, warto zacząć od wyjaśnień. Chodzi też o stworzenie takiego miejsca (dom), gdzie w bezpiecznych warunkach dziecko będzie mogło powiedzieć, co naprawdę czuje. Przecież to trzeba ćwiczyć latami.

    Świadomość emocji

    Jeśli tylko jest okazja, warto sięgać z dziećmi po książki lub gry związane z rozmawianiem o emocjach. Chodzi o rozumienie siebie i innych, choć w tym konkretnym przypadku skupiamy się bardziej na sobie. Co czuję? Jak się zachowuje mój organizm w takiej czy innej sytuacji?

    Czasem znajdujemy się pod ogromną presją np. te końskie zaloty i trudno do końca stwierdzić, czy to jeszcze żart, czy już przekroczenie granicy. Umiejętność czytania sygnałów własnego ciała jest w tym wypadku kluczowa. Czasem wstyd maskujemy histerycznym śmiechem, złość wygłupami itd. Wtedy zamiast asertywnie reagować na przemoc, dajemy przyzwolenie.

    Przewodnik po emocjach. Najlepsze książki dla dzieci o emocjach

    Równowaga

    W tym wypadku przypuszczam, że wiele dzieci będzie potrzebowało pomocy wspierającego dorosłego. Chodzi o uświadomienie dziecku, czy w jego kontaktach ze światem zachowana jest równowaga, w sensie dawania i brania. Czy dziecko nie bierze na siebie zbyt wielkich ilości zmartwień rodziców? Czy ma z kim szczerze porozmawiać o problemach? Czy to robi? Czy może jest tym, które więcej bierze niż daje światu. Egoista? Nie zważa na przekraczanie granic innych ludzi?

    Równowaga w tych proporcjach jest bardzo ważna, w przeciwnym razie będziemy mieli w domu dziecko nieszczęśliwe z powodu napastników z zewnątrz albo agresora, który nawet nie zdaje sobie sprawy, jak niemiło przebywać w jego towarzystwie innym ludziom.

    Jak rozmawiać o granicach

    Moim zdaniem warto zacząć od uświadomienia, czym jest dystans fizyczny, bo to można po prostu pokazać i wytłumaczyć.

    • Publiczny (około 3,5 metra i więcej) – w stosunku do osób obcych i publicznych.
    • Społeczny (około 1,2-3,5 metra) – dalsi znajomi lub obcy, z którymi rozmaimy np. urzędnik, nauczyciel.
    • Indywidualny (około 45-120 cm) – to strefa, w której dobrze się czujemy z bliskimi przyjaciółmi, dalszą i bliższą rodziną.
    • Intymny (do ok. 45 cm) – na taką odległość mają wstęp tylko nasze najbliższe osoby: rodzice, dzieci, partnerzy.
    Granice psychiczne

    Tu trudniej wyjaśnić coś dziecku, bo nie da się ich zmierzyć na centymetry. To też ważne, że one się zmieniają wraz z dojrzałością i wiekiem. Najlepiej rozmawiać z dziećmi używając plastycznych przykładów, podając konkretne sytuacje z ich życia.

    • Czy jest w twoim otoczeniu inne dziecko, które sprawia, że czujesz się źle? Jest ci przykro? Adaś żartuje tak, że chce ci się płakać? Czujesz się niekomfortowo, bo opowiada wulgarne dowcipy?
    • Marta zabrania ci mówić szczerze, co myślisz? Wśród rówieśników może to być obracanie w żart lub wyśmiewanie, gdy ktoś mówi, że nie podoba mu się np. przeklinanie czy ciągnięcie za włosy dla zabawy.
    • Masz prawo zmienić zwoje nastawienie do ludzi, z którymi kiedyś było ci po drodze. Jeśli ktoś z paczki zaczyna przekraczać granice, nie obowiązuje wobec niego lojalność. Nie trzeba na siłę się z nim spotykać, bo kiedyś się kumplowaliście. To samo dotyczy towarzystwa wpędzające w poczucie winy lub inny rodzaj agresji psychicznej.
    • Ufaj intuicji, jeśli czujesz, że w czyimś towarzystwie nie wszystko jest w porządku, to jest OK. Wsłuchaj się w siebie, obserwuj. Czasem sygnały niewerbalne dają nam znać, że ktoś nie jest szczery, zanim jeszcze widać to w bezpośredni sposób.
    • Oczywiście, że każdy ma prawo wyrażać uczucia, ale nie może to być robione w sposób destrukcyjny. Nie musisz więc zgadzać się na to, żeby koleżanka wyżywała się na twoim plecaku, bo ma problemy z nauczycielami. Reaguj stanowczo, zanim zabrnie zbyt daleko.

    Słowa mają moc

    Kilka konkretnych przykładów na koniec, jak zacząć zdanie, żeby miało szansę dotrzeć jako jasny komunikat. Pewnie w wielu sytuacjach zdarzy się, że dziecko spotka się z kontrą lub oczekiwaniem, że zacznie argumentować swoje (niewygodne dla agresora) stanowisko.

    Za wyrażeniem zdania, niezadowolenia, asertywnym zwróceniem uwagi, wcale nie musi iść tyrada i tłumaczenie, dlaczego czuję to co czuję. Stawiam granicę i od ciebie zależy, czy je uszanujesz. Nie możesz jednak powiedzieć, że nie wiedziałeś, nie rozumiałeś.

    • Nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz.
    • Nie podoba mi się twój żart.
    • Nie życzę sobie, żebyś mnie dotykał.
    • Nie mam teraz ochoty na wygłupy.
    • Proszę, szanuj, że włożyłam w to masę pracy.

    Często też w takich sytuacjach znajduje się jednak przestrzeń do wyjaśnień i dyskusji, to zależy od obu stron. Warto żeby dziecko miało świadomość, że asertywność nie ma związku z tłumaczeniem. Nie ono zawiniło w tej sytuacji.

    Zachęcanie do czytania książek… czy może zniechęcanie?

    Zachęcanie do czytania książek… czy może zniechęcanie?

    Zachęcanie do czytania książek bywa trudnym zadaniem. Zanim na dobre zaczniemy rozkręcać się z oczekiwaniami (tak, to cudownie, jak dziecko chętnie sięga po książki), zerknijmy na to, co zniechęca. Czasami dorośli robią to niechcący.

    Do trafnej diagnozy wystarczy kilka pytań i szczerych odpowiedzi na temat naszego (dorośli) stosunku do książek i czytania.

    Nauka czytania to proces

    Czy da się to jakoś bezboleśnie załatwić? To zależy… Powiedziałabym, że nauka czytania to proces, który może (choć wcale nie musi) się rozpocząć już w pierwszych miesiącach życia. Pisałam o tym choćby w artykule o zabawie w czytanie globalne >>

    Jak zachęcić do czytania?

    Najczęściej, z tym pytaniem męczą się rodzice starszych dzieci. Tych, od których nauczyciele (i świat)  w y m a g a j ą  czytania. Albo tacy, którzy lubią czytać, a z jakiegoś powodu ich dzieci unikają książek. Nie każdy lubi i to jest jasne. Niestety, spora liczba dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie lubi czytać i nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

    To drugie z kolei bardzo utrudnia naukę. Ogólnie przyswajanie wiedzy zawartej w książkach. Jasne, że jeśli nie rozumie się czytanego tekstu, trudno go zapamietać lub osadzić w skojarzeniach, wykorzystać do zdobywania wiedzy. I tu się zaczynają schody.

    Dlaczego dzieci nie lubią czytać?

    Jest naprawdę bardzo wiele przyczyn. Piszę o nich ponieważ mogą dać do myślenia rodzicom, którzy jeszcze nie stoją przed tym problemem, choć niedługo może się okazać, że jednak czytanie to wyzwanie.

    Ciekawie

    Nieciekawe książki to jest spory problem. Zwłaszcza kiedy do gry wchodzą lektury szkolne, a dziecko wcześniej nie miało z książką po drodze. Wtedy zaczynają się kłopoty, bo mały człowiek nieprzyzwyczajony do czytania, szybko się męczy na myśl o lekturze.

    Nie ten temat

    Lektury bywają nieciekawe – to inna sprawa. Nie mam nic do kanonu, jednak nie każdy musi szaleć za Plastusiem (przepraszam, Plastusiu, bo ja cię kocham bardzo), tak samo jak nie każdemu podobają się przygody Dzieci z Bullerbyn. O gustach się nie dyskutuje, tylko akceptuje.

    Wzrok

    Kłopoty ze wzrokiem, tak po prostu. Znam przypadki kiedy dzieci nie mogły skupić się na czytaniu dłużej niż kilka minut. Wszystko zrzucano na karb ADHD i niecierpliwości, a tak naprawdę po prostu nie widziały liter. Jak litery skaczą, to dziecko nie zawsze potrafi powiedzieć, że ma kłopoty ze wzrokiem. Po prostu nie lubi czytać i już.

    Zniechęcenie na starcie

    Zniechęcenie do czytania po wcześniejszych naciskach. To problem zbyt ambitnych rodziców, którzy z kolei bardzo chcieli mieć wcześnie czytające dziecko. O takich ambicjach pisałam już kiedyś w artykule na temat wczesnego czytania >>

    Faktycznie, wygórowanymi oczekiwaniami można dziecku zrobić krzywdę. Brak gotowości maluch komunikuje na wiele sposobów. Tylko trzeba chcieć słuchać.

    Uzależnienie od ekranów

    Może nawet nie uzależnienie, ale komputer/telefon na wyciągnięcie ręki i dowolną ilość czasu. Jeśli komputer (telefon, iPad itd.) są w rękach dziecka częściej niż książka, nie ma raczej mowy o tym, żeby czytanie wygrało z graniem.

    Bywają wyjątki od reguły, ale to naprawdę rzadkie okazy. Więcej o zarządzaniu ekranami przeczytasz w artykule Jak oderwać dziecko od ekranów i nowoczesnych technologii >>

    Słowo-klucz w tym wypadku (bo generalnie nie jestem przeciwniczką korzystania z nowoczesnych technologii) to równowaga.

    Kara lub szantażyk

    Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, czytanie to bardzo powszechny rodzaj kary. Właśnie za karę dzieci dostają do czytania książki.

    Jakie ma być nastawienie człowieka do lektury, jeśli to czynność, którą należy wykonać za karę? I to jeszcze czasem za to, że np. zbyt długo grało na komputerze. Komputer kontra książka to złe zestawienie. Złe, ze względu na zachęcanie do czytania.

    Tak samo jak „motywacja” w stylu: Jak nie przeczytasz jednego rozdziału lektury, to nie ma grania. Rozumiem zamysł, ale warto go wcielić w życie innymi słowami. Piszę o tym przy ustalaniu reguły 10 minut dziennie, w artykule o zachęcaniu do nauki czytania i ogólnie do czytania (link na dole).

    Przykład

    Nie ma przykładu z góry, to nie ma rekacji na dole. Jeśli jesteś rodzicem, który mówi, że czytanie jest ważne, a sam tego nie robi, nie wymagaj za wiele od dziecka. Kiedy dziecko nigdy nie widzi cię z książką w ręku (brak czasu i zmęczenie to wymówka, jak każda inna), nie oczekuj żeby za tą czynnością szalało.

    To nie jest towar pierwszej potrzeby

    Jasne, że i tu trafiają się wyjątki. Jednak ogólnie, lepiej przyjąć, że przykład idzie z góry. Tak samo jak mówienie o książkach. Jeśli w domu kupowanie książek i czytanie jest uważane za rozrywkę dla kujonów i bogaczy, nie dziw się, że dziecko nie che czytać.

    Ta wymówka jest zresztą prawdziwą porażką komunikacyjną, bo przecież w niemal każdym mieście (a często i na wsiach) dostępne są biblioteki publiczne, gdzie książek na wyciągnięcie ręki, jest pod dostatkiem.

    Dysfunkcje

    Trudności innej natury np. dysleksja. To już sprawy do zdiagnozowania. Najczęściej dysleksja idzie w parze z różnymi innymi zaburzeniami, które da się wykryć już nawet w przedszkolu. Na pewno od początku szkoły. A nawet we wczesnym dzieciństwie, bywają zauważalne jej oznaki. Pisałam o tym nieco więcej w artykule o objawach dysleksji (nie mylić z diagnozą).

    Wprawdzie (na papierze z poradni) do końca czwartej klasy jest to podejrzenie dysleksji, ale nauczyciele już powinni interweniować. Dyslektycy nie lubią czytać książek, ale tylko dlatego, że jest to bardzo trudna do wykonania dla nich czynność. Nie ma to nic wspólnego z lenistwem, niechęcią czy stosunkiem do książek. I w tym wypadku często ratunkiem są audiobooki dla dzieci.

    Zachęcanie do czytania

    Nie zostawię oczywiście tematu bez podpowiedzi związanych z zachęcaniem do czytania, zwłaszcza dzieci stojących na początku czytelniczej drogi. Napisałam na ten temat osobny artykuł na blogu Aktywne Czytanie. Zostawiam 15 konkretnych podpunktów, które mogą pomóc odczarować niechęć do czytania.

    15 sposobów na zachęcanie dziecka do nauki czytania >>

    Dlaczego dziecko powinno się nudzić?

    Dlaczego dziecko powinno się nudzić?

    Każde dziecko powinno się nudzić, choć oczywiście w odpowiednich dawkach. Ostatnio rozmawiałam z pewną zaniepokojoną mamą o tym, że jej dziecko jest wycofane. Zapytałam, dlaczego tak uważa? Jej odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła. Uznała, że dziecko jest wycofane, bo powiedziało, że nie chce nigdzie wyjeżdżać na wakacje. (więcej…)

    Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

    Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

    Konsekwencje braku bliskiej relacji z dzieckiem. Jak je rozpoznać i co zrobić?

    Relacje rodzinne to temat, który zawsze budzi emocje. Jak dobrze je budować? Czy nasze codzienne wybory mają znaczenie dla przyszłości naszych dzieci?

    W najnowszym odcinku naszego podcastu zajęłam się wpływem bliskiej więzi z dzieckiem na jego rozwój i konsekwencjami jej braku. 

    Dlaczego bliska relacja z dzieckiem jest kluczowa?

    Rodzina to pierwsza szkoła życia, bo tutaj dzieci uczą się, czym jest miłość, akceptacja, bezpieczeństwo i zaufanie. Bliska, pozytywna więź z rodzicami to nie tylko ciepłe wspomnienia, ale przede wszystkim fundament zdrowej samooceny i umiejętności społecznych.

    Dzieci, które czują się kochane, akceptowane i ważne, lepiej radzą sobie z wyzwaniami emocjonalnymi i społecznymi. Budują pewność siebie i uczą się rozumieć swoje emocje, co przekłada się na zdolność budowania zdrowych relacji z innymi.

    A co, jeśli tej bliskiej więzi zabraknie?

    Brak bliskiej relacji z rodzicem lub opiekunem może mieć poważne konsekwencje dla dziecka.

    • Niska samoocena. Dzieci, które nie czują się ważne dla swoich rodziców, mogą dorastać z poczuciem, że muszą zasłużyć na miłość lub że nie są wystarczająco dobre.
    • Problemy w relacjach z rówieśnikami. Bez doświadczenia bliskości w domu dzieci mogą mieć trudności w budowaniu zdrowych relacji z innymi. Mogą być nieśmiałe, zamknięte lub, przeciwnie, reagować agresją.
    • Zaburzenia emocjonalne. Lęk, depresja czy trudności z radzeniem sobie ze złością mogą wynikać z braku emocjonalnego wsparcia.
    • Problemy w nauce. Brak poczucia bezpieczeństwa wpływa na koncentrację i motywację do nauki.
    • Trudności w dorosłych związkach. Dorosłe dzieci mogą unikać bliskości lub stać się nadmiernie zależne od innych, nie umiejąc zbudować równowagi w relacjach.

    Nie zawsze jest łatwo być rodzicem. Życie w ciągłym biegu, stres związany z pracą czy obowiązkami domowymi, a także brak wzorców z dzieciństwa mogą utrudniać budowanie głębokiej relacji z dzieckiem.

    Jeśli sami nie doświadczyliśmy w dzieciństwie bliskości, możemy czuć się zagubieni w tej roli. Ale dobra wiadomość jest taka – wszystkiego można się nauczyć!

    Jak budować bliską relację z dzieckiem?

    • Codzienny czas z dzieckiem. To nie muszą być wielkie gesty – wystarczy wspólne czytanie, rozmowa czy zabawa. Regularność jest kluczem.
    • Uważne słuchanie. Dzieci chcą czuć, że ich słowa są ważne. Słuchajmy ich z uwagą, bez oceniania.
    • Fizyczna bliskość. Przytulanie, trzymanie za rękę, a nawet zwykła obecność w tym samym pokoju buduje poczucie bezpieczeństwa.
    • Rozmowy o emocjach. Uczmy dzieci nazywać i wyrażać swoje uczucia, pytajmy: „Jak się czujesz?” i pokazujmy, że wszystkie emocje są w porządku.
    • Wspólne aktywności. Spędzajmy czas na świeżym powietrzu, gotując, grając w gry – te chwile zostają z dziećmi na całe życie.

    Warto próbować

    Nie ma idealnych rodziców ani idealnych relacji. Ale nawet małe kroki, które podejmujemy każdego dnia, mogą mieć ogromne znaczenie dla naszych dzieci. Bliskość, uwaga i ciepło to inwestycja, która przynosi owoce przez całe życie.

    Z radością daję znać, że sponsorem tego odcinka podcastu jest firma Persempra. Koniecznie zerknijcie, jak ułatwiają życie tworząc tkaniny na meble.

    Nudzę się, mamo! Znasz ten świetny sposób na nudę?

    Nudzę się, mamo! Znasz ten świetny sposób na nudę?

    Nudzę się! To tekst, który dobrze znają rodzice, bo dzieci często go powtarzają. Wydaje się, że nuda nie jest zjawiskiem pożądanym, bo generuje tzw. marudzenie. Samemu marudzeniu poświęciłam jeden cały rozdział w ksiązce pt. Trudne tematy dla mamy i taty.

    Dziecku nuda nie musi się kojarzyć z czymś przyjemnym, choć może. Dorośli jednak mogą też pokazać, jak można nudzić się w sposób twórczy. (więcej…)