Jak nie krzyknę, to nie posłucha! Wiele razy to słyszałam i mówiłam o krzyku na blogu Nie Tylko dla Mam. Krzyk bywa irytujący, choć czasem jest potrzebny. Jednak nie ma dzieci, które po prostu lubią, gdy rodzic krzyczy.
Dzieci przychodzą na świat, krzycząc i to jest ten krzyk, na który mamy i ojcowie (jeśli byli przy porodzie) czekają z zapartym tchem. (więcej…)
Rodzicielski horoskop na kolejny rok. Postanowienia, obietnice, przemyślenia i podsumowania. Chciałby człowiek choć trochę wiedzieć, co go czeka przez najbliższe 12 miesięcy, dlatego przygotowałam horoskop dla rodziców. 🙂
Zabawię się we wróżkę i podpowiem, co się wydarzy w twoim życiu w najbliższej przyszłości. To bardzo wyjątkowy horoskop 2026.
Roczniak w domu – horoskop rodzicielski
Czeka cię z pewnością ból w krzyżu. Dużo schylania za sprawą nauki chodzenia. Pierwsze kroczki i kolejne, a ty zgięta w pałąk i bardzo zadowolona. Docenisz małe szczęścia, te krótkie, ulotne chwile, kiedy będziesz jednak wyprostowana. Twój kręgosłup najbardziej je doceni.
Będziesz się też realizować w sporcie. Biegi na przełaj za coraz szybciej uciekającą pociechą. I zaczniesz dużo negocjować. Bo świat z perspektywy roczniaka to jeden wielki plac zabaw, na którym właściwie nie istnieją zagrożenia. Można biec, to biegnę. Co z tego, że za chwilę schody? Dam radę! Kałuża? Hura!
A ty przewidujesz, biegasz, podnosisz, otrzepujesz, przewidujesz, biegasz i tak cały dzień, i cały rok. Codzienny trening pozwoli jednak na zrzucenie pozostałości po ciąży (o ile oczywiście cokolwiek masz do zrzucenia).
Proponuję też uzbroić się w cierpliwość, bo dziecko wchodzi w okres rzucania i podnoszenia zabawek. Tak, to taki czas, w którym rzuca i podnosi, rzuca i podnosi. Można więc mówić o niejakiej stabilizacji w życiu. Nie pomylisz jednak tej stabilizacji z nudą. Nic z tych rzeczy. Więcej o tym napisałam w tym artykule: Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką. Znasz to? >>
Bo roczniak, to mały obserwator rzeczywistości, który jednocześnie już trochę chce być bardzo samodzielny. Jakby mógł, to by sobie pieluchę sam przebrał. Ale nie może, o czym stanowczo komunikuje. Ale nie mówi, za to sporo krzyczy, kiedy chce zwrócić twoją uwagę. Taki ma sposób komunikacji ze światem. 🙂
Komuś patrzącemu z boku, kolejna przepowiednia może się wydać dziwna, bo… dziecko krzyczy, a ty szczekasz. Bo tak właśnie będzie cały ten rok. Pokazujesz pieska i szczekasz, pokazujesz kurę i gdaczesz, pokazujesz żabę i kumkasz.
Zdobędziesz nowy zawód (oprócz sprintera, który już pewnie masz). Zawód tłumacza – on też ma swój urok. Dwulatek intensywnie uczy się mówić, jednak ostatecznie porozumiewa się z otoczeniem w języku zrozumiałym wyłącznie w dla siebie (i ciebie). A że ma dużo do powiedzenia i chętnie nawiązuje relacje, będziesz miała ręce pełne roboty.
Przyjmiesz też wiele słodyczy w postaci całusków, przytulasków i ukochasków ze strony twojego dwulatka. Bo one są takie bardzo przytulaśne, zwłaszcza wobec mam. Od takich słodyczy nie przytyjesz, bo to są przecież biegające i nawet uciekające słodycze, więc nadwaga nikomu nie grozi. 😉
Horoskop mówi, że zdobędziesz nowego przyjaciela. W waszym domu zagości nocnik. Zapewne nie od razu wejdzie w łaski dwulatka. Może to kwestia zazdrości, kiedy rodzice zachwalają, że taki super, piękny, praktyczny, że powinien się spodobać. Za co oni tak kochają ten nocnik? Nie podoba się i już!
Cała prawda o dwulatku
Oprócz zmagań nocnikowo-pieluszkowych, szykuj się też na wojnę. Pociecha pokaże, że ma swoje zdanie, granice i że mu się nie podoba. Ma do niego pełne prawo, a ty masz prawo do tego, żeby ci się to nie podobało (tak, jak jemu nocnik).
W tym roku po prostu zmieniacie kierunek jazdy. Już nie masz w domu „uległego” bobaska, ale ciekawą świata, rozumną istotę. Słodką i jednocześnie momentami gorzką. Przeczytaj więcej o tym, jak się z nią porozumieć: Cała prawda o dwulatku >>
To, że masz w domu pępek świata, to już od dawna wiesz. Tylko teraz to do pępka dociera ze zdwojoną siłą. Wszystko jest ja, moje, dla mnie. Trzylatek często mówi o sobie w pierwszej osobie i w ogóle często ze sobą rozmawia.
Na początku trzeciego roku życia malec chętnie będzie się bawił z innymi dziećmi. Może nawet na chwilę podzieli się z którymś zabawką? Jeśli nie, to zerknij na wpis: Jak nauczyć dziecko dzielenia się zabawkami? >>
Im dalej w las tym trochę trudniej, bo z otwartego na wszystko dziecka (jedzenie, koledzy, obcy), powoli zacznie się zamienić w dość lękliwego malucha.
Jest to o tyle kłopotliwe, że wtedy zaczyna przygodę z przedszkolem. Jeśli więc posyłasz pociechę do tej instytucji, czeka was po prostu rewolucja. Ale na szczęście nie weźmie cię z zaskoczenia, jeśli przeczytasz artykuł: Przygotowanie dziecka do przedszkola… zacznij od siebie, mamo! >>
Poczucie bezpieczeństwa
Najważniejsze jest zadbanie o dobre samopoczucie i poczucie bezpieczeństwa trzylatka, który traci na odwadze i animuszu. Wcześniej pędził do każdego obcego, a teraz nawet na mniej znaną ciocię reaguje dość alergicznie. Inne dzieci? Może są i fajne, ale tylko pod warunkiem, że nie muszę zostawać z nimi sam w przedszkolu na kilka godzin.
Horoskop nie kłamie, czeka cię w tym roku poważna operacja – oderwanie od maminej spódnicy połączone z odcięciem pępowiny. Jeśli się dobrze do tego przygotujesz, to i trzylatek udźwignie temat bez problemu. Co z tego, że nadal jest to jeszcze dość nieporadny, bardzo przytulaśny, całuśny maluszek?
Daliście radę z nocnikiem, dacie i z adaptacją przedszkolną >>. A duma z tego, że sobie coraz lepiej samodzielnie radzi, wynagrodzi wszystkie pooperacyjne bóle i wszystkie nieprzespane noce.
Jakie nieprzespane noce? Oj, będzie ich trochę. Bo trzylatek jest jedną wielką emocją. Jeśli zaserwujesz mu w ciągu dnia za wiele przeżyć, to jest niemal pewne, że będzie się budził z płaczem w nocy. Nawet jeśli te przeżycia były miłe.
Może też zacząć bać się ciemności. A nie ma lepszego lekarstwa na nocne strachy, niż zawołanie rodzica.
Może ci się przez chwilę wydawać, że czekają cię wakacje, że nareszcie odetchniesz, bo to już najczęściej pełną gębą przedszkolak. Sam sika, sam zajada, sam się próbuje ubrać, zaczyna się robić bardzo samodzielny i niezależny zarazem. Okres adaptacji pewnie za wami.
Dziecko w znanej, lubianej sytuacji zaczyna odkrywać, że nie jest jednak jedynym pępkiem świata. I zaczyna się przeciwstawiać takiej sytuacji. Krzyk, bunt, agresja w różnej postaci. Ale to tylko jak się wkurzy.
Ale są i dobre wieści, faktycznie na jednym polu odetchniesz. Jest duża szansa, że po tych wszystkich chorobach, które musiał przejść trzylatek witający się z przedszkolem, w tym roku będzie lepiej. Znacie już wszystkie zarazki, a dziecko potrafi mniej więcej powiedzieć czego chce, czy coś je boli.
Ciekawski 4-latek
Zdobędziesz też w tym roku nową przyjaciółkę o imieniu Encyklopedia. Maluch bowiem zacznie jakieś 1242542667 razy dziennie zadawać pytanie „dlaczego?”. A ty, jako najmądrzejsza osoba na świecie, będziesz zobligowana do podejmowania próby odpowiadania na nie. I to w sposób zrozumiały dla czterolatka, choć tego w żadnej encyklopedii nie podają na tacy.
Nie, no jasne, nie musisz znać odpowiedzi na każde pytanie. Tylko musisz nauczyć dziecko, że warto poszukiwać, jak i gdzie jej szukać. To bardzo ciekawy rok, bo można się dowiedzieć naprawdę wielu rzeczy o świecie. Pomoże ci w tym na pewno zestawienie: 80 książek dobranych do wieku i potrzeb dziecka >>
Czterolatek uważa, że jest panem świata i siłuje się z nim na rękę przy każdej okazji. A że najczęściej całym światem są rodzice, to im się obrywa. Maluch prowokuje kłótnie, bywa wściekły, jak głodna wiewiórka.
Ale nie wkurza się z niemocy, bardziej właśnie po to, by sprawdzić, na ile może sobie pozwolić, ile ma siły i gdzie ten cały świat ma granicę. Nic się nie martw: zen, spokój i jeszcze raz zen, bo masz ode mnie: 30 niezawodnych sposobów na uspokojenie dziecka >>
Jeśli myślałaś, że pierwsze przekleństwa z ust słodkiej pociechy usłyszysz gdzieś w gimnazjum, to horoskop podpowiada inaczej, w tym roku niespodzianka. Spodziewaj się brzydkich słów, które także są elementem sprawdzania, co masz do powiedzenia w najróżniejszych sytuacjach, więc znowu nie daj się zaskoczyć: Jak reagować kiedy dziecko przeklina? Wiele zależy od wieku! >>
Zaplanuj sobie dużo czasu na spacery i ogólnie aktywności na świeżym powietrzu. Bo pięciolatek uwielbia ruch, a przecież najzdrowiej na dworze. Skacze, biega, podrzuca, wspina się, żywe srebro, nie usiedzi na miejscu.
Jeśli chcesz go czegoś nauczyć, rób to w ruchu. Wiersza, piosenki, życzeń dla dziadka. To wszystko można zrobić w ruchu. Nawet pewne reguły wbijać do głowy lepiej podczas spaceru niż przy poważnej rozmowy na kanapie.
Pięciolatek bywa samochwałą, ale przecież ma ku temu powody. Potrafi się samodzielnie ubrać, zjeść, porozumieć z otoczeniem. To co, brawa się nie należą? Domaga się wciąż dodatkowych wyzwań, więc przygotuj się na eksperymenty. Dzięki nim najłatwiej i najchętniej poznaje świat. Zatem w tym roku otworzysz pracownię chemiczną. Najpewniej w kuchni albo łazience. Ale eksperymenty na dworze to też łakomy kąsek dla chłonnego mózgu pięciolatka.
Możesz liczyć na stabilizację w kwestii zadawania pytań, horoskop się nie myli. Nie zabraknie ich w tym roku. Będzie ich dużo i coraz więcej. Podobnie, jak było u czterolatka, tylko więcej. Dojdą też dodatkowe pytania z serii „dlaczego”, takie można powiedzieć uściślające np. „Dlaczego muszę robić, co mi każesz?”, „Dlaczego muszę sprzątnąć to błoto ze ściany?”, „Dlaczego przeszkadzają ci moje buty na środku stołu?”
Pięciolatek i przyjaciele
I te tabuny przyjaciół w domu. Tak, oni bardzo brudzą, hałasują i wprowadzają zamieszanie. Ale dzięki nim dziecko zdobywa wiele cennych umiejętności społecznych. Ciesz się, kiedy dziecko ma wielu kolegów dookoła i ucz, jak być dobrym przyjacielem >>
Przy tym układzie gwiazd, twoja rola często sprowadzać się będzie do kucharki i sprzątaczki po dziecięcej zabawie. Przyuczaj też do tych zawodów dziecko. Nie pozwól zwalić wszystkiego na twoje barki! Dziecko jest na tyle duże i sprawne, że powinno ci pomagać w sprzątaniu i prostych czynnościach w kuchni (gdzie wciąż można eksperymentować).
Zamienisz się również w nauczycielkę, bo to powoli czas na naukę liter, jeśli oczywiście pociecha wykazuje tym zainteresowanie. A jeżeli nie tym, to pewnie wykona zwrot w stronę zabaw plastycznych. Szykuj się więc na odlepianie z dywanu wdeptanej plasteliny, zaschniętą modelinę w kieszeniach, wszędzie upchnięte skrawki papieru i oczywiście znakomicie wystylizowane nożyczkami i farbą firanki w salonie.
Rok pełen wyzwań. Z w miarę spokojnego pięciolatka dziecko przeistacza się w labilnego emocjonalnie potworka. Zatem większą część roku spędzisz na wesołym miasteczku, konkretnie na rollercoasterze. I nic na to nie poradzisz, musisz wspierać, a ja wspieram ciebie, dlatego napisałam ten artykuł: Jestem matką Godzilli! A nie, to tylko sześciolatek >>
Sześciolatek nie potrafi się zdecydować. Nie wie, czy chce mu się pić, czy powinien wychodzić z domu w dwóch różnych skarpetach, czy jest fajny, czy smakują mu jego ulubione potrawy. Bywa to powód do płaczu.
Jest jednocześnie zuchwały, odważny i ciekawy świata. Taka mieszanka będzie trudna do zniesienia. Będziesz miała do czynienia z czymś w rodzaju „buntu dwulatka”, tylko gorzej, bo bardziej świadomego, potrafiącego odpyskować, godzinami dyskutować, a nawet zakląć pod nosem. Mogą się też zdarzyć histerie: Taki duży, a nadal wpada w histerię! Dlaczego to się zdarza 5-7 latkom? >>
W tym roku będziesz wrogiem. Rodzic będzie winny niepowodzeń, ograniczania wolności, narzucania zakazów i reguł. Nawet nie myśl o wkupieniu się w łaski pociechy zrezygnowaniem z tych reguł i konsekwencji. Tłumacz cierpliwie i na swój sposób ciesz się. Bo jeśli dyskutuje, to walczy o swoje, uczy się argumentować, to cenny kapitał na przyszłość.
Będzie się na tobie wyżywał, a ty wszystko dzielnie zniesiesz. To nie znaczy, że masz pozwolić na brak szacunku. Jesteś po prostu bezpiecznym buforem. Czy znajdzie gdzieś na świecie lepszego sparingpartnera? Nigdy! Koniecznie posłuchaj tego odcinka podcastu: Nie musisz się ze mną zgadzać >>
Sporo tego? To nie koniec. Twój sześciolatek będzie w tym roku bardziej hałaśliwy niż zazwyczaj (tak, to możliwe). Będzie przy tym nastawiony przyjacielsko do rówieśników, polubi sportową rywalizację.
Teraz wyobraź sobie piątkę tych rówieśników w odwiedzinach u swojego dziecka i… zrób wszystko, by zapraszać ich w mniejszych ilościach. Nie chodzi tylko o to, że sześciolatki są ciągle głodne, że pochłaniają każdą ilość jedzenia. Chodzi o poziom hałasu i o to, czy po prostu lubisz swój dom. Jeśli chcesz go zachować w całości, nie zapraszaj ich w nadmiernej ilości. 😉
W tym trudnym roku twoje dziecko da ci też wiele powodów do dumy. Pewnie zacznie uczyć się czytać, z pewnością poradzi sobie przy nauce zawiązywania sznurowadeł. Można też będzie z nim pogadać o najróżniejszych, często bardzo filozoficznych, sprawach. Ale huśtawka nastrojów to jedyny pewnik, który cię czeka w tym roku. Twoich i jego nastrojów rzecz jasna.
Siedmiolatek w domu – horoskop rodzicielski
Jeśli od czasu do czasu zastanawiasz się, jak to będzie mieć kiedyś w domu nastolatka, to siedmiolatek da ci mały przedsmak tego, co cię czeka. Nie, nie ucieknie z domu, nie zacznie palić papierosów, tu chodzi o potrzebę izolacji i poczucia wolności.
Nie można mu odmówić równowagi, zwłaszcza w porównaniu z tym, co przeszłaś z sześciolatkiem. Teraz dziecko zacznie oddalać się, zwłaszcza od dorosłych, zamykać się w sobie (i w swoim pokoju). Potrzebuje kawałka świata tylko dla siebie. Twoją rolą będzie ogarnąć tego małego ponuraczka i dać odrobinę swobody.
Tak, będzie w tym roku z wami mieszkał ponuraczek, bo siedmiolatek ma skłonności do narzekania i widzenia świata w ciemniejszych (może niezupełnie czarnych) barwach. Ważne jest wsparcie rodziców, ale właśnie z tym dyskretnym dystansem.
Bo to już próg nowego etapu, stabilizacji emocjonalnej, zupełnej samodzielności, wejścia w „dorosłość”. Wykorzystaj to i przydziel na stałe domowe obowiązki, zachęć do wspólnych prac np. odkurzanie, wyrzucanie śmieci, o czym pisałam w artykule: Obowiązki domowe. Dawać czy nie dawać? >> W tym wieku dziecko potrafi się skupić nie tylko na zabawie, ale też na konkretnych zadaniach czy nauce.
Wrażliwy siedmiolatek
Jednak będzie wobec siebie mocno (czasem za mocno) krytyczne, co w starciu z nowym wyzwaniem, jakim będzie szkoła, może być problemem. Ale przecież nie dla was. Jeśli pokażesz dziecku, że jest kochane, że nie zawsze musi być najlepsze, że na początku ma prawo coś się nie udawać, to dacie radę. Zerknij tutaj: Jak przygotować dziecko do pierwszej klasy. Nie tylko wyprawka >>.
Rodzic już nie jest jedynym autorytetem, dlatego – bardziej przykładem niż dobrą radą – będziesz musiała udowodnić, że ćwiczenia i powtarzanie nawet nudnych czynności, przynoszą efekty. I to dość szybko. To ważne, bo siedmiolatek ma tendencję do poddawania się już na starcie, po pierwszej porażce. Zatem rola, w którą wcielać się będziesz dość często w tym roku, to cheerleaderka. Mam na to wyjątkowy sposób, który opisałam tu: Dlaczego codziennie pytam córkę o jej największą porażkę? >>
To co możesz zrobić dla swojego dziecka, to rozumieć i obserwować, reagować tylko na wyraźną prośbę. Ważne jest dla siedmiolatka, by miał szansę samodzielnie działać i rozwiązywać problemy. Dlatego w tym roku, pewnie uruchomisz ze zdwojoną siłą dział kreatywny i sportowy.
Podróżowanie będzie dla pociechy wspaniałym prezentem. Nie musi to być od razu koniec świata. Na pewno w pobliżu twojej miejscowości jest wiele wartych zwiedzania miejsc. A najlepsze będą wycieczki z udziałem rówieśników – pierwsze biwaki, wypady na ryby, buszowanie po sklepach. Kontakt z rówieśnikami w szkole i poza nią, jest bardzo ważny w tym roku.
Ośmiolatek w domu – horoskop rodzicielski
Znowu możesz odetchnąć, bo powraca stan równowagi i pewności siebie. Teraz dziecko skupione jest bardzo na szkole, nauce i przyjaciołach. Ważne jest dla niego bycie akceptowanym w klasie, dlatego warto pomóc pielęgnować przyjaźnie, zapraszając kolegów do domu. Jeśli z tą akceptacją są problemy, to sięgnij pod artykułu: Akceptujesz swoje dziecko takie jakim jest? To zdecydowanie za mało. I co teraz? >>
Powróci (z czeluści zamkniętego pokoju) twoje ukochane dziecię, które nawet zacznie się trochę kleić do stęsknionej mamy. Nastąpi lekki powrót do maleńkości, wielka potrzeba bliskości. Ale to przecież przyjemność w czystej postaci. Tylko, że to już nie maluszek, ale potrzebujący ruchu uczeń, zuch, odkrywca świata.
Odważny ośmiolatek
Może się zdarzyć, że w tym roku twój dom zamieni się w jedno wielkie muzeum. Ośmiolatki bardzo lubią kolekcjonować różne rzeczy. Kartki pocztowe, znaczki, jakieś zabawki, figurki, kamienie, puszki. Trudno przewidzieć co to będzie w waszym przypadku. Bardzo możliwe, że jakaś seria bajkowych figurek. Bo dzieci w tym wieku przepadają za oglądaniem bajek w telewizji (tak, w młodszych latach też, ale to zaczyna mieć nieco inny wymiar). Warto na to pozwolić (oczywiście w granicach rozsądku), bo dbanie o swoją kolekcję ma wiele plusów. Uczy sumienności, dokładności, dbania o swoje rzeczy.
Ogólnie będziesz miała rok z odważnym, ciekawym świata dzieckiem. Pamiętaj jednak, że strachy nie śpią. Mimo, iż ośmiolatek odróżnia zazwyczaj fikcję od rzeczywistości, to bywa, że łatwiej go przestraszyć niż dwu-, trzylatka. Dlatego uważaj na to, jakie bajki czy filmy ogląda. Jeśli jest przyssany do i’Pada czy komputera, a ciebie to zaczyna niepokoić, to działaj. Najpierw jednak przeczytaj: Jak oderwać dziecko od ekranów? >>
Masz w domu bardzo wrażliwą istotę, dlatego częściej mogą pojawić się łzy. Takie wzruszenia, nie smutku. To czas kształtowania się moralności w twojej małej istocie. Jeśli więc robi coś „złego”, to raczej z pełną świadomością konsekwencji i powagi czynu. A jeśli ma potrzebę czynienia dobra, to kibicuj mu w tym i pomagaj. Bo to dopiero wczesny etap odkrywania moralności. Ważny dla kształtowania charakteru w przyszłości.
Komunikacja z dziećmi jest kluczem do budowania silnych więzi opartych na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu. To coś więcej niż tylko rozmowa. Czy da się to zrobić bez krzyku?
Zmiana zachowań w konkretnych sytuacjach opiera się na zaufaniu. To umiejętność słuchania, rozumienia emocji dziecka, akceptacji jego uczuć oraz przekazywania jasnych i prostych komunikatów.
Ten odcinek powstał dzięki wspaniałej współpracy z firmą PERSEMPRA.COM – specjalistami od pięknych tkanin obiciowych, które są łatwe w czyszczeniu! Ich motto to proste: rodzic ma skupić się na budowaniu więzi z dzieckiem, a nie na martwieniu się o plamy czy porządek.
Słuchanie – klucz do porozumienia
Słuchanie jest pierwszym krokiem w budowaniu relacji opartej na zaufaniu. Gdy dzieci czują się słuchane, są bardziej skłonne do współpracy i otwarte na nasze sugestie.
Wyobraź sobie, że Twoje dziecko wraca do domu smutne, ponieważ coś się wydarzyło w szkole. W pierwszym odruchu możesz chcieć szybko mu pomóc, mówiąc „Nie martw się, wszystko będzie dobrze.” Zamiast tego, warto spróbować aktywnego słuchania: usiądź obok, patrz dziecku w oczy i pozwól mu opowiedzieć o swoich uczuciach, nie przerywając i nie oceniając.
Kiedy dziecko skończy mówić, spróbuj powtórzyć jego słowa: „Rozumiem, że było Ci smutno, bo koledzy nie chcieli się z tobą bawić.” Dzięki temu dziecko poczuje, że naprawdę go słuchasz, a to buduje zaufanie, które jest podstawą każdej relacji.
Ale krzyk!
Empatia – zrozumienie emocji dziecka
To zdolność postawienia się w sytuacji dziecka i zrozumienia jego perspektywy. Dla małych dzieci świat może wydawać się pełen rzeczy, które nas – dorosłych – nie ruszają, ale dla nich są ogromne i trudne do zrozumienia.
Twoje dziecko boi się ciemności i nie chce zasnąć bez światła. Zamiast bagatelizować te uczucia słowami „Nie ma się czego bać, nic tam nie ma”, warto okazać zrozumienie: „Wiem, że ciemność może wydawać się straszna. Co możemy zrobić, żebyś czuł się bezpieczniej?”
Kiedy dziecko czuje, że jego strach jest brany na poważnie, zaczyna się otwierać i ufać, że rodzic pomoże mu znaleźć rozwiązanie. Możemy np. zostawić zapaloną lampkę nocną albo wyjaśnić, co dzieje się w ciemności – to tworzy bezpieczną przestrzeń do rozmowy o trudnych emocjach.
Uznawanie uczuć – akceptacja bez oceniania
Dzieci, tak jak dorośli, mają prawo do swoich emocji, zarówno tych miłych, jak i trudnych. Akceptowanie ich bez oceniania pomaga poczuć, że uczucia są ważne, a to z kolei buduje pewność siebie.
Na przykład gdy dziecko płacze, bo zgubiło ładny kamyk. Dla nas może to być niewielka strata, ale dla dziecka to ogromne przeżycie. Zamiast mówić: „Przestań płakać, to tylko kamyk,” lepiej powiedzieć: „Widzę, że jesteś bardzo smutny, bo zgubiłeś ten swój skarb. To było coś dla ciebie bardzo ważnego.”
Dzięki akceptacji uczuć dziecko uczy się, że jego emocje są naturalne i zrozumiałe. To z kolei pomaga mu radzić sobie z trudnymi chwilami i buduje wewnętrzną siłę emocjonalną.
Prosty i jasny język – skuteczna komunikacja
Kiedy komunikujemy się z dziećmi, kluczowe jest, aby nasze komunikaty były proste i zrozumiałe. Dzieci często lepiej reagują na krótkie, pozytywne polecenia niż na długie, skomplikowane wyjaśnienia.
Twoje dziecko skacze po kanapie, a Ty wielokrotnie prosisz, aby przestało. Zamiast mówić: „Nie skacz na kanapie, bo możesz coś przewrócić, a potem będziemy musieli sprzątać,” spróbuj prostego polecenia: „Proszę, usiądź na kanapie.”
Krótkie, pozytywne komunikaty, takie jak „Stój przy mnie” zamiast „Nie biegaj!” czy „Mów ciszej” zamiast „Nie krzycz!” są łatwiejsze do zrozumienia i wykonania. Zamiast mówić, czego dziecko nie powinno robić, lepiej wskazywać, co ma zrobić.
Duże emocje bez krzyku
Czasami zdarzają się sytuacje, w których musimy szybko i zdecydowanie zmienić zachowanie dziecka. Na przykład, gdy nie słucha naszych poleceń, ucieka na ulicę. Jak wtedy komunikować?
1. Dziecko nie słucha poleceń
Zdarza się, że dziecko ignoruje nasze prośby, co może być bardzo frustrujące. Ważne, aby w takich sytuacjach zachować spokój i jasno wyrazić swoje oczekiwania.
Gdy prosisz dziecko, aby posprzątało zabawki, a ono ciągle tego nie robi, zamiast podnosić głos, spróbuj zmniejszyć rozproszenia, usiąść na poziomie dziecka i powiedzieć spokojnym tonem: „Proszę, włóż klocki do pudełka, a potem możemy razem coś poczytać.”
Krótkie polecenia, wyraźny kontakt wzrokowy i uprzedzenie, co się wydarzy, kiedy zadanie zostanie wykonane, mogą skutecznie zmotywować dziecko do współpracy.
2. Dziecko ucieka na ulicę
Sytuacja, w której dziecko ucieka na ulicę, jest niebezpieczna i wymaga natychmiastowej reakcji. W takich momentach nasze komunikaty muszą być bardzo konkretne.
Gdy dziecko zaczyna biec w kierunku ulicy, zamiast krzyczeć „Nie biegnij!” lepiej wykrzyknąć coś bardziej precyzyjnego: „Stój!” lub „Wróć”. Takie krótkie i jednoznaczne polecenia są łatwiejsze do zrozumienia w sytuacji stresu.
Po takim zdarzeniu warto na spokojnie porozmawiać z dzieckiem o bezpieczeństwie, tłumacząc, dlaczego bieganie na ulicę jest niebezpieczne. Staraj się unikać nadmiernych emocji, aby dziecko mogło skoncentrować się na zrozumieniu konsekwencji.
3. Dziecko nie chce wyłączyć bajki
Zbyt długie oglądanie bajek to częsty problem, a dzieci często mają trudności z zakończeniem seansu na prośbę rodzica. Jak podejść do tego tematu bez konfliktu?
Zamiast mówić: „Wyłącz natychmiast, bo już za długo oglądasz,” możesz zapowiedzieć zmianę z wyprzedzeniem: „Za pięć minut kończymy oglądanie bajki i idziemy się bawić”. Kiedy czas mija, warto przypomnieć: „To ostatnia minuta, a potem się bawimy.”
Dzieci lepiej reagują na wyprzedzające ostrzeżenia i przygotowanie ich na zmianę. Daj im szansę dokończyć coś, co jest dla nich ważne, ale trzymaj się jasno ustalonych zasad.
Dobra komunikacja z dzieckiem to coś więcej niż tylko wymiana słów. To sposób na budowanie zaufania, zrozumienia i bliskiej więzi. Efektywna komunikacja wymaga cierpliwości, prostego języka, uznawania uczuć dziecka i stawiania jasnych granic. Dzięki tym prostym krokom możemy wspierać rozwój emocjonalny naszych dzieci i cieszyć się silną relacją.
Z radością daję znać, że sponsorem tego odcinka podcastu jest firma Persempra. Koniecznie zerknijcie, jak ułatwiają życie tworząc tkaniny na meble.
Mam już dosyć tych krzyków! Co zrobić, kiedy dzieci ciągle krzyczą? Prowadziłam ostatnio konsultację pedagogiczną z mamą, która poprosiła o radę w sprawie krzyczących dzieci, bo nie może znieść ich sposobu komunikacji, co niszczy ją psychicznie.
One niemal zawsze porozumiewają się ze sobą, krzycząc. Co można zrobić, żeby dzieci przestały ze sobą rozmawiać za pomocą krzyku? I żeby ogólnie przestały się wydzierać co chwilę, bo to naprawdę bardzo męczące.
Te krzyki mnie wykończą! Da się to uciszyć? Witam w podcaście Tylko dla Mam, dzisiaj przygotowałam taki temat, dosyć głośny (tak dosłownie!), bo o tym, że dzieci ciągle krzyczą.
Wiem, że już jeden odcinek, związany z krzykiem io tym, jak nie krzyczeć na własne dziecko, jak przestać krzyczeć na dziecko, już nagrałam i serdecznie zapraszam do posłuchania.
Dzisiaj zajmę się takim tematem, w którym krzyk, jest męczącym wydarzeniem, w życiu codziennym rodziców.
Co to za krzyki?!
Dzieci kłócą się o wszystko, ponieważ coś im się nie podoba. Krzyczą, bo np. dostały nie taką kanapkę, zabawkę, poszło coś nie po ich myśli i krzyczą, kiedy się kłócą. Nie chcą jechać tam, a chcą jechać gdzie indziej. Kiedy po prostu rozmawiają z nami poprzez krzyk.
Przetrwać krzyki
Tutaj nie mamy do czynienia z dorosłymi, którym trochę łatwiej wyjaśnić, pewne rzeczy związane, z komunikacją i krzykiem. Mamy do czynienia z dziećmi, które my czasami uznajemy za agresywne, właśnie dlatego, że krzyczą.
Powiem od razu, że nie podam złotej recepty, na to, żeby dzieci przestały krzyczeć.
W pewnym wieku, właściwie, na pewnych etapach rozwoju, krzyki są potrzebne, pomocne. Krzyk jest po prostu narzędziem dziecka, którego używa, do komunikowania o swoich przeżyciach.
Wiem, że sto razy łatwiej byłoby, gdyby dziecko potrafiło powiedzieć:
Jestem zmęczona i chciałabym już jechać do domu, a nie jeszcze, stawać przy spożywczaku, żeby zrobić drobne zakupy.
Cały dzień za tobą tęskniłam, a Ty, teraz gadasz przez telefon, zamiast zwrócić na mnie uwagę.
Krzyki to też informacja
Zaczyna się krzyk albo po prostu kłócą się ze sobą, ponieważ po prostu tak rozmawiają i wszystko im przeszkadza.
Brat lub siostra, krzywo trzyma nogę, inaczej oddycha, niż ja bym sobie tego życzyła. Znasz to?
Mówimy mu: Nie, teraz nie możesz zjeść tego lizaka.
Wiemy, że jest przed obiadem i wiemy, że jak teraz zje lizaka, to przez pół godziny, jakie mamy do spędzenia w samochodzie, jadąc do domu, będzie jakieś szaleństwo. Albo po prostu nie chcemy, żeby dziecko jadło słodycze, przed zjedzeniem obiadu, więc odmawiamy.
Co robi dziecko?
Dziecko: Ale ja bardzo chcę zjeść tego lizaka!
My:Nie nie możesz zjeść tego lizaka!
Zaczynają się krzyki. To jest najprostsza z możliwych sytuacji, wiem, że znacie ich tysiące, z własnego doświadczenia.
Prosty powód do krzyku
To jest tak, że czasem uznajemy krzyki, za formę agresji, tzw. „niegrzecznego” zachowania. Oczywiście tutaj biorę to w cudzysłów, bo trudno powiedzieć, co jest niegrzecznym zachowaniem.
Dziwimy się, dlaczego dziecko nie może zrozumieć, że ty nie chcesz dla niego niczego złego, po prostu są granice, których trzeba się trzymać? Chcemy pozbyć się przyczynykrzyku, ustalić, o co chodzi z tym lizakiem, zamiast zaakceptować to, że dziecko w tym momencie potrzebuje się wykrzyczeć.
Miało jakieś pragnienie, poinformowało nas o nim, a my poinformowaliśmy dziecko o tym, że nie może tego teraz mieć i to jest powód do krzyku.
Wiem, że może dla dorosłego brzmieć to absurdalnie, natomiast dla dziecka to jest powód do krzyku.
To mnie wkurza! Stąd te krzyki!
Taki maluch zdaje sobie sprawę z tego, że istnieją jakieś granice, których trzeba się trzymać. Prawdopodobnie, zdaje sobie sprawę również z tego, że ty się nie ugniesz i nie zje teraz tego lizaka, a bardzo chce, tu i teraz.
Może być jeszcze inna przyczyna. Pewnie dziecko zauważyło, że boisz się trochę tego krzyku, że wolisz zgodzić się, na różne rzeczy niż wysłuchiwać wrzasków. To jest bardzo sprytne, mądre i w sumie logiczne wykorzystanie pewnego narzędzia, którym w tym przypadku jest krzyk.
To nie są złośliwe krzyki. Być może niechcący nauczyliśmy tego nasze dzieci.
Warto pokazać dziecku, że krzyki są w porządku, ale to nie jest narzędzie do manipulowania i wywierania nacisku. Krzyk, dziecko moje kochane, nie daje ci nade mną władzy.
Wiem, że jako rodzice mamy dosyć krzyku, że chcielibyśmy, żeby było cicho, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że krzyk jest formą komunikacji, wyrazu, która minie. Jeśli tej sprawy nie nakręcimy, to może warto z tym krzykiem, w pewien sposób współpracować.
Jak to zrobić?
Po pierwsze, nie buntować się przeciwko niemu, niech on sobie będzie. Naszym celem lub założeniem, nie jest to, żeby dziecko przestało krzyczeć tu i teraz, bo pewnie się ie da tego zrobić w tej chwili. Krzyki w tej chwili są po to, żeby wyrzuciło z siebie emocje, więc krzyk jest w porządku (co nie znaczy, że jest miłym doznaniem).
Ważne, żeby maluch zrozumiał, że krzykiem, oprócz tego, że wyrzuci z siebie to niezadowolenie, nic więcej nie załatwi. Nie sprawi tym, że ja się też wkurzę, zacznę krzyczeć i zrobi się niemiła sytuacja.
Krzyk dziecka mnie (rodzica) do niczego więcej nie sprowokuje, oprócz tego, że zauważę cię (dziecko) i twoje niezadowolenie. „Aha, widzę, że bardzo chcesz zjeść tego lizaka, aż krzyczysz ze złości. Zdenerwowałaś się, bo chciałaś zjeść tego lizaka. Nie podoba ci się, że się nie zgodziłam”.
Zorientujmy się, o co chodzi, jakie emocje chce dziecko wykrzyczeć i przyjmijmy to zupełnie spokojnie. Bez tego, z czym spotkałam się kilka razy, czyli:„Aha, to ja ciebie dziecko przechytrzę. Wiem, że krzyczysz, bo masz jakieś swoje powody, ale ja jestem ponad to, będę milczeć obrażona”.
Nie chodzi o to, że jesteśmy „ponad to”. Chodzi o to, że my rozumiemy, dlaczego dziecko krzyczy, więc nie strzelamy focha postawą: „Pokrzycz sobie, nic mi to nie robi”.
Emocje rodzica
Chodzi o to, żeby powiedzieć dziecku, jak się czujemy z tą krzykliwą, głośną sytuacją. Uważam, że to jest najbardziej szczere, stosunku do dziecka i wydaje mi się, że dziecko najlepiej to zrozumie.
Zastanawiając się, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, gdyby ktoś, czegoś mi zabraniał, to chciałabym zostać zrozumiana. Wiem, że nie mogę mieć tego tu i teraz, ale jest mi po prostu przykro i tyle. Z krzykiem dzieci jest tak samo.
Dorośli też to robią, na przykład, biegniemy na autobus i nie zdążymy lub minie nam ulubiony serial, bo staliśmy w korku. Czasami przeklniemy sobie pod nosem lub coś sobie pomyślimy.
Krzyk jako narzędzie
Jako dorośli, nie wrzeszczymy (raczej…). Dzieci w takich sytuacjach, które zdarzają im się bardzo często, po prostu krzyczą.
My ten krzyk, mamy oswojony i pokazujemy dziecku, że owszem, jest to jakieś narzędzie do wyrzucenia z siebie emocji, ale nie jest to narzędzie, którym się komunikujemy na co dzień i na pewno nie wytrąci nas z równowagi.
Wiem, że łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, ale warto spróbować pokazać dziecku, że wrzask, nie jest formą komunikacji, która nam odpowiada.
Szczerość w rodzinie
Wracam teraz, do tej szczerości wobec dziecka. Jako rodzice, próbujemy czasami zaradzić natychmiast danej sytuacji, zamiast po prostu powiedzieć: „Ten krzyk, sprawia, że boli mnie głowa, ten krzyk, działa mi na nerwy, sprawia, że trudno mi się skupić podczas jazdy”.
Jeżeli masz w samochodzie, dwójkę krzyczących dzieci, wrzeszczących, to zakładam, że to jest prawda. Działa ci to na nerwy, irytuje. Ich krzyki sprawiły, że boli cię głowa i trudno skupić się na jeździe. To ich odpowiedzialność. I co dalej?
Odpowiedzialność za krzyki
Możesz dalej iść w szczerość, powiedzieć: „Dzieciaki, ja wiem, umówiliśmy się, żę teraz jedziemy do kina, ale tak krzyczycie z tyłu, że nie mam ochoty, iść z bolącą głową. Mamy więc dwie możliwości. Ja, szczerze mówiąc, mam ochotę zawrócić samochód, jechać do domu i się położyć z zimnym okładem na głowie.
Albo mogę Was prosić, żebyście się uspokoili, żeby ten wrzask i dyskusję przenieść na inny czas, a ja w tym momencie dojadę spokojnie i może przestanie boleć mnie głowa jeśli będzie cisza. To jest naprawdę Wasz wybór”.
Daj dziecku wybór
Nie jest to szantaż emocjonalny, jest to postawienie sytuacji szczerze, tak jak jest.
Dajesz dzieciom wybór.
Wyrzuciłaś też z siebie to, że Ci się to nie podoba.
Zrobiłaś to spokojnie.
Takie powiedzenie, jak jest, co mi się nie podoba i dlaczego, jest bardzo oczyszczające i daje siłę do przetrwania tego krzyku oraz „bycia w zgodzie ze sobą”.
Często jest tak, że jako rodzice, tak się spinamy, nad trzymaniem się pewnych reguł, na byciu konsekwentnym i na tym, żeby dziecko wiedziało, że w danej sytuacji działałam wychowawczo.
Tak bardzo staramy się być rodzicem, że zapominamy o tym, że jesteśmy też po prostu człowiekiem, któremu ma prawo coś się nie podobać, ma prawo być zmęczonym pewnymi rzeczami, który źle funkcjonuje w głośnym, krzykliwym środowisku.
Mam dosyć krzyków
Sama tego nie lubię, więc staram się pokazać dzieciom, z którymi pracuję i przebywam, że krzyk jest w porządku, rozumiem, dlaczego to robisz, ale to jest sytuacja drażniąca, więc jeżeli to jest cały czas, nie da się tak żyć.
To nie jest forma komunikacji, którą posługujemy się na co dzień i tyle, po prostu postaw na szczerość.
Tym razem zebrałam w jednym miejscu książki wiosenne i wielkanocne. Niektóre mocno związane z obrzedami świątecznymi i religią. Inne zachcające do dekorowania, aktywności. Spora część to po prostu książki o wiośnie i radości jaką przynosi ta pora roku.
Kiedyś zdarzyło mi się napisać książkę o zwyczajach i obrzędach wielkanocnych.
Nie ukrywam, że bardzo lubię tę porę roku i to konkretne święto, dlatego chętnie zabrałam się do tworzenia zestawienia. Zależało mi na opowiedzeniu najmłodszym o przeżywaniu Wielkanocy, ale też na aktywnym czytaniu. Dzięki temu w zestawieniu znalazły się m.in. książki z naklejkami, dekoracjami i te zachęcające do obserwowania przyrody, wyjścia z domu po długiej zimie, szukania tej wiosennej radości.
Cieszę się, że My Myszonek wraca do nas w wiosennej odsłonie w książce pt. „Myszonek wita wiosnę”.
To książka wydawnictwa Fajda pod patronatem Aktywnego Czytania. Super dla wieku 3-5 lat. Seria ma już kilka tytułów. Opowiada o małej myszce, która mieszka tylko z mamą. To trochę bajka, ale także pokazanie prawdziwych urywków życia tej małej rodzinki.
Dla kogo będzie ta książka? Dla dzieci, które lubią proste historie, chcą zerknąć na życie innych i oczywiście dla wszystkich miłośników myszek. Nie pogardzą też dzieci stęsknione za wiosną i po prostu ciekawe świata.
To patronat Aktywne Czytanie dla wieku 2-5 lat. Recenzja już czeka na blogu.
przychodzi do nas w bardzo zielonej, kolorowej odsłonie. Co tym razem robi? Szuka jajek.
Seria została stworzona przez Karmę Wilson, zilustrowana przez Jane Chapman, a z języka angielskiego przełożyła Barbara Supeł. To wierszowana historia o zwierzętach, w której Pan Miś wraz z przyjaciółmi pomagają mamie Skowronkowej odnaleźć zagubione jajka.
Przeczytaj recenzję na blogu Aktywne Czytanie. To świetna książka dla wieku 2-4 lata.
Kartonowa książka napisana wierszem. Zdecydowanie dla najmłodszych, z uwzględnieniem prostego języka i rymów, bo tak łatwiej zapamietać historię. Zaczyna się od wjazdu Jezusa do Jerozolimy, aż do Zmartwychwstania. Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata. Wydawnictwo Jedność
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Wielkanocna pisanka
Kartonowa, kolorowa książka w kształcie jajka. Prosta, rymowana opowiastka o tym, że kurka zniosła jajko. Dumna pochwaliła się wszystkim dookoła i zaczęła się debata. Co się stanie z jajem? Czy wytrzyma do Wielkanocy? Czy będzie świeże? Sprawę załatwia Jaś, wkładając jajko do lodówki, żeby tuż przed Wielkanocą pomalować pisankę.
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 1-2 lata. Wydawnictwo Olesiejuk
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Żubr Pompik i zapach wiosny
To jedna z czterech opowiastek o przemiłym zwierzaku i jego siostrze. Trochę przypominają ciekawskie przedszkolaki, dla których wszystko jest interesujące i warte zbadania. Żubr, a właścicie jego przygody, przybliżają dzieciom informacje o przyrodzie i porach roku. Tym razem tropimy wiosnę, czyli coś co dzieci naprawdę lubią robić. Sama pamiętam z przedszkola „szukanie śladów wiosny”. To wspaniałe wspomnienia.
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 3-6 lat. Wydawnictwo Media Rodzina
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Grajfka dla dzieci. Artystyczne zdobienie jaj
W tej książce wszystko skupia się na jajku i jego zdobieniu. Kolejne rozdziały podpowiadają, jak stworzyć piękne pisanki, kraszanki i inne małe działa. Zaczynając od doboru jajka, przez różne sposoby barwienia (mnóstwo pomysłów na naturalne i sztuczne barwniki). Dochodzimy do kraszenia czyli wyskrobywania wzorów na zabarwionym jajku. Są też podpowiedzi związane z zabawami wielkanocnymi. Spodoba się dzieciom 5+ i dorosłym. Wydawnictwo Septem
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści
W tej książce znajdziemy kilka rozdziałów dotyczących wiosny i Wielkanocy. Ogólnie cała książka opowiada o tradycjach i zwyczajach związanych z różnymi porami roku np. Andrzejki czy Mikołajki. Są tu też konkrety wiosenne:
Marzanna
Śmigus-Dyngus
Prima Aprilis
Pisanki
Wszystkie opowiadania napisane zostały z perspektywy zaciekawionego światem dziecka, któremu dorośli wyjaśniają wiele spraw. Rozdział o pisankach przybliża mnóstwo mniej lub bardziej znanych informacji o jajku, jako symbolu wierzeń i narodzin. Bez wątpienia każdy rozdział pomoże odpowiedzieć na dziecięce pytania związane z najróżniejszymi tradycjami. Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 5-8 lat. Wydawnictwo BIS
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Radosna wiosna
W tej książce poświęconej głównie wiośnie (choć jest też stół wielkanocny) znajdziemy ponad 100 naklejek i śliczne obrazki, które tymi naklejkami można wypełnić. Każda storna to osobny temat wiosenny np.
Na wiejskim podwórku
W zagrodzie
Na straganie
Las budzi się po zimie
Na polu
Na stole wielkanocnym
Na łące
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata. Wydawnictwo Wilga
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Cudownie zilustrowana opowieść o wiośnie w znanej na całym świecie wiosce – Bullerbyn. To jeden z rozdziałów Dzieci z Bullerbyn, wydany jako osobna książka. To świetny pomysł na oddanie klimatu sielskiej wiosny i radości po zakończeniu długiej zimy. Co się tu wydarzy? Można budować domek na łące, można się nieźle pomoczyć, bo jak przychodzi wiosna, wszędzie jest mokro. Na wiosnę rodzi się dużo zwierząt, a przytulenie jagniątka to cudowne przeżycie. Można też zapalić sobie małe wiosenne ognisko i cieszyć się, tą najprawdziwszą dziecięcą radością.
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 5-7 lat. Wydawnictwo Zakamarki
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Wielkanocna historia
Kieszonkowa książka, w której znajdziemy dość szczegółową (jak na opowieść dla najmłodszych) historię wielkanocną: Święto paschy. Jezus pożycza osiołka. Chwała Bogu. Zmowa kapłanów. Jezus wypędza handlarzy. Ostatnia Wieczerza. Chleb i wino. Jezus modli się w samotności. Pocałunek Judasza. Na krzyż! Samotne wzgórze. Pogrzeb Jezusa. Pusty grób. Poszukiwania Jezusa. . Maria poznaje Jezusa. W drodze do Emaus. Nieznajomy na wieczerzy. Jezus żyje. Jezus wstępuje do nieba. Jezus powróci. Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata. Wydawnictwo Jedność
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Wiosna na Ulicy Czereśniowej
W tym zestawieniu nie może zabraknąć tego picture booka. To część większej serii, w której Czereśniowa tętni życiem zabieganych mieszkańców. Większość rodziców maluchów dobrze zna tę ulicę. W wiosennej odsłonie zaglądamy do sklepów, mieszkań, kawiarni, na łąkę… dosłownie wszędzie. Podążamy za Edwardem, Marią, Michałem i jego Pikusiem, Dorotą, Anią Łukaszem i całą masą wiosennie zakręconych mieszkańców.
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 2-4 lata. Wydawnictwo Dwie Siostry
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Rok z Findusem
Ten tytuł wylądował w zestawieniu, bo Findus wie, co znaczy aktywne czytanie. Przez cały rok ma jakiś pomysł na majsterkowanie, a wszelkie inspiracje wręcz wysypują się z tej książki. Ta książka ogarnia każdy miesiąc, oczywiście tym razem skupiamy się na wiosennych: hodujemy kiełki, obserwujemy dżdżownicę, robimy obrazki z fasoli, zakładamy domowy zielnik, tworzymy skarpetowych przyjaciół. Cała masa inspiracji, łącznie z domowym żabińcem.
Najbardziej spodoba się dzieciom w wieku 6-10 lat. Wydawnictwo Media Rodzina
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Wielkanoc. Komiks i biblijne łamigłówki
Jako miłośniczka komiksów nie mogłam pominąć tego tytułu. Naprawdę pomysłowo opowiedziana historia i w dodatku konkretnie. Jedna strona – jeden wielkanocny rozdział. A obok każdego rozdziału zadania i zagadki. Kolorowanie, zgadywanie, odliczanie, test pamięci, różnice itd. Jakie rozdziały zawiera ten komiks?
Jezus jest królem.
Ostatnia wieczerza
W Ogrodzie Oliwnym
Uwięzienie Jezusa
Ukrzyżowanie Jezusa
Jezus umiera na krzyżu
Jezus żyje!
Najbardziej spodoba się dzieciom 7+. Wydawnictwo Jedność
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Każdego dnia mówię więcej. Wiosna
W zasadzie są to materiały edukacyjne dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, jednak w swojej zawodowej praktyce nie raz już się przekonałam, że tak opisane materiały idealnie zdają egzamin w najróżniejszych sytuacjach. I tu do akcji wkraczają wiosenne zabawy. Odrobina czytania globalnego, poznanie wiosennych wyrazów i do tego jeszcze pytania pomocnicze. To świetna książka do czytania z dziećmi w wieku 1-3, poszerzania słownictwa i ćwiczeń logopedycznych. Nie zabraknie tam też obrazków i wyrazów wielkanocnych.
Wydawnictwo Harmonia
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Naturalne dekoracje
Na koniec zostawiam pomysły do samodzielnego wykonania. Piękna książka pełna inspiracji wiosennych i wielkanocnych. Do ich wykonania przyda się pomoc dorosłego więc od razu jest to pomysł na wspólne spędzanie czasu. Co ważne, wszystkie te ozdoby inspirowane są naturą i jej skarbami, które można znaleźć na każdym spacerze: szyki, kawałek kory, kamienie, drewienko, piasek itd.
Spodoba się dzieciom w każdym wieku o ile do zabawy zaangażują się też rodzice lub dziadkowie. Wydawnictwo Jedność
Kliknij w dowolne zdjęcie żeby sprawdzić cenę i dostępność tej książki.
Zerkamy do wielkanocnych i wiosennych książek dla dzieci
Książki dla dzieci – wiosna i Wielkanoc
Czytanie książek o wiośnie i Wielkanocy z dziećmi ma wiele korzyści edukacyjnych.
Po pierwsze, takie historie mogą pomóc dzieciom zrozumieć cykl przyrody i wprowadzić je w fascynujący świat zmian, jakie zachodzą w przyrodzie. Opowiadania o rozkwitających kwiatach, śpiewających ptakach i budzącej się do życia przyrodzie mogą rozbudzić ciekawość maluchów oraz rozwijać ich zmysły.
Po drugie, książki o Wielkanocy mogą dostarczyć dzieciom wartościowych lekcji dotyczących przyjaźni, współpracy i akceptacji i tradycjach. Wielkanoc symbolizuje odradzanie się życia i radość z ponownego pojawienia się wiosny.
Po trzecie, czytanie takich historii wspiera rozwój językowy dziecka. Książki o wiośnie i Wielkanocy często zawierają kolorowe opisy, bogaty słownictwo oraz różnorodne sytuacje, co sprzyja rozwijaniu umiejętności komunikacyjnych u dzieci. Dodatkowo, dzięki czytaniu, maluchy uczą się koncentracji, rozwijają wyobraźnię i zdobywają nowe informacje o otaczającym świecie.
To nie tylko sposób na dostarczenie rozrywki, ale również na rozwijanie różnorodnych umiejętności, kształtowanie wartości oraz budowanie silnych więzi emocjonalnych między dorosłym a dzieckiem.
Gdzie leży cienka granica między żartem a przemocą? Sztandarowym przykładem jest dla mnie określenie „końskie zaloty”.
Kiedy skarżyłam się rodzicom, że chłopcy zaczepiają dziewczynki w naszej klasie, od razu zauważyłam (niezrozumiały dla mnie wtedy) uśmiech na twarzy mamy i wyjaśnienie. Pewnie słyszało je wiele dziewczyn w moim wieku: Chłopcy tak pokazują, że cię lubią.
Kilka lat temu moja córka przyszła z przedszkola z taką samą informacją i pierwsze, co mi się nasunęło, to wyjaśnienie, że pewnie się podoba temu Antkowi, skoro ją tak zaczepia. Raz mi się wyrwało i nigdy więcej, bo od razu zobaczyłam jej zdezorientowaną minę.
Jak to mnie lubi?
Moja reakcja (raczej zakodowana niż przemyślana) była absurdalna, bo przecież od początku uczymy dzieci, jak nazywać i rozumieć emocje, dzisiaj to oczywistość. A potem jednak, w konkretnej sytuacji, wrzucamy na minę. Skoro tłumaczymy, że lubienie okazuje się np. miłym słowem, a nie szarpaniem za włosy, to jak zrozumieć, że te końskie zaloty są OK? Co za mylący komunikat dla dziecka!
Przyzwolenie na przemoc
Wiem, że te końskie zaloty to z jednej strony przyzwolenie społeczne, z drugiej wręcz tradycja. Napisałam kiedyś książkę o polskich zwyczajach wielkanocnych i pamiętam, że niektóre mnie szokowały brutalnością wobec kobiet.
Jednym z nich było smaganie dziewczyn wychodzących z kościoła wierzbowymi gałązkami. Im bardziej obita dziewczyna, tym większe powodzenie wśród chłopaków. Nie zgodzić się na takie bicie? Nooo nie, przecież wtedy będzie jasne, że z nią coś nie tak. Dlatego zgadzały się wszystkie panienki, piszcząc z udawanego zachwytu.
Podobnie zresztą z bardziej popularnym śmigusem-dyngusem. Im bardziej oblana wodą dziewczyna, tym lepiej dla jej powodzenia i urody. Jak o tym myślę, to mi się nóż w kieszeni otwiera na te wszystkie tradycje, z których strzępami do dziś się musimy mierzyć w różnych (czasem chuligańskich) odsłonach.
Końskie zaloty to przemoc
Jednak nie do końca tradycji chcę się czepiać, a raczej współczesnych dorosłych, którzy dzisiaj na końskie zaloty pozwalają. Na to ciche przyzwolenie, bo jej się to przecież podoba.
Swoją drogą, wmawianie komuś emocji, które tak naprawdę nie są jego, ma swoją odrębną nazwę i warto wiedzieć, że nie jest to niewinne „przecież widzę, że ci się podoba”.
Nie musimy jednak grzebać się w dawnych tradycjach, dzisiaj przecież też na tak wiele się pozwala w ramach żartów. Pamiętam sytuację z liceum, w której w paczce zakumplowanych nastolatków chłopcy postanowili sprawdzić, czy jedna z dziewczyn ma ogolone nogi. Oczywiście już samo pytanie było dla takiego podlotka niezwykle krępujące.
Kiedy nie chciała odpowiedzieć, postanowili, że sami sprawdzą. Jeden ją zapał, drugi podciągnął nogawkę spodni i się dowiedzieli. Wszystko na oczach całej paczki, w ramach żartu i popisu. Chłopcy wiedzieli, że to przemoc, nie uznawali jej jednak za coś więcej niż dobrą zabawę.
To nie przemoc, ona jest przewrażliwiona!
Dobrze znałam tę dziewczynę, wiem, jak to przeżyła, choć w trakcie zdarzenia śmiała się. Nie powiedziała, że poczuła się upokorzona i bezradna, gdy chłopaki po prostu dotykali ją, bo taki mieli pomysł na żarcik. Powiedziała o tym tylko bliskim osobom.
I tu właśnie do akcji powinni kroczyć dorośli, choć zdaję sobie sprawę z tego, że część powie: Jejku, jakie te współczesne dzieci przewrażliwione. Nie można nawet pożartować.
Osobiście zgadzam się z tym, że wiele jest dzisiaj sytuacji, w których wszyscy za wszystko czują się urażeni. Jednak akurat końskie zaloty do nich nie należą. To, co kiedyś było przemilczane, powiedzmy, że dopuszczalne, dzisiaj nie ma racji bytu. I nic się nie zmieni, jeśli będziemy używać argumentów: Ja tak miałam, przeżyłam i w porządku.
Postaw się na moim miejscu
Wystarczy przez chwilę pomyśleć logicznie, poobserwować zachowanie własnych dzieci, żeby dojść do kilku prostych wniosków.
Wmawianie dziewczynom, że końskie zaloty są czymś miłym, zabawnym czy dla niej ważnym, jest zwyczajnym krzywdzeniem i też przemocą. Nie zależnie od wieku dziecka, nie powinien taki komunikat padać z ust dorosłych. Zresztą chodzi o dziewczyny i chłopców, im też się nieźle obrywa w ramach żartów.
Automatycznie wtedy dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Komu mam powiedzieć, że jest mi przykro, jak nie mamie, tacie, nauczycielowi?
Powinnaś się wstydzić
Wbijanie kogokolwiek w poczucie, że naruszanie osobistych granic ma ścisły związek z tym, że się komuś podoba, jest prostą drogą do ugruntowania go pozycji ofiary. Musisz się zgadzać na przemoc, inaczej nie będziesz lubiany/lubiana.
Wykluczenie jest dla dzieci i młodzieży argumentem do przepracowania. Stawiając na szali wykluczenie (nie lubimy cię, bo się nie zgadzasz na nasze żarty) i komfort psychiczny, odpowiedź powinna być prosta. Jednak w przypadku dzieci nigdy nie jest.
Nawet nie wie, że to przemoc
Chłopcy i dziewczyny, którym wmówiono, że końskie zaloty są czymś zabawnym, naturalnym, stają się dorosłymi, którzy nie zauważają przemocy i godzą się na nią. Nie wiedząc nawet, że są ofiarą lub agresorem, bo przecież sprawa dotyczy obu stron.
Chłopcy (choć bywa i odwrotnie), których głaska się po głowach, zamiast karcić za końskie zaloty, mogą nie mieć świadomości, że robią coś złego. Oczywiście, im starsze dzieci, tym więcej rozumieją, ale przecież te sprawy zaczynają się już w przedszkolu.
Sama byłam wychowywana w środowisku, gdzie dziewczynka „powinna się z tego cieszyć”, a jak nie, to nie masz poczucia humoru. Docinki, wyśmiewanie, kompletnie nieprzemyślane żarty były na porządku dziennym. To była forma komunikacji, z którą mierzyłam się latami, żeby potem przez wiele kolejnych lat docierać do miejsca, w którym poczucie wartości zostało odbudowane.
Wychowanie przez wyśmiewanie, którego zresztą spora część dorosłych nie zauważa w swoim zachowaniu, jest okropnym sposobem komunikacji ze światem. Więcej opowiedziałam o tym w jednym z odcinków podcastuNie tylko dla mam >>
Wesprzyj w odczytywaniu przemocy
Co możemy zrobić, żeby wesprzeć dzieci w rozumieniu, że przekraczanie granic nie jest w porządku, bo to przemoc?
Myśleć i stawiać się w sytuacji drugiego człowieka. Do rozmów z przedszkolakami polecam książkę „Słowa mogą ranić”. Pokazuję w niej, czego nie mówić, ale też jak się bronić przed napastliwością i złośliwością innych.
Jeśli chodzi o nieco starsze dzieci (7+), jest taka świetna książka w formie komiksu pt. „Zgadzam się albo i nie!”, w której rewelacyjnie wyjaśniono, czym jest niezrozumienie, że się przekracza granice.
W jednym z rozdziałów mamy na obrazku dziewczynkę w stroju kąpielowym stojącą przy basenie i dwójkę innych dzieci, ubranych zwyczajnie. Biegną wepchnąć ją do basenu, bo ma na sobie strój kąpielowy, więc chce się wykąpać.
I tu właśnie jest moment, kiedy warto włączyć myślenie. Założenie stroju kąpielowego, nie jest jednoznaczne z chęcią kąpieli. Nie ty o tym decydujesz.
Zakładanie przez obcych ludzi, co ja chcę zrobić, co mi sprawi przyjemność, co jest dla mnie dobre, jest naruszaniem granic. To sytuacja, w której zamiast „wiedzieć lepiej” wystarczyło zapytać, czy osoba w stroju ma ochotę na kąpiel.
Sama tego chciała
Dzieci pewnie tego nie zrozumieją, ale dorośli mogą skojarzyć, że od takiej (absurdalnej) pewności, że dziecko w stroju chciało się wykąpać, prosta droga do założenia, że kobieta w krótkiej spódnicy prosi się o gwałt.
Nie ma w tym ani cenią przesady, bo właśnie po to tworzone są książki pokazujące, jak szanować cudze granice, żeby można to było ćwiczyć (i rozumieć) od najmłodszych lat.
Bardzo niewiele uczymy dzieci słuchania własnej intuicji, bo sami też często mamy ją po prostu zagłuszoną. Wmawiamy, że „on się tylko chce pobawić” w przypadku młodszego rodzeństwa. Nie pozwalając dzieciom samodzielnie zdecydować, wsłuchać się w siebie i stwierdzić, co czuję, gdy on mnie popycha, gryzie, szczypie. I co nie jest już zabawą.
Umiejętność stawiania granic nie jest najczęściej wrodzona, to trzeba ćwiczyć i wcale nie jest to bułka z masłem. Sami nie byliśmy tego najczęściej uczeni, dlatego tak łatwo przychodzi nam powiedzieć: Pocałuj ciocię, bo będzie jej przykro.
Zdanie reszty świata, w tym obrażonej cioci, nie jest ważniejsze niż poczucie bezpieczeństwa dziecka. Zmuszanie do uległości, kiedy dziecko jasno komunikuje, że to przekroczenie granicy, nie jest w porządku.
Niby proste, a jednak bardzo trudne w praktyce. Czasem wolimy się obrazić, nie odzywać do koleżanki czy partnera, zamiast jasno powiedzieć, o co nam chodzi. Skąd te skrupuły? W dużej mierze z poczucia, że on powinien wiedzieć, o co mi chodzi. To jest absurdalne w zderzeniu z przekonaniem, że nikt nie ma prawa nam mówić, co powinniśmy czuć i myśleć. Niech mi nie mówi, co myślę, ale niech wie co myślę.
Warto uczyć dzieci od początku, żeby mówiły jasno, co im się nie podoba. Nie ze wszystkim trzeba się od razu zgadzać, ani obrażać, warto zacząć od wyjaśnień. Chodzi też o stworzenie takiego miejsca (dom), gdzie w bezpiecznych warunkach dziecko będzie mogło powiedzieć, co naprawdę czuje. Przecież to trzeba ćwiczyć latami.
Świadomość emocji
Jeśli tylko jest okazja, warto sięgać z dziećmi po książki lub gry związane z rozmawianiem o emocjach. Chodzi o rozumienie siebie i innych, choć w tym konkretnym przypadku skupiamy się bardziej na sobie. Co czuję? Jak się zachowuje mój organizm w takiej czy innej sytuacji?
Czasem znajdujemy się pod ogromną presją np. te końskie zaloty i trudno do końca stwierdzić, czy to jeszcze żart, czy już przekroczenie granicy. Umiejętność czytania sygnałów własnego ciała jest w tym wypadku kluczowa. Czasem wstyd maskujemy histerycznym śmiechem, złość wygłupami itd. Wtedy zamiast asertywnie reagować na przemoc, dajemy przyzwolenie.
W tym wypadku przypuszczam, że wiele dzieci będzie potrzebowało pomocy wspierającego dorosłego. Chodzi o uświadomienie dziecku, czy w jego kontaktach ze światem zachowana jest równowaga, w sensie dawania i brania. Czy dziecko nie bierze na siebie zbyt wielkich ilości zmartwień rodziców? Czy ma z kim szczerze porozmawiać o problemach? Czy to robi? Czy może jest tym, które więcej bierze niż daje światu. Egoista? Nie zważa na przekraczanie granic innych ludzi?
Równowaga w tych proporcjach jest bardzo ważna, w przeciwnym razie będziemy mieli w domu dziecko nieszczęśliwe z powodu napastników z zewnątrz albo agresora, który nawet nie zdaje sobie sprawy, jak niemiło przebywać w jego towarzystwie innym ludziom.
Jak rozmawiać o granicach
Moim zdaniem warto zacząć od uświadomienia, czym jest dystans fizyczny, bo to można po prostu pokazać i wytłumaczyć.
Publiczny (około 3,5 metra i więcej) – w stosunku do osób obcych i publicznych.
Społeczny (około 1,2-3,5 metra) – dalsi znajomi lub obcy, z którymi rozmaimy np. urzędnik, nauczyciel.
Indywidualny (około 45-120 cm) – to strefa, w której dobrze się czujemy z bliskimi przyjaciółmi, dalszą i bliższą rodziną.
Intymny (do ok. 45 cm) – na taką odległość mają wstęp tylko nasze najbliższe osoby: rodzice, dzieci, partnerzy.
Granice psychiczne
Tu trudniej wyjaśnić coś dziecku, bo nie da się ich zmierzyć na centymetry. To też ważne, że one się zmieniają wraz z dojrzałością i wiekiem. Najlepiej rozmawiać z dziećmi używając plastycznych przykładów, podając konkretne sytuacje z ich życia.
Czy jest w twoim otoczeniu inne dziecko, które sprawia, że czujesz się źle? Jest ci przykro? Adaś żartuje tak, że chce ci się płakać? Czujesz się niekomfortowo, bo opowiada wulgarne dowcipy?
Marta zabrania ci mówić szczerze, co myślisz? Wśród rówieśników może to być obracanie w żart lub wyśmiewanie, gdy ktoś mówi, że nie podoba mu się np. przeklinanie czy ciągnięcie za włosy dla zabawy.
Masz prawo zmienić zwoje nastawienie do ludzi, z którymi kiedyś było ci po drodze. Jeśli ktoś z paczki zaczyna przekraczać granice, nie obowiązuje wobec niego lojalność. Nie trzeba na siłę się z nim spotykać, bo kiedyś się kumplowaliście. To samo dotyczy towarzystwa wpędzające w poczucie winy lub inny rodzaj agresji psychicznej.
Ufaj intuicji, jeśli czujesz, że w czyimś towarzystwie nie wszystko jest w porządku, to jest OK. Wsłuchaj się w siebie, obserwuj. Czasem sygnały niewerbalne dają nam znać, że ktoś nie jest szczery, zanim jeszcze widać to w bezpośredni sposób.
Oczywiście, że każdy ma prawo wyrażać uczucia, ale nie może to być robione w sposób destrukcyjny. Nie musisz więc zgadzać się na to, żeby koleżanka wyżywała się na twoim plecaku, bo ma problemy z nauczycielami. Reaguj stanowczo, zanim zabrnie zbyt daleko.
Słowa mają moc
Kilka konkretnych przykładów na koniec, jak zacząć zdanie, żeby miało szansę dotrzeć jako jasny komunikat. Pewnie w wielu sytuacjach zdarzy się, że dziecko spotka się z kontrą lub oczekiwaniem, że zacznie argumentować swoje (niewygodne dla agresora) stanowisko.
Za wyrażeniem zdania, niezadowolenia, asertywnym zwróceniem uwagi, wcale nie musi iść tyrada i tłumaczenie, dlaczego czuję to co czuję. Stawiam granicę i od ciebie zależy, czy je uszanujesz. Nie możesz jednak powiedzieć, że nie wiedziałeś, nie rozumiałeś.
Nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz.
Nie podoba mi się twój żart.
Nie życzę sobie, żebyś mnie dotykał.
Nie mam teraz ochoty na wygłupy.
Proszę, szanuj, że włożyłam w to masę pracy.
Często też w takich sytuacjach znajduje się jednak przestrzeń do wyjaśnień i dyskusji, to zależy od obu stron. Warto żeby dziecko miało świadomość, że asertywność nie ma związku z tłumaczeniem. Nie ono zawiniło w tej sytuacji.
Zachęcanie do czytania książek bywa trudnym zadaniem. Zanim na dobre zaczniemy rozkręcać się z oczekiwaniami (tak, to cudownie, jak dziecko chętnie sięga po książki), zerknijmy na to, co zniechęca. Czasami dorośli robią to niechcący.
Do trafnej diagnozy wystarczy kilka pytań i szczerych odpowiedzi na temat naszego (dorośli) stosunku do książek i czytania.
Nauka czytania to proces
Czy da się to jakoś bezboleśnie załatwić? To zależy… Powiedziałabym, że nauka czytania to proces, który może (choć wcale nie musi) się rozpocząć już w pierwszych miesiącach życia. Pisałam o tym choćby w artykule o zabawie w czytanie globalne >>
Jak zachęcić do czytania?
Najczęściej, z tym pytaniem męczą się rodzice starszych dzieci. Tych, od których nauczyciele (i świat) w y m a g a j ą czytania. Albo tacy, którzy lubią czytać, a z jakiegoś powodu ich dzieci unikają książek. Nie każdy lubi i to jest jasne. Niestety, spora liczba dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie lubi czytać i nie potrafi czytać ze zrozumieniem.
To drugie z kolei bardzo utrudnia naukę. Ogólnie przyswajanie wiedzy zawartej w książkach. Jasne, że jeśli nie rozumie się czytanego tekstu, trudno go zapamietać lub osadzić w skojarzeniach, wykorzystać do zdobywania wiedzy. I tu się zaczynają schody.
Dlaczego dzieci nie lubią czytać?
Jest naprawdę bardzo wiele przyczyn. Piszę o nich ponieważ mogą dać do myślenia rodzicom, którzy jeszcze nie stoją przed tym problemem, choć niedługo może się okazać, że jednak czytanie to wyzwanie.
Ciekawie
Nieciekawe książki to jest spory problem. Zwłaszcza kiedy do gry wchodzą lektury szkolne, a dziecko wcześniej nie miało z książką po drodze. Wtedy zaczynają się kłopoty, bo mały człowiek nieprzyzwyczajony do czytania, szybko się męczy na myśl o lekturze.
Nie ten temat
Lektury bywają nieciekawe – to inna sprawa. Nie mam nic do kanonu, jednak nie każdy musi szaleć za Plastusiem (przepraszam, Plastusiu, bo ja cię kocham bardzo), tak samo jak nie każdemu podobają się przygody Dzieci z Bullerbyn. O gustach się nie dyskutuje, tylko akceptuje.
Wzrok
Kłopoty ze wzrokiem, tak po prostu. Znam przypadki kiedy dzieci nie mogły skupić się na czytaniu dłużej niż kilka minut. Wszystko zrzucano na karb ADHD i niecierpliwości, a tak naprawdę po prostu nie widziały liter. Jak litery skaczą, to dziecko nie zawsze potrafi powiedzieć, że ma kłopoty ze wzrokiem. Po prostu nie lubi czytać i już.
Zniechęcenie na starcie
Zniechęcenie do czytania po wcześniejszych naciskach. To problem zbyt ambitnych rodziców, którzy z kolei bardzo chcieli mieć wcześnie czytające dziecko. O takich ambicjach pisałam już kiedyś w artykule na temat wczesnego czytania >>
Faktycznie, wygórowanymi oczekiwaniami można dziecku zrobić krzywdę. Brak gotowości maluch komunikuje na wiele sposobów. Tylko trzeba chcieć słuchać.
Uzależnienie od ekranów
Może nawet nie uzależnienie, ale komputer/telefon na wyciągnięcie ręki i dowolną ilość czasu. Jeśli komputer (telefon, iPad itd.) są w rękach dziecka częściej niż książka, nie ma raczej mowy o tym, żeby czytanie wygrało z graniem.
Słowo-klucz w tym wypadku (bo generalnie nie jestem przeciwniczką korzystania z nowoczesnych technologii) to równowaga.
Kara lub szantażyk
Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, czytanie to bardzo powszechny rodzaj kary. Właśnie za karę dzieci dostają do czytania książki.
Jakie ma być nastawienie człowieka do lektury, jeśli to czynność, którą należy wykonać za karę? I to jeszcze czasem za to, że np. zbyt długo grało na komputerze. Komputer kontra książka to złe zestawienie. Złe, ze względu na zachęcanie do czytania.
Tak samo jak „motywacja” w stylu: Jak nie przeczytasz jednego rozdziału lektury, to nie ma grania. Rozumiem zamysł, ale warto go wcielić w życie innymi słowami. Piszę o tym przy ustalaniu reguły 10 minut dziennie, w artykule o zachęcaniu do nauki czytania i ogólnie do czytania (link na dole).
Przykład
Nie ma przykładu z góry, to nie ma rekacji na dole. Jeśli jesteś rodzicem, który mówi, że czytanie jest ważne, a sam tego nie robi, nie wymagaj za wiele od dziecka. Kiedy dziecko nigdy nie widzi cię z książką w ręku (brak czasu i zmęczenie to wymówka, jak każda inna), nie oczekuj żeby za tą czynnością szalało.
To nie jest towar pierwszej potrzeby
Jasne, że i tu trafiają się wyjątki. Jednak ogólnie, lepiej przyjąć, że przykład idzie z góry. Tak samo jak mówienie o książkach. Jeśli w domu kupowanie książek i czytanie jest uważane za rozrywkę dla kujonów i bogaczy, nie dziw się, że dziecko nie che czytać.
Ta wymówka jest zresztą prawdziwą porażką komunikacyjną, bo przecież w niemal każdym mieście (a często i na wsiach) dostępne są biblioteki publiczne, gdzie książek na wyciągnięcie ręki, jest pod dostatkiem.
Dysfunkcje
Trudności innej natury np. dysleksja. To już sprawy do zdiagnozowania. Najczęściej dysleksja idzie w parze z różnymi innymi zaburzeniami, które da się wykryć już nawet w przedszkolu. Na pewno od początku szkoły. A nawet we wczesnym dzieciństwie, bywają zauważalne jej oznaki. Pisałam o tym nieco więcej w artykule o objawach dysleksji (nie mylić z diagnozą).
Wprawdzie (na papierze z poradni) do końca czwartej klasy jest to podejrzenie dysleksji, ale nauczyciele już powinni interweniować. Dyslektycy nie lubią czytać książek, ale tylko dlatego, że jest to bardzo trudna do wykonania dla nich czynność. Nie ma to nic wspólnego z lenistwem, niechęcią czy stosunkiem do książek. I w tym wypadku często ratunkiem są audiobooki dla dzieci.
Zachęcanie do czytania
Nie zostawię oczywiście tematu bez podpowiedzi związanych z zachęcaniem do czytania, zwłaszcza dzieci stojących na początku czytelniczej drogi. Napisałam na ten temat osobny artykuł na blogu Aktywne Czytanie. Zostawiam 15 konkretnych podpunktów, które mogą pomóc odczarować niechęć do czytania.