Dlaczego moje dziecko kłamie?
Wielu dzieciom zdarza się mijać z prawdą, ale też w równie wielu przypadkach dzieci wierzą w to, co mówią, choć nie jest to prawdą. Czasami prawda w głowie dziecka jest kłamstwem dla reszty świata. (więcej…)
Wielu dzieciom zdarza się mijać z prawdą, ale też w równie wielu przypadkach dzieci wierzą w to, co mówią, choć nie jest to prawdą. Czasami prawda w głowie dziecka jest kłamstwem dla reszty świata. (więcej…)
Jak rozpoznać, czy jestem nadopiekuńczą mamą? To dość trudne. Już wiele razy wspominałam na blogu Nie Tylko dla Mam, że sama przez jakiś czas byłam taką mamą. Mam więc spore doświadczenie.
W tym odcinku podcastu poruszam kilka ważnych wątków.
Dzisiaj chciałabym się skupić na temacie nadopiekuńczości. Czy jestem nadopiekuńczą mam? Bardzo często dostaję od Was maile z takim zapytaniem: Czy moje konkretne działania (o których zaraz powiem), to już jest nadopiekuńczość? Czy nie?
Czy jestem zwykłą mamą, która chciałaby, aby jej dziecko było bezpieczne. I chciałby się też czuć komfortowo. I chciałby też czuć się komfortowo podczas opiekowania się dzieckiem na co dzień.
Przede wszystkim, jeżeli wręcz histerycznie usuwasz z pola widzenia dziecka, ze świata swojego dziecka, rzeczy, które są potencjalnie niebezpieczne.
Mówię „potencjalnie”, bo tak naprawdę, wszystko może być niebezpieczne. Albo większość rzeczy, które otaczają nas na co dzień. Mogą w jakiś sposób stanowić zagrożenie.
Jeżeli faktycznie, kiedy Twoje dziecko uczy się chodzić, Tobie zależałoby na tym, żeby usunąć naprawdę każdy kamyczek spod jego nóg, uważam, że to już jest nadopiekuńczość.
Dlatego, że dziecko czy roczne, czy w jakimkolwiek innym wieku, ma prawo do potykania się, umownie mówiąc. Ma prawo do poznawania świata również przez to, że coś czasami zaboli, że nabije sobie siniaka, czy czasami nawet się skaleczy.
Warto też czytać książki o realnych dzieciach i różnych sytuacjach z życia.
KSIĄŻI DLA DZIECI w wieku 1-3 lata
To wszystko są elementy bardzo potrzebne, jeżeli chodzi o rozwój dziecka. To jest po prostu zdobywanie doświadczenia. Jeżeli, w jakiś sposób zabraniasz dziecku zdobywać doświadczenia, to w jakiś sposób, blokujesz możliwość uczenia się i kodowania w mózgu najróżniejszych rzeczy, które potem będą potrzebne dziecku do tego, żeby ono sobie poradziło w świecie.
I teraz też… nie popadajmy w przesadę, w paranoję, dlatego, że jeśli usuwasz naprawdę niebezpieczne rzeczy, np. ogień czy lekarstwa, to jasne, że to jest taka normalna, pozytywna postawa.
Natomiast, oprócz tego, że usuwasz niektóre rzeczy, te takie najbardziej niebezpieczne. Warto o tych właśnie najbardziej niebezpiecznych również porozmawiać.
To znaczy, że nie może być tematów tabu. Oczywiście, te rozmowy i te rzeczy, powinny być dostosowane do wieku dziecka i do możliwości zrozumienia przez pociechę najróżniejszych spraw i najróżniejszych niebezpieczeństw.
Natomiast, warto wziąć pod uwagę, o którym często mówimy, że się buntuje, chociaż ja do końca bym tego buntem nie nazywała, to jest właśnie mała istota, która zaczyna rozumieć, że świat to jestem nie tylko ja, nie tylko mama, nie tylko ten bezpieczny dom.
Świat niesie ze sobą najróżniejsze zagrożenia. To znaczy, poznawanie świata niesie tego rodzaju zagrożenia.
I z jednej strony mogłoby się wydawać: „No dobra, ja chce uchronić moje dziecko przed tymi zagrożeniami, bo jestem dobrą matką, zależy mi na tym, żeby się czuło bezpiecznie”.
Rozumiem taką postawę. Natomiast, jeżeli będziesz chronić przed wszystkim, nawet przed informacjami o niebezpieczeństwie, to już jest trochę „przegięcie”. To już test ta nadopiekuńczość, którą powinnaś się przejmować.
Co mam na myśli, jeżeli mówię o tych niebezpieczeństwach czyhających na dziecko, najróżniejszych i o rozmawianiu o nich?
Jeżeli chowasz przed dzieckiem lekarstwa, gdzieś na najwyższej półce, to jest jasne, że postępujesz mądrze i odpowiedzialnie. Tutaj nie ma mowy o nadopiekuńczości.
Natomiast, jeżeli Twoje dziecko nigdy nie widziało lekarstw, jeżeli pyta o to, to Ty mówisz: „Dobra, nie dotykaj tego, to jest dla dorosłych”. To tak naprawdę, trochę szkodzisz. To znaczy, nie przekazujesz informacji.
Wiadomo, że nie chodzi o to, żeby dziecko spróbowało tych lekarstw i zobaczyło, co się stanie. Natomiast chodzi o to, żebyś pokazała dziecku: „One tak wyglądają, są podobne do cukierków, są bardzo kolorowe, natomiast nie wolno ich dotykać dlatego i dlatego. Z tego powodu ona mają takie zabezpieczenia. Spróbuj otworzyć”.
Wiadomo, że kilkulatek nie otworzy zabezpieczonego lekarstwa.
Mówię o takich plastikowych z zakrętkami. I tłumaczymy i przekazujemy jak najwięcej informacji.
Nie chodzi mi tylko o lekarstwa. To samo dotyczy np. bawienia się zapałkami, używania noża w kuchni itd.
W takich rozmowach mogą pomóc ksiązki dla dzieci o bezpiecznych zachowaniach: Ostrożnie >>
Ostrożnie!
Tych rzeczy, niebezpiecznych potencjalnie, jest naprawdę bardzo dużo. To nie znaczy, że ona mają zniknąć z pola widzenia dziecka.
Jeżeli one znikną i dziecko nigdy nie będzie o nich słyszało, to po pierwsze, jest to na pewno nadopiekuńczość.
A po drugie, jeżeli się z nimi zetknie, to nie będzie wiedziało co to jest i co się z tym robi. Będzie chciało spróbować, a nie będzie wiedziało jak? Całkowite usuwanie – na pewno nie!
Natomiast, zadała mi jedna mam takie pytanie: „Czy zabezpieczenia w domu, mam na myśli takie zabezpieczenia na drzwi, na szuflady itd. Czy to jest przesada?”.
Uważam, że to nie jest przesada. Jeżeli Ty masz się czuć niekomfortowo we własnym domu, ponieważ będziesz się obawiała, że dziecko np. jeżeli nie masz bramek, to spadnie ze schodów, jeżeli nie masz zabezpieczenia na szufladę, będzie sobie przycinało palce.
Jeżeli czujesz się z tym niekomfortowo, to zabezpiecz po prostu niektóre meble czy części domu. Nie uważam tego absolutnie za nadopiekuńczość.
Po to ludzie wymyślili tego rodzaju pomoce, żeby było wygodniej i żeby było bezpieczniej. W tym wypadku, jak najbardziej, też bym używała.
Pamiętam, jak używałam bramek, kiedy moje dziecko było małe, bo się po prostu bałam, że spadnie ze chodów.
Młoda mama ma na głowie naprawdę bardzo dużo spraw. Pilnowanie, żeby dziecko nie spadło, czy żeby nie zrzuciło na siebie jakiejś komody z szufladami, czy nie wspięło się na tę komodę… to jest bez sensu. Myślę, ze zabezpieczenia to jest bardzo „bezpieczny” temat. Nie trzeba się martwić, że ma to coś wspólnego z nadopiekuńczością.
Oczywiście, jeżeli ktoś używa bramek mając sześcioletnie dziecko, wiadomo, że jest to przesada. Ale chyba nie o to chodziło w tym mailu i nie o tym mówimy.
Są takie zabawy, które można wykorzystać do tego, żeby pokazywać dziecku bezpieczne zachowania i pokazywać dziecku, co robić i jak robić, żeby nie zrobić sobie krzywdy.
Wymyśliłam jedną z takich zabaw, to jest coś w rodzaju „Kota w worku”. Myślę, że już tak od półtora roku (wiek dziecka) możecie się w taką zabawę bawić.
Najpierw może bez wyciągania po prostu spróbować zgadnąć, co to jest. Następnie wyciągacie go i rozmawiacie o tym, do czego służy. Gdzie został znaleziony? Gdzie jest zazwyczaj jego miejsce?
Wiadomo, że widelec gdzieś tam w szufladzie w kuchni, a kamień można spotkać w ogrodzie albo w parku. Jak się bawić albo jak używać takiego przedmiotu?
Żeby było ciekawie, żeby było pożytecznie i zabawnie. Widelec służy do jedzenia i ćwiczymy jedzenie nim.
Kamień może być np. jeżeli go pomalujemy, fajnym przyciskiem do papieru, postawionym gdzieś w pokoju dziecka albo podarowanym tacie czy babci w prezencie. Taki własnoręcznie zrobiony prezent.
Ale są to też przedmioty, które mogą zrobić w jakiś sposób krzywdę. Jeżeli rzucimy kamieniem w niekontrolowany sposób, możemy komuś zrobić krzywdę, możemy kogoś uderzyć. Fajnie, żeby to wybrzmiało.
I też, jeżeli bawimy się widelcem, zamiast po prostu nim jeść, czyli używamy go w taki sposób, do którego nie jest przeznaczony. To też nie jest ciekawa zabawa i też możemy sobie zrobić krzywdę.
No właśnie, im starsze dziecko, tym bardziej zróżnicowane przedmioty możecie do tego worka wkładać.
I myślę też, że na początku będzie tak, że trzeba będzie dziecku coś podpowiedzieć. Na pewno zgadnie, że widelec to jest do jedzenia, ale co jeszcze można z tym robić lub czego właśnie nie robić?
To już myślę, że trzeba będzie podpowiedzieć. Im starsze dziecko, tym mniej podpowiedzi. Natomiast więcej wyobrażeń na temat zastosowania danej rzeczy. I większa wyobraźnia.
Jeżeli więc masz takie poczucie, że jesteś nadopiekuńczą mamą to spróbuj oswoić tą rzeczywistością dla siebie również. Będziesz się wtedy czuła po prostu bezpieczniej.
Ostania rzecz, która mogę doradzić, to żebyś nauczyła się, jeśli jeszcze tego nie potrafisz, może to być jakiś kurs, jakaś książka, cokolwiek, jak pomagać w sytuacjach zagrożenia.
Żebyś wiedziała, miała w małym palcu, co zrobić kiedy dziecko się zadławi albo co zrobić, kiedy dziecko się skaleczy, przewróci, jak zdezynfekować ranę itd.
Są książki dla dzieci, które pomogą i w tym temacie. Wspólne aktywne czytanie pozwoli Wam zrozumieć rożne sytuacje.
KREW
Łukasz ratuje misia
Cecylka Knedelek. Pierwsza pomoc. Zasady bezpieczeństwa
Cecylka Knedelek: „Zasady bezpieczeństwa” i „Pierwsza pomoc”
Wtedy będziesz się czuła bezpieczniej. I wtedy też jest większa szansa, że pozwolisz dziecku działać. Pozwolisz dziecku na więcej, bo znajdziesz w sobie taki spokój: „Ja wiem, co robić w razie czego”.
Taki spokój, który pozwoli Ci zachęcić dziecko do tego, żeby odważnie poznawało świat. I pozwoli przede wszystkim Tobie, gdzieś tam w głowie sobie ułożyć to, że jednak nadopiekuńczość, to jest krzywdzenie dziecka.
Jak pomóc dziecku zaakceptować swoją odmienność? Tak naprawdę pomóc mogą bliskie osoby, ale one też muszą włożyć wiele wysiłku w ten proces. Bo to jest proces, ma różne etapy, górki, kłody i chwile zwątpienia też się pojawią. Nie ma co udawać, że rzucenie słowem „akceptacja”, załatwia sprawę.
W tym odcinku:
Dzisiaj chciałabym porozmawiać o problemach z koncentracją u dzieci w wieku 1-3 lata oraz starszych – przedszkolaków i uczniów. Już nie raz na blogu podejmowaliśmy ten temat. Tym razem to będzie podcast Tylko dla Mam.
Często dostaję pytania od rodziców:
Niekórzy wolą korzystać z YouTube również do słuchania podcastów. Subsktybuj kanał TylkoDlaMam.pl >> nie przegapisz żadnego odcinka.
Zacznę od najmłodszych dzieci. Warto sobie wyjaśnić, że jeśli mówimy o roczniakach, dwulatkach i trzylatkach, to koncentracja jest dość szerokim i płynnym tematem. Dzieci w tym wieku kierują się uwagą mimowolną.
Generalnie chodzi o to, że takie małe dziecko, nie do końca świadomie struje swoją uwagą, kierując ją często na przypadkowe rzeczy. Akturat to, co jest w polu widzenia. Trudno więc mówić o kłopotach z koncentracją, gdy maluch nad tym (uogólniając) nie panuje.
Pewnie kojarzysz sytuację, gdy dziecko w tym wieku zaczyna płakać. Chcąc odwrócić jego uwagę od powodów do histerii, od smutnej sytuacji, zagadujemy. Właśnie rozpraszając (przekierowując) uwagę np.: Zobacz, dziewczynka ma na bluzce kucyka Pony! A ty tak lubisz kucyki!
Łatwo odwrócić uwagę dziecka od płaczu, bo ono skupia się na rzeczach, które w danym momencie wydają się interesujące. Tu akurat fajna bluzka.
Niekoniecznie jest to zawsze dobra taktyka, bo możliwość poznawania i przeżywania smutku, jest bardzo ważna dla rozwoju emocjonalnego dziecka.
Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule:
Co się dzieje, gdy nie pozwalamy dzieciom na smutek? >>
Dla takiego malucha interesujące jest w zasadzie wszystko, dlatego trudno wymagać żeby dziecko umiało się dłużej skupić na konkretnej czynności. Tej, na której akurat dorosłemu (niekoniecznie dziecku) zależy tu i teraz.
Uwaga mimowolna nie oznacza, że nie można z dzieckiem ćwiczyć koncentracji. Dobrym pomysłem są np. puzzle. Dla mnie to jedna z fajniejszych zabawek, jeśli chodzi o skupienie uwagi. Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule:
Jak wspierać koncentrację u dwulatka? >>
Warto jednak wziąć pod uwagę, że nawet najfajniejsza zabawka edukacyjna, nie sprawi, że dziecko przeskoczy swoje możliwości rozwojowe.
Taki dwulatek, potrafi się skupić jedynie kilka minut (topowa koncentracja trwa zaledwie minutę, potem i tak słabnie). Jeśli dziecko skupi się na dziesięć minut, to już naprawdę dużo! Potem potrzebna jest przerwa na inną aktywność i ruch.
Jeśli dziecko do trzeciego roku życia, nie koncentruje się np. na słuchaniu czytanej przez rodzica książki, to właściwie zupełnie naturalna sytuacja. Ten temat przewija się w grupie Aktywne Czytanie na FB dość często. Więcej o takim sposobie czytania z najmłodszymi napisałam w artykule pt. Aktywne czytanie – co to jest? >>
Aktywne czytanie, podczas ruchu, zabawy i działania, to najlepsza forma czytania z maluchem.
Zmuszając dziecko do siedzenia – żeby się czegoś nauczyło – działamy wbrew zupełnie naturalnej potrzebie ruchu, o którą maluchy będą walczyć do upadłego. Potrzebują ruchu do prawidłowego rozwoju. Nie jest to zależne od ich woli, to biologia. Nie ma co z tym walczyć.
Paradoksalnie, pozwalając dzieciom ruszać się przy nauce, sprawiamy, że lepiej się koncentrują. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule:
Dlaczego czasami dzieci po prostu nie potrafia wysiedzieć spokojnie? >>
Jeśli powiesz do dwulatka: Sprzątamy pokój, to właściwie nic dla dziecka nie znaczy. Lepiej powiedzieć: Przynieś proszę żółta piłkę do tego kosza (wskazujesz, o który kosz chodzi).
Tym sposobem uczysz współpracy, rozumienia i wspierasz koncentrację. Dziecko musi się rozejrzeć po pokoju, wypatrzeć piłeczkę, ustalić jej kolor i przynieść w konkretne miejsce. I w dodatku, jest to sprzątenie!
Jeśli powiemy do dziecka za dużo, ono straci czujność już po pierwszych słowach. Chcąc używać konkretnych komunikatów, nie przesadzaj z ich ilością.
Gdy powiesz: Przynieś proszę żółtą piłkę, niebieskiego konika i posegreguj skarpetki, jest więcej niż pewne, że dziecko nie skoncentruje się na tych czynnościach, jak należy. To za dużo na raz. Lepiej podzielić te zadania na mniejsze fragmenty.
Jeśli chodzi o koncentrację starszych dzieci, gdy dochodzą do nas sygnały np. od nauczycieli, po pierwsze warto zbadać fizycznie pociechę. Czy ma alergię? Czy ma wygodne ubrania? Czy dobrze widzi? Czy wystarczająco dużo pije wody? Czy zjada za dużo cukru? Czy się wysypia? itd.
Mając zabezpieczoną sferę fizyczną, warto przyjrzeć się pracy i zabawie dziecka.
To oczywiście są dość ogólne obserwacje. Warto jednak pamiętać, że blok edukacyjnych zajęć w przedszkolu, trwa ok. 20 minut, bo tyle dziecko może wytrzymać koncentrując się. Oczywiście nie przez cały czas na sto procent, ale potrafi coś wynieść z zajęć.
Jeśli dziecko kompletnie nie może skupić się przez tych 20 minut na zajęciach edukacyjnych (nie mówię, że bez ruchu, po prostu chłonąć wiedzę), to coś może być na rzeczy z koncentracją. Warto się temu uważniej przyjrzeć.
Czasami brak koncentracji objawia się wolnym działaniem. Kiedy dziecko „zostaje w tyle” np. podczas ubierania. Oczywiście wiele można wyćwiczyć i każdy działa w swoim tempie, to jasne. Jednak da się zauważyć, że to zostawianie na końcu, ma związek z rozproszoną uwagą, a nie np. brakiem umiejętności zapinania guzików.
Więcej na ten temat napisałam w artykule:
Już mam się martwić zaburzeniami koncetracji? >>
Dziecko boi się samo zasypiać? Okaż empatię i życzliwość wobec lęku dziecka, zapewniając, że jesteś obok, by dać poczucie bezpieczeństwa i pomóc.
Jak nauczyć dziecko radzić sobie z przegraną? W tym odcinku: sposoby na oswojenie poczucia porażki; aktywności i gry oswajające z przegraną; pokazywanie dziecku reakcji innych na przegraną; rozmawianie o przegranej i emocjach z nią związanych.
Kiedy ostatnio jedna z mam wspomniała o high need baby, ktoś jej powiedziała, że to mit. Często słyszę, że to jest wymysł, wymówka dla rodziców, którzy sobie nie radzą. (więcej…)
Wymuszanie płaczem nie jest tak naprawdę wymuszaniem, tylko informacją dla dorosłego. Nazywanie pewnych komunikatów wymuszaniem to trochę droga na skróty.
Dzieci nie rodzą się złośliwe, czy wymuszające płaczem. Jeśli informują o swoim sprzeciwie, zdaniu lub potrzebie wyłącznie przez krzyk i płacz, to jest duża szansa, że na pewnym etapie swojego życia dostały od rodzica komunikat: To działa. Jeśli mieć do kogoś pretensje w tej sytuacji… to chyba głównie do siebie?
W tym odcinku podkastu Tylko dla Mam: