Duszan
Duszan z bratem przeżywają u babci niesamowitą przygodę. Zresztą niejedną. To książka dla dzieci, o tych wymarzonych przez niejednego wakacjach na wsi. Ale to też niezwykła baśń, w której występują zwierzęta i odrobina magii. (więcej…)
Duszan z bratem przeżywają u babci niesamowitą przygodę. Zresztą niejedną. To książka dla dzieci, o tych wymarzonych przez niejednego wakacjach na wsi. Ale to też niezwykła baśń, w której występują zwierzęta i odrobina magii. (więcej…)
Brulion zabaw w podróży to książka do aktywnego czytania. Bazgrania, rysowania i zabijania nudy. Takie powinny być książki dla dzieci, jesli mają się sprawdzic w podróży.
To nie jest prawda, że dzieci najbardziej nudzą się w czasie deszczu. Dzieci nudzą się najbardziej kiedy nie można chodzić, biegać i skakać. Kiedy tak jest? Najczęściej w podróży! (więcej…)
Wyprawa Shackletona to trochę komiksowa opowieść o irlandzkim podróżniku i badaczu Antarktydy. Tak, on tam wyruszył, do tej niesamowitej krainy lodu i śniegu. A było to przeszło 100 lat temu. (więcej…)
Baśnie mają w sobie tajemniczą moc. To jedne z najpiękniejszych książek dla dzieci. Ich czytanie to zawsze świetna zabawa. Jednak większość baśni, niesie ze sobą coś więcej. Ukryte przesłanie, w które warto się wsłuchać.
Baśń może pomóc dziecku uporać się z pewnymi sprawami, lękami, emocjami. Zrozumieć rzeczywistość lub zachęcić do rozmowy na konkretny temat. Jednak często słyszę, że za baśniami jakoś nie przepadamy, bo straszą dzieci. (więcej…)
50 rzeczy, które musisz zrobić, zanim skończysz 13 lat to jedna z tych książek, które zachęcają do przygody. Ta zachęca też do zastanowienia się nad sobą. (więcej…)
Babcia Rabuś to już w zasadzie kultowa książka dla dzieci. W Wielkiej Brytanii czytana jest jako lektura z sześcioaltakmi.
Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Mała Kurka właśnie od niej zaczęło przygodę z książkami Davida Walliamsa.
Od razu też powiem, że dzisiaj jego książek po polsku mamy bardzo dużo, tu znajdziesz je wszystkie – KLIK!
Kiedy dzieci są małe, bardzo chętnie podrzucamy je do babci i dziadka, prawda? O ile oczywiście jest taka możliwość.
Część rodziców mówi wprost o tym, że chcą mieć czas tylko dla siebie (do nich należą też rodzice Bena, o którym za chwilę opowiem). Druga część dodaje, że więź między babcią a wnuczkami jest bardzo ważna. W sumie, w każdym argumencie jest sporo racji. Tyle z punktu widzenia rodziców.
Nie mówię o bobasach czy przedszkolakach, z którymi dziadkowie i babcie zazwyczaj bawią się „do upadłego”, przy okazji rozpieszczając i (czasami) doprowadzając do szału rodziców, przez to całe naginanie reguł.
Kiedy przedszkolak zamienia się w ucznia, to już wizyty u babci, nie przedstawiają się zazwyczaj tak ciekawie. Choć nadal, część z nas, ma w głowie cudowne wspomnienia z wakacji u babci na wsi, to jednak dzisiaj, wiele się zmieniło w tej kwestii.
Dlatego bardzo się cieszę, że książka, o której opowiem, porusza temat relacji wnuczka z babcią. I to w sposób na pewno zaskakujący – dla małego czytelnika i tego dużego – także.

Rodzice zmuszają Bena do zostawania u babci w każdy piątkowy wieczór. Dla chłopca to jest męka. Bardzo nie lubi zostawać u babci, bo tam jest po prostu nudno. Żeby było t y l k o nudno, to jeszcze pół biedy. Ben bardzo dokładnie opisuje, co mu się u babci (i w babci) nie podoba.
Jest to tak szczere, że aż boli (dorosłego) podczas czytania. Jednak świetnie rozumiem, że dzieci mogą tak postrzegać osoby dorosłe. Nie mówię tylko o staruszkach (którymi zresztą i my kiedyś będziemy). Dzieci często i rodziców widzą w zupełnie innym świetle niż nam się wydaje.
A prawda jest taka, że Ben nie mówi o babci niczego nieprawdziwego. Prawda bywa jednak np. krępująca – babcia puszcza głośno bąki i śmierdzi kapustą. Bywa też przykra – Ben nie znosi spędzać czasu z babcią.


Prawda bywa też swego rodzaju katalizatorem, uwalniającym emocje i zachęcającym do działania. Bo też często jest tak, że dziadkowie (z niewiadomych przyczyn) nie chcą się dać poznać z tej najprawdziwszej strony.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że (zwłaszcza dzisiaj) chcąc „zasłużyć” na szacunek wnucząt, wolą wydać ostatnie pieniądze na chińskie duperele i kilogram słodyczy, niż zaciekawić dzieci po prostu sobą. Swoim życiem. Doświadczeniem.

Babcia Bena usłyszała pewnego wieczoru, jak chłopiec mówił przez telefon do rodziców, że nie chce u niej być. Już dłużej nie wytrzyma. Mogłaby zrobić chłopcu awanturę. Mogłaby się obrazić, bo przecież opiekuje się nim najlepiej jak potrafi. Oczywiście w jej mniemaniu. Jednak ta mądra babcia, zamiast obrażać się, postanowiła chłopca sobą zaciekawić.
Przy kolejnej wizycie, Ben znalazł w szafce ze słodyczami, najprawdziwsze diamenty. I tak – od słowa do słowa – okazało się, że babcia kiedyś była najprawdziwszym rabusiem. Tu właściwie zaczyna się kolejna część opowieści, podczas której relacja wnuczka i babci, przechodzi na zupełnie inny poziom.
Teraz planują wielki skok na wielki skarb. Mają o czym rozmawiać, muszą też pokonywać przeszkody np. poradzić sobie ze wścibskim sąsiadem i ambicjami rodziców Bena, którzy marzą dla niego o karierze tancerza.
Ci rodzice to też świetnie pokazany przykład budowania relacji. Tata ochroniarz w sklepie, a mama kosmetyczka, której wiecznie odpadają tipsy. Przelali na syna swoje marzenia. Lubią tańczyć, stąd te piątkowe wieczory spędzane przez Bena u babci. Rodzice wtedy wyskakują się rozerwać. Są bardzo zwykli, w tym swoim marzeniu o tańcu. Chcą dla syna jak najlepszej przyszłości.

I to jest kolejny z wątków, który bardzo mnie zaciekawił. Tak już nawet wychodząc poza jej karty. Wszyscy – cała rodzina – chcą dobrze dla Bena. Ta troska jest prawdziwa i jednocześnie trochę… chybiona. Ben wcale nie marzy o tańczeniu i nie uważał, że spokojne wieczory u babci są fajne. To wszystko wyobrażenia dorosłych.
Zresztą, to nie pierwsza książka tego autora, która w tak niebanalny sposób opisuje mniej typowe rodziny.

Została przetłumaczona na wiele języków, jest jedną z najbardziej znanych książek w Anglii. Cieszę się, że w końcu ktoś odważył się ją świetnie przetłumaczyć i wydać w Polsce. Tak, odważył się, bo to kolejny tytuł, w którym znajdziesz nietypowy język, nietypową relację autora z małym czytelnikiem i nietypowe – bo do bólu szczere, zabawne i zmuszające do refleksji – spojrzenie na dzieci i dorosłych.
Dlatego właśnie wydaje mi się, że byłoby świetnie, gdyby ta książka została przeczytana przez dziecko, rodziców, a nawet babcię i dziadków. Podrzucasz czasem dziecko do nich na weekend, prawda? Podrzuć razem z tą książką!

Autor David Walliams
Ilustracje Tony Ross
Dom Wydawniczy Mała Kurka
Spodoba się dzieciom 6+.
Zdjęcia bez filtrów.
Przy ogladaniu (i zamawianiu) tej książki online, zwróćcie uwagę, że została wydana w dwóch wersjach – z kolorowymi ilustracjami i twardą oprawą oraz z czarno-białymi ilustracjami i miękka okładką.

Jakoś tak często w bajkach „się składa”, że kiedy dzieci oderwane od rodziców, zamieszkają (na zawsze lub jakiś czas) u cioci czy dziadków, okazuje się, że przygoda czeka za każdym rogiem. Tym razem też tak jest. (więcej…)
Każdemu pewnie zdarzyło się powiedzieć coś w stylu: Ściany mają uszy. Każdemu przeszło pewnie przez myśl: Gdyby to drzewo potrafiło mówić, na pewno opowiedziałoby wiele ciekawych historii. Współczesne baśnie dopuszczają do głosu rzeczy i ich wspomnienia. (więcej…)