Żyjemy w świecie przepełnionym informacjami. Każdego dnia dosłownie zalewani jesteśmy komunikatami na różne tematy. Niby wiemy, że nie wszystkie są prawdzie. Problem jednak polega na tym, że nie wiemy, które są kłamstwem lub tylko częścią prawdy. Jak wytropić prawdziwą informację? Dzisiaj o tym na blogu Tylko dla Mam. 

Obiecałam sobie, że będę więcej pisać o komunikacji wspierającej relacje rodzinne. Tym razem jednak chyba chodzi o coś więcej niż tylko rodzinę. Chodzi o relacje międzyludzkie. 

Kiedyś nie było dostępu do takiej ilości informacji, dlatego dzisiaj cieszymy się, że są. Pojawił się jednak inny problem – nie jesteśmy w stanie przerobić tej ilości, która dzisiaj do nas dociera. Mówiąc o „przerobieniu” nie mam na myśli przeczytania czy posłuchania wszystkiego, bo wiadomo, że się nie da.

Bardziej chodzi o nauczenie siebie i naszych dzieci sprawdzania, które z tych informacji są prawdziwe, a które tylko częściowo lub wcale. Potrzebny nam (i dzieciom) nawyk sprawdzania tego, co do nas dociera każdego dnia. 

Sprawdź jedną informację dziennie

Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Media docierają w najodleglejsze zakątki świata i tak naprawdę każdy może w nich publikować co chce. W jedne wiadomości wierzymy, w inne niekoniecznie, ale raczej na zasadzie „to mi pasuje” lub „to jakaś bzdura”, niż po rzetelnym przeanalizowaniu dostępnych danych. 

Dlatego nawyk sprawdzania wiadomości zanim poda się ją dalej jest tym, czego dorośli i dzieci powinni się uczyć, niejako automatycznie działać właśnie w ten sposób: Mówisz, że tak jest? Czekaj, sprawdzę. Nie da się oczywiście w ten sposób funkcjonować cały dzień, ale do wyrobienia nawyku wystarczy kilka minut dziennie.

Maluchy mają o tyle lepiej, że mogą zacząć bardzo wcześnie i wyrabiać ten nawyk małymi krokami. Spora część współczesnych dorosłych nie ma prawa mieć takiego nawyku, bo kiedy byliśmy dziećmi, po prostu nie był potrzebny. To znaczy, może był potrzebny, ale nie było aż takiego szumu informacyjnego i po prostu uznawano, że są ważniejsze sprawy w edukacji, niż sprawdzanie każdej wiadomości. Może trochę szkoda.

Naucz się sprawdzać informacje

Dzisiaj uważam, że edukację dzieci (taką szkolną i społeczną) powinno się zaczynać właśnie od wyrobienia nawyku sprawdzania informacji.

  • Co zostało opublikowane?
  • Co się dobrze klika?
  • Czy to zostało sprawdzone na różnych płaszczyznach?
  • Czy to jest prawda?
  • Czy to jest plotka?
  •  Czy to jest pewna manipulacja?
  • Czy to jest jedynie czyjś subiektywny punkt widzenia?
  • A jak ty to widzisz?
  • Co o tym myślisz?
  • Dlaczego to wydaje ci się prawdziwe?

Bardzo często jest tak, że nie mamy możliwości sprawdzenia czy jakaś wiadomość jest prawdziwa. Zwyczajnie nie znamy się na jakimś temacie lub mamy za mało danych. Jednak sama świadomość tego, że nie wiem, nie umiem tego sprawdzić, jest też niezmiernie cenną lekcją życia we współczesnym społeczeństwie. 

Skoro nie wiem, nie mam pewności jak jest, to nie powtarzam dalej. Jeśli podejmuję temat, co do którego nie mam pewności, to informuję o tym świat – czytałam tu i tu, ale nie mam dostępu do badań czy źródła. 

Po co sprawdzać wiadomości? 

Pierwszym podstawowym, może nieco staroświeckim powodem jest chęć poznania prawdy. Masz ją w sobie? A dzieci mają? Tak, prawda jest towarem deficytowym. Oglądając wiadomości w tv, wypowiedzi tzw. ekspertów w śniadaniówkach programach politycznych, informacyjnych czy po prostu przeglądając feed na FB, ja naprawdę nie wiem, co jest prawdą albo wiem i łapię się za głowę, jak można tak kłamać w mediach.  

Ta świadomość niewiedzy jest często frustrująca, zaburza poczucie bezpieczeństwa, zachęca do radykalnych osądów na zasadzie „nie znam się, ale się wypowiem”. Właśnie dlatego codziennie warto wziąć na tapetę jedną informację prasową i „rozkminić” jej zgodność z prawdą lub ogólnie – rzetelność dziennikarską autora.

Można to zaproponować dzieciom na zasadzie zabawy w detektywa, tropiciela faktów i prawdy. To uczy myślenia krytycznego, a nie przyjmowania wszystkiego co się słyszy. 

Drugi powód jest taki, że zwyczajnie powtarzanie nieprawdy może krzywdzić. I bardzo mnie boli niefrasobliwość niektórych dorosłych, lekką rączką rozrzucających tę lub tamtą informację wśród znajomych. 

Spotkałam ostatnio (będąc w święta w Polsce) znajomą, która zaaferowana oświeciła mnie w pewnej sprawie. Dowiedziałam się, że  Martyna Wojciechowska bierze jakieś magiczne kwoty za bycie asystentką prezesa banku.

Ta Martyna Wojciechowska? Ta podróżniczka?
– Tak, kto by się spodziewał, prawda?
– Ale jesteś pewna, że o nią chodzi? Trudno w to uwierzyć.
– No wiem, sama się zdziwiłam, ale chodzi o nią.

Znalezienie prawdziwej informacji zajęło mi dokładnie 60 sekund. W pierwszych zdaniach pierwszego z brzegu (wiarygodnego) tekstu przeczytałam: Zbieżność nazwisk zupełnie przypadkowa. I oczywiście obok było kilka tytułów wprowadzających w błąd, rażących po oczach nazwiskiem bez zająknięcia się wyjaśnieniem.

Dlatego właśnie warto uczyć dzieci, że tytuły w mediach, nagłówki w gazetach itd. bywają manipulacją. Taką, która ma zachęcić do kliknięcia, zatrzymania się i przeczytania reszty. Tylko, że spora część ludzi na nagłówkach poprzestaje. Tu też jest pole do wyrabiania nawyków związanych z selekcją treści i czytaniem ze zrozumieniem. Takie czasy, choć mam wrażenie, że czytanie ze zrozumieniem „próbuje stać się modne” już od dawna. Z mizernym jednak skutkiem. 

Pomyliłam się, no trudno!

Poinformowałam więc znajomą, że nie chodzi o podróżniczkę tylko jakąś zupełnie inną osobę. I co? 

– No coś ty? Trudno, najwyżej ktoś pomyśli, że jednak chodzi o podróżniczkę.
– A powiedziałaś o tym komuś więcej?
–  Jasne!
– To może wyjaśnisz im, że się pomyliłaś?

– Po co? Niech sobie myślą co chcą. Nie będę mówić ludziom co mają myśleć, nic się wielkiego nie stało. 

„Nie będę mówić ludziom co mają myśleć”… jakie to szlachetne. Takich przykładów jest mnóstwo na wyciągnięcie ręki.

Nie twierdzę, że sama nigdy nie przekierowałam dalej niesprawdzonej wiadomości, że za każdym razem wiem wszystko o autorze, przekopuję źródła itd. Pracując w dużej mierze w wirtualnej rzeczywistości, nie raz i nie dwa dostałam bolesną nauczkę w tym temacie. Bolesną głównie dla mojego ego. Jednak uczę się tego i uczę tego moje dziecko. Pomijając już fakt luksusu jakim jest prawda, chcę żeby to wiedziała – podawanie dalej niesprawdzonych wiadomości może kogoś skrzywdzić. 

To tylko ploteczka!

Plotki były, są i pewnie będą, ale to nie znaczy, że możemy sobie pozwolić na wychowanie kolejnego pokolenia ślepego i głuchego na sprawdzanie wiadomości. Takich ludzi najłatwiej otumanić i po prostu nimi manipulować. Oburzamy się kiedy ktoś chce nami manipulować, ale znowu – nic się nie zmieni, jeśli sami nie podejmiemy tematu. 

sprawdzenie jednej informacji dziennie, wyrobienie w dziecku nawyku sprawdzania zanim poda dalej, to nawyk, którego w świecie naszpikowanym medialną wolną amerykanką, nie da się przecenić.

Mocno się napracowałam przy tym artykule, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się artykułem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa informacji na temat wychowania wspierającego..
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz informacje o książkach dla dzieci „okiem pedagoga”, a w relacjach także kulisy prowadzenia bloga.

Tytuł
fake newsy
Autor